W rozchwytywanej w ostatnim czasie książce argentyńskich dziennikarzy pt. „Jezuita. Papież Franciszek” znajduje się obszerny rozdział, w którym Ojciec Święty wspomina okres swojej młodości i dorastania. Opowiada historię rodziny włoskich emigrantów, którzy zostawiają wygodne życie w swojej ojczyźnie, prowadzoną tam kawiarnię i w 1929 r. wyruszają do Argentyny po to, aby wszyscy Bergogliowie mogli być blisko i wspierać się wzajemnie. Papież tłumaczy, według jakich wzorców był wychowywany i co - według niego - miało istotny wpływ na ukształtowanie jego charakteru. Opowiada historię o tym, jak po ukończeniu szkoły podstawowej ojciec wezwał go do siebie i złożył mu niespodziewaną propozycję. „Słuchaj - powiedział - zaczynasz szkołę średnią, dobrze by było, żebyś poszedł też do pracy. Poszukam ci czegoś na wakacje”. Jorge, który miał zaledwie 13 lat, popatrzył na tatę nieco zaskoczony. Rodzina funkcjonowała całkiem nieźle przy pensji ojca, który był księgowym, niczego im nie brakowało, nie było powodów, aby nastolatek musiał podejmować pracę. A jednak ojciec mówił poważnie i syn posłusznie zaakceptował jego decyzję. Wkrótce - relacjonują dziennikarze - młody Jorge pracował w fabryce skarpet i pończoch. Przez pierwsze dwa lata sprzątał, w trzecim roku powierzono mu pewne obowiązki związane z administracją, a w czwartym roku dostał pracę w laboratorium. Ponad pół wieku później wspominał, że jest niezmiernie wdzięczny ojcu za to, że posłał go do pracy. To doświadczenie było dla niego jedną z tych rzeczy, które mu się później najbardziej w życiu przydały. Papież Franciszek, 266. namiestnik Chrystusa na ziemi, zaczynał swoją pierwszą pracę od sprzątania w fabryce. „TAK OTO SĄ OSTATNI, KTÓRZY BĘDĄ PIERWSZYMI” (Łk 13, 30).
Zamiast kupować kolejne bmw, postanowiłem zrobić z moimi pieniędzmi coś pożytecznego. Przez całe życie byłem egoistą i teraz chcę zacząć dawać. Moje dzieci wiedzą, że jestem gwiazdą rocka, ale nie zamierzam przynosić im do domu płyt „Korna” i zachęcać do słuchania” – wyznał Brian Welch po tym, jak adoptował całą gromadę indyjskich dzieci. W 2004 r. został sklasyfikowany na 26. miejscu najlepszych heavymetalowych gitarzystów wszech czasów. Urodzony w 1970 r. muzyk przez wiele lat żył zgodnie z hasłem: „Sex, drugs and rock and roll”. Najtrudniejsze było uzależnienie od narkotyków. Żona odeszła od niego po zaledwie trzech latach małżeństwa. Brian pozostał z córeczką. Zabierał ją na koncerty. Podczas jednego z nich doznał szoku – zobaczył, jak jego kilkuletnie dziecko na cały głos wyśpiewuje słowa obscenicznej piosenki. Nie wiedział, co zrobić. Poszedł na Mszę św., podczas której kapłan zapytał go: „Czy chcesz przyjąć Jezusa?” i wręczył mu karteczkę z wypisaną modlitwą. Po przyjściu do domu muzyk zwinął studolarowy banknot w rulonik i, przesypując przezeń biały proszek, zażył kolejną dawkę narkotyków. A potem odczytał na głos modlitwę, w której prosił, by Jezus stał się jego osobistym Panem i Zbawicielem. Przez tydzień czytał Biblię. Pewnego dnia nagle zaczął się trząść, odczuł ciepło w całym ciele... i był wolny od narkotyków. Pojechał do Izraela i przyjął chrzest w Jordanie. Odszedł z zespołu „Korn”, z którym związany był przez lata, by po długim czasie powrócić do niego całkiem odmieniony. Założył także swoją formację pod nazwą „Love and Death”. Wciąż gra ostrego rocka. Na ciele wytatuował sobie imię Jezusa. Dziś z powodzeniem mógłby powtórzyć za Andrzejem apostołem: „ZNALEŹLIŚMY MESJASZA” (J 1, 41).
Około 5 tys. osób będzie uczestniczyć 22 sierpnia w „Dniu Uwielbienia i Chwały” organizowanym przez Fundację Rozpal Wiarę w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Dwunastogodzinne spotkanie będzie obejmować modlitwę uwielbienia, Eucharystię, świadectwa, głoszenie słowa Bożego oraz możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.
Organizatorzy podkreślają, że wybór Świątyni Opatrzności Bożej nie jest przypadkowy. „Chcemy, aby właśnie tutaj - w miejscu, które samo w sobie jest świadectwem pamięci o Bożej Opatrzności - przez dwanaście godzin nieustannie wybrzmiewała modlitwa uwielbienia” - zaznaczają.
Jest w „Mistyczce” - filmie zrealizowanym przez Rafael Film o Alicji Lenczewskiej - jedna scena, po której nie sposób wyjść z kina obojętnym. Alicja zamawia Mszę świętą i wypowiada: „Chcę ofiarować swoje życie za życie mojego brata”.
Kilkanaście lat temu otrzymałam propozycję od jednego z wydawnictw, bym napisała biografię Alicji Lenczewskiej. Odmówiłam. Bałam się, i mówię to bez wstydu, że nie mam kompetencji, żeby pisać o kimś, kto rozmawia z Jezusem. Historię potrafię zweryfikować w archiwum, relację świadka mogę nagrać i opisać, medialne studium przypadku mogę przygotować, ale mistyka? Ona nie zostawia po sobie akt. Zostawia tylko zeszyty, w których ktoś zapisuje zasłyszane z Góry słowa. Gdy odmówiłam wydawcy, miałam poczucie, że w ten sposób zamknęłam ten temat na zawsze.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.