Reklama

Rozbijać ludzkie twierdze

Niedziela Ogólnopolska 4/2013, str. 40-41

[ TEMATY ]

Niedziela Młodych

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Skończyłeś PWST w Krakowie. Marzy o tym wielu młodych ludzi, ale tylko nielicznym się udaje. Rzeczywiście sito selekcji jest tak gęste?

- Dostałem się do tej szkoły, bo wmówiłem sobie, że wcale mi na tym nie zależy. Planowałem, że na serio będę myślał o studiach za rok, a teraz… to tak na próbę. Przez ten czas planowałem zmężnieć, wydorośleć i dojrzeć. Dzięki temu, że nie miałem w sobie napięcia, nie powtarzałem sobie cały czas, że muszę się dostać za wszelką cenę, byłem rozluźniony i udało mi się zdać te bardzo stresujące egzaminy.

Pomimo że udało Ci się dostać, to wydoroślałeś i dojrzałeś?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Jest takie powiedzenie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach. Początkowo myślałem, że praca na scenie to będzie spełnienie moich marzeń. Stało się inaczej. Na pewnym etapie zrozumiałem, że nie jestem w stanie godzić pracy na scenie z życiem rodzinnym. Coraz bardziej jedno drugiemu przeszkadzało.

Na tym etapie pewnie nie miałeś możliwości przebierania w propozycjach aktorskich?

- Jasne że nie, musiałem grać to, co wynikało z grafiku w teatrze. Coraz bardziej mi to doskwierało.

A czego chciałeś?

Reklama

- Zastanawiałem się, jak swoją pracą mogę dziękować Panu Bogu, jak mogę Go wychwalać tym, co robię. To było dla mnie bardzo ważne. Zanim dostałem się do szkoły teatralnej, miałem doświadczenie mocnego spotkania się z Bogiem i nie chciałem, żeby cokolwiek przeszkadzało mi w tej relacji.

Wróćmy więc do tego momentu, w którym spotkałeś Boga. Mógłbyś o nim opowiedzieć?

- To był huragan, trzęsienie ziemi. To było bardzo mocne doświadczenie. Do dziś nie mogę sobie tego wytłumaczyć i nawet nie próbuję. Pewnego dnia klęcząc naprzeciwko prostego czarnego krzyża w kościele zobaczyłem Pasję. To było zanim Mel Gibson zaczął myśleć o swoim filmie, który wielu przeraził i zszokował, a jeszcze innych nawrócił. Ja wtedy nie miałem pojęcia, że historia naszego zbawienia wyglądała w taki sposób, że Jezus zapłacił za nas taką straszliwą cenę. Nie byłem przygotowany na to, co ujrzałem klęcząc wówczas w kościele. Zobaczyłem to w ciągu kilku chwil, kilku wdechów. Nie byłem na to przygotowany. Najpierw ten obraz mnie przeraził. A potem usłyszałem słowa, które na zawsze zmieniły mój stosunek do wiary: „Zrobiłem to z miłości do Ciebie”. Wtedy zmieniło się wszystko w moim życiu. Nic już nie było takie samo.

Wtedy postanowiłeś zrezygnować z teatru?

Reklama

- Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że aby opowiadać ludziom o Bogu, potrzebuję oderwania od teatru. Zawodowy aktor jest szkolony tak, żeby niezależnie od tego, co robi, zawsze kiedy wchodzi na scenę, skupiał uwagę na sobie. Najprostszą rzecz musi umieć zrobić tak, aby kryła się za nią jakaś tajemnica i aby wszyscy patrzyli właśnie na niego. Aktor nie może dobrze spełniać swojej roli, jeśli nie jest w jakimś stopniu narcystyczny.

To kiedy uznałeś, że teatr Ci przeszkadza?

- Kiedy zaczęły się pojawiać w moim życiu problemy rodzinne. Zdecydowałem się odejść z teatru nie mając pomysłu na to, co dalej. Pisałem piosenki, do których teksty przychodziły do mnie w czasie modlitwy. Jednak nigdzie tych utworów nie wykonywałem. Nie miałem pojęcia, czy to jest dobry materiał na koncert czy na płytę.

Na swojej stronie internetowej piszesz, że piosenki przychodziły do Ciebie tak, „jakby jakiś anioł przelatywał i je upuścił”.

- Tak było. Najśmieszniejsze jest to, że piosenka, która najbardziej moim przyjaciołom wpada w ucho - wszyscy mówili, że płyta powinna być pod tym tytułem - czyli „Tato”, ta piosenka przyszła mi do głowy, kiedy na rekolekcjach… czyściłem mopem łazienkę. Dzisiaj wszyscy, którzy ją słyszą, mówią, że jest bardzo „czepialska”; kiedy usłyszy się ją chociaż raz, to zostaje na długo.

To są bardzo fajne stany modlitewne. Siostra Faustyna modliła się np. w kuchni podczas obierania ziemniaków. Nawet w takich chwilach można nawiązać relację z Bogiem.

- To są doświadczenia uwalniające; pokazują, że nie ma przestrzeni sacrum i profanum. Kiedy człowiek naprawdę chce być w przyjaźni z Bogiem, to każda czynność może być przepełniona Jego obecnością.

Reklama

No, ale mówmy dalej o piosenkach…

- Rodziły się zazwyczaj z modlitwy. Czasem spadały na mnie jak grom z jasnego nieba i w ciągu kilku chwil powstawała nowa piosenka. Wszystko tak naprawdę zaczęło się dwa lata temu na festiwalu „Strefa Chwały”, na który pojechałem po doświadczeniu czterech lat pustyni. Nie pracowałem już w teatrze, nie koncertowałem, nie robiłem nic, co jest związane ze sceną. Uczyłem jedynie w szkole wokalno-aktorskiej młodych adeptów tego zawodu. Sam jednak nie miałem możliwości, żeby się wyżyć scenicznie.

I na „Strefie” poznałeś Macieja Afanasjewa?

- To było niesamowite spotkanie. Zgodził się przyjechać do mnie i mi pomóc, zanim jeszcze do końca przesłuchał mój materiał! Kilka dni ciężko pracowaliśmy i powstał projekt, do którego - jak się okazało - trzeba było zaprosić naprawdę dobrych muzyków, żeby brzmiał profesjonalnie.

Kogo zaprosiliście?

- Zaprosiliśmy Czarka Paciorka czy Grzegorza Nadolnego, naprawdę świetnych muzyków, którzy swoją grą zrealizowali te aranżacje w sposób wyśmienity. Bardzo mnie cieszyło, że tej klasy instrumentaliści dali się namówić do udziału w moim projekcie.

Koncertujecie?

Reklama

- Jak do tej pory zagraliśmy kilka koncertów, m.in. w Krakowie, z towarzyszeniem chóru Pawła Bębenka w 30-osobowej obsadzie. Teraz te występy są dla mnie zupełnie czymś innym niż dawniej. Wtedy zależało mi na tym, żeby promować siebie. Dlatego nie byłem w teatrze szczęśliwy, Panu Bogu chodziło o coś innego. Chciał, abym wykorzystał to, co mi dał do promocji Jego, a nie mnie.

Rozmawiałem kiedyś o tym z Janem Budziaszkiem. Powiedział mi, że kiedy po rozmowie z nim ktoś widzi jego, a nie Jezusa, to jest to zmarnowany czas.

- Zastanawiałem się kiedyś nad tym, jaki jest fenomen Jana Pawła II. Jak to się działo, że tak wszyscy do niego lgnęli, bardzo pragnęli się z nim spotkać. Na pewno nie chodziło tylko o to, że był papieżem. Nie wszyscy papieże czy inni hierarchowie mają przecież taki dar przyciągania, zwłaszcza młodzieży. Przeczytałem gdzieś, że Ojciec Święty po spotkaniu z jakimś człowiekiem niesamowicie długo go pamiętał, jego imię i twarz, pamiętał skąd przyjechał i o czym rozmawiali. Myślę, że taka pamięć bierze się z niezwykłej czujności na drugiego człowieka, która wyrasta z przekonania, że widząc tego człowieka, widzę samego Boga.

cdn.

2013-01-21 13:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zaplanowana modlitwa spontaniczna?

Na pewno każdy z was nie raz słyszał powiedzenie „Czas to pieniądz”. Ja chciałbym się z wami podzielić refleksją, którą można ująć w słowa „Czas to modlitwa”. Św. Paweł pisze: „Nieustannie się módlcie” (1 Tes 5, 17), wielu pomyśli - lekka przesada. Ale czy na pewno? Pamiętam, jak przed laty na rekolekcjach oazowych jedna z uczestniczek przybiega i mówi: - Proszę księdza, odkryłam, że myjąc zęby, też można się modlić.

Możemy mówić o dwóch rodzajach modlitwy. Pierwszy to ten, kiedy wszystko zostawiamy i mamy czas tylko dla Pana Boga. Jest to czas szczególnie zaplanowany przez nas na modlitwę myślną, modlitwę różańcową, rozważanie Słowa Bożego czy rachunek sumienia. Drugi - moglibyśmy określić jako spontaniczny poryw serca w stronę Boga. Jego nie planujemy, nie robimy specjalnych przygotowań. Można go przyrównać do aktów strzelistych, których uczyliśmy się, przygotowując do I Komunii św. Jest to świadomość obecności Boga w każdej chwili naszego życia. W spontaniczności wobec Boga chodzi o taką postawę jak dziecka wobec ojca. Dziecko, kiedy widzi swojego tatę lub mamę, często spontanicznie podbiega, aby zostało wzięte na ręce, przytulone. W tym momencie nie obmyśla swojego postępowania, nie układa w głowie, co powie. Idzie za porywem serca, za pragnieniem bliskości. Kiedy Jezus mówił, że mamy być jak dzieci, to m.in. miał na myśli.
CZYTAJ DALEJ

Asyż: 15 tys. wiernych dziennie na wystawieniu doczesnych szczątków św. Franciszka

2026-02-17 17:47

[ TEMATY ]

św. Franciszek

Grażyna Kołek/Niedziela

Od najbliższej niedzieli do 22 marca, w dolnym kościele bazyliki św. Franciszka w Asyżu, po raz odbędzie się pierwsze w historii wystawienie relikwii doczesnych szczątków Biedaczyny z Asyżu, przed którymi będą mogli modlić się pielgrzymi. To część inicjatyw podjętych z okazji 800-lecia jego śmierci. Franciszkanin, o. Giulio Cesareo podkreśla w rozmowie z Vatican News ogromne zainteresowanie wydarzeniem: szacuje się, że w sumie do bazyliki przybędzie 370 tys. osób - ponad 15 tys. dziennie

Jak podkreśla o. Giulio Cesareo, franciszkanin, dyrektor Biura Komunikacji Sacro Convento (wspólnoty franciszkanów przy Bazylice św. Franciszka) w Asyżu, jubileusz 800-lecia śmierci świętego Biedaczyny z Asyżu jest okazją do umocnienia wiary, która „nie jest jakąś uprzednio istniejącą opinią, lecz jest relacją z Panem, który jest miłością". Wiara zaś przeżywana jest w jedności z Kościołem. „To, co nas łączy z innymi, to nie idee, lecz właśnie miłość, którą dzielimy się w naszych relacjach. Czczenie Franciszka to okazja, by zastanowić się nad tym, jak bardzo miłość dawana z autentycznością przynosi owoc, od 800 lat".
CZYTAJ DALEJ

Pan Bóg odwraca porządek

2026-02-17 22:49

Biuro Prasowe AK

– Jak patrzę na was, to jesteście dowodem na to, że na szczęście w Kościele jeszcze są ludzie, którzy odwracają porządek. I że są w Kościele miejsca, gdzie ci ludzie, którzy może w świecie uważani są za najsłabszych, są najważniejsi. Jesteście najważniejsi, jesteście najważniejsze! Pan Bóg ma dla was najwięcej serca – mówił kard. Grzegorz Ryś do uczestników warsztatów terapii zajęciowej ośrodków Caritas Archidiecezji Krakowskiej, z którymi spotkał się w Zembrzycach.

Na początku Mszy św. wszystkich zgromadzonych w Kościele św. Jana Chrzciciela w Zembrzycach powitał proboszcz ks. Zbigniew Sala. Z kolei Dyrektor Caritas Archidiecezji Krakowskiej ks. Łukasz Ślusarczyk przedstawił przybyłych na spotkanie podopiecznych warsztatów terapii zajęciowej z trzech ośrodków Caritas – w Zembrzycach, Spytkowicach i Odrowążu Podhalańskim – oraz z domu wczasowo-rehabilitacyjnego w Zembrzycach. – Bardzo się cieszę, że jesteście, że możemy tutaj być razem z naszym biskupem – księdzem kardynałem Grzegorzem, zawiązać wspólnotę, która przeniesie się potem na drugą część spotkania, i w czasie tej Eucharystii pomyśleć już trochę o Wielkim Poście i spróbować razem w Boży sposób, wejść w ten święty czas – mówił ks. Łukasz Ślusarczyk.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję