Reklama

Niedziela Świdnicka

Jakże inny epilog…

Dobrze znamy prawdę o upływającym czasie, jest on dla każdego sprawiedliwy. Choćbyśmy chcieli, a bywa, że bardzo tego chcemy, czasu nie jesteśmy w stanie zatrzymać. To, co było tak bardzo oczekiwane, przemija. Tak jak kolejny sezon pielgrzymkowo-turystyczny w naszej diecezji. Jego epilog zwyczajowo odbył się u Matki Bożej Strażniczki Wiary.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przybyli więc 4 października do Barda Śl. pątnicy 11. Pieszej Pielgrzymki Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę oraz turyści pokonujący kolejne kilometry na Szlaku Papieskim i wszyscy, którym bliskie sercu jest pielgrzymowanie i turystyka. Przybyli, by dziękować Matce oraz prosić o dalsze łaski. Jak nigdy wcześniej, wydaje się że prosić trzeba Strażniczkę Wiary. Kilkanaście tygodni temu obiegła Polskę informacja o niedzielnym uczestnictwie w Mszach św. Po raz pierwszy od trzydziestu lat spadło ono poniżej czterdziestu procent. Jak podają kościelne statystyki, jeszcze w 2012 r. na Msze św. regularnie chodziło czterdzieści procent katolików w Polsce, a w zeszłym roku tylko 39,1 procenta. Czy to już poważny powód do zmartwień? Optymiści przekonują, że nie ma powodów do zmartwień, przecież to zaledwie jeden punkt procentowy. Wielu jednak nie daje ten fakt spokoju. Zapewne poważne badania naukowe będą mogły odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje, nam pozostaje troskliwa modlitwa za siostry i braci, których brakuje w naszych wspólnotach, troska o pielgrzymów, których ubyło na przestrzeni jedenastu lat.

Gdzie się podziało tysiąc pielgrzymów?

Reklama

Od razu uspokajam, że wszyscy pątnicy, którzy w tegorocznej pielgrzymce wyruszyli na Jasną Górę, szczęśliwie dotarli do celu i wrócili do domów. Rzecz w tym, ilu ich wyruszyło. Zanim przypomnimy pewne liczby, wczytajmy się w opinię, którą wyraził ks. Marek Garncarczyk, redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”: „Nie pocieszają mnie argumenty optymistów, że spadek jest niespełna 1-procentowy, że zwiększył się procent katolików przyjmujących Komunię św. i że to znakomita sytuacja na tle większości krajów europejskich. To prawda, ale liczy się tendencja, a ta niestety jest jednoznaczna. Powoli, ale jednak co roku odsetek katolików uczestniczących we Mszy św. jest mniejszy. Jeżeli nawet rocznie ubywa 1 procent, to po 10 latach będzie już 10 procent mniej. Proces jest tym bardziej groźny, że trudno zauważalny. Gdyby spadek następował skokowo, np. o 5 procent rocznie, może wywołałby szok”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nasza Piesza Pielgrzymka, kiedy ruszała po raz pierwszy w 2004 r., liczyła około 1600 pątników. Tegoroczna jedenasta pielgrzymka zgromadziła ich około 600. Powód do zmartwień? Przyznam, że nie wiem. Ponieważ jednak bp Ignacy Dec podkreśla, że piesza pielgrzymka jest najważniejszym wydarzeniem duszpasterskim w całym roku, spróbujmy sobie odpowiedzieć na to pytanie, wczytując się w refleksje głównego przewodnika ks. Romualda Brudnowskiego.

Inna niż dotychczasowe

Reklama

– Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę AD 2014 była pielgrzymką inną niż dotychczas. Wyciszoną, pokorną, niemal „kontemplacyjną” – napisał w swoich wspomnieniach ks. Brudnowski. – Kto tylko świadomie pragnął, doświadczał niemal namacalnie obecności Boga. Wszystko cieszyło, radowało. Nawet jeśli ktoś miał coś, jakąś zadrę w sercu, przeskakiwał sam siebie i parł do przodu zarówno w wymiarze zewnętrznym, jak i wewnętrznym… To drugie było ważniejsze: wymiar wewnętrzny. Być może nie wszyscy tak przeżywali, być może nie nadszedł jeszcze ich czas, ale generalnie była to najlepsza pielgrzymka spośród wszystkich jedenastu – podkreśla ks. Romuald. – Był czas na adoracje Najświętszego Sakramentu, na modlitwy, śpiewy, tańce i ognisko. Wszystko wyważone, dostojne, słowem: w sam raz. Nikt, kto przyszedł, nie czuł się zawiedziony – zauważa ks. Brudnowski. – Bardzo zauważalnym znakiem tego roku była u wielu potrzeba czuwania przed Najświętszym Sakramentem, błogosławieństwo sakramentalne na wzór lurdzki – kapłan przechodzi z Panem Jezusem w monstrancji pomiędzy ludźmi – i wreszcie po wszystkim indywidualne błogosławieństwo kapłańskie. Po Apelu w Łomnicy ustawiła się spora kolejka do obecnego tam wtedy bp. Adama Bałabucha – wspomina kapłan. – Było nas mniej niż w ubiegłych latach, ale za to bardzo dużo młodych. Dużo pierwszy raz – krótko charakteryzuje ks. Brudnowski. – Byli i tacy, którzy pytali w informacji o możliwość zapisu już na przyszły rok, żeby „miejsc nie zabrakło”. Robili to bardzo poważnie, co oznacza, że coś głęboko przeżyli. W ogóle pielgrzymi poruszali się wręcz nienagannie. Dało się zauważyć przeogromną wzajemną życzliwość – podkreśla po raz kolejny tegoroczną atmosferę na pielgrzymce.

Co zdecydowało, że ta pielgrzymka była inna?

Może sam św. Jan Paweł II? – podsumowuje główny przewodnik. – Szliśmy przecież dziękować za jego kanonizację. Może św. Stanisław Szczepanowski, patron katedry i diecezji? Może św. Wojciech, patron seminarium? Przecież także dziękowaliśmy Panu Bogu za 10 lat naszej diecezji. Może dziewięcioro polskich świętych kanonizowanych przez Jana Pawła II? Każdy dzień był po kolei im poświęcony. Przyzywaliśmy ich obecności i pomocy. Może Święci Aniołowie Stróżowie każdego pątnika z osobna i Anioł Stróż całej pielgrzymkowej wspólnoty? Może wszyscy zbawieni w niebie i cały czyściec? Też wołaliśmy o ochronę. Może sama Matka Najświętsza? Może także tych 2300 pątników z Grupy „7” Duchowego Wsparcia? Może spragnione Boga, choćby nieświadomie, serca pielgrzymów? Zapisanych było 630. Z dochodzącymi na kilka dni, jak im warunki pozwalały, – prawie 800. Na pewno wszystko to razem! Na pewno wszyscy pątnicy: i obsługujący, i obsługiwani, i ci „pielgrzymi honorowi” z trasy, co tak szczerze i serdecznie nas podejmowali. Ale także na pewno w ten niezwykły klimat wprowadziła od początku obecność Haniego, chrześcijanina z Ziemi Świętej. I jego świadectwo, co to raz wprawiało w podziw, raz przerażało… I płakać się chciało i bić brawo… Boże, jak oni tam cierpią za wiarę w Chrystusa! Ileż razy wzrok pielgrzymów chował się przed samymi sobą ze wstydu za nasze chrześcijaństwo, takie europejskie, takie polskie… – kończy swe refleksje ks. Romuald Brudnowski.

Nie liczby świadczą, lecz...

Próbując sobie odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie, wczytajmy się we fragment świadectwa uczestniczki tegorocznej pielgrzymki, s. Ednelli Muchingy ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Naszej Pani z Góry Karmel w Zimbabwe. Siostra aktualnie studiuje w Rzymie. „Pielgrzymka ze Świdnicy na Jasną Górę od 31 lipca do 9 sierpnia 2014 r. była czasem duchowego doświadczenia osobistego i wspólnotowego, czasem rekolekcji, który był dla mnie czymś szczególnym i nowym w moim życiu. (…) Maszerowanie cały dzień, nie martwiąc się, gdzie będę spać, ani co będę jeść, pozwoliło mi zobaczyć rzeczywistość «exodusu». Historię «exodusu” studiowałam, czytałam i rozważałam wiele razy, a teraz zaczęłam nią żyć. To było dla mnie odejście od codziennych obowiązków do nowych wyzwań i doświadczeń. Odłożyłam na bok to, co było treścią mojego codziennego życia i skoncentrowałam się na innych sprawach (np. jak zatroszczyć się o moje bolące kolano, by móc kontynuować pielgrzymowanie). Nie czułam zmęczenia. Tego nie mogę zrozumieć nawet dzisiaj. To był naprawdę czas w drodze. Jedynym pragnieniem było dojść do Czarnej Madonny. (…) Apele wieczorne były bogate duchowo. Podczas jednego z nich w Pieszycach dał swoje świadectwo Hani Hayek, archeolog z Ziemi Świętej. Opowiedział, jak żyją chrześcijanie w tym kraju. Przeżywają wiele trudności i cierpią prześladowania. Muszą opuszczać swój kraj ze względu na wiarę. Inni z powodu biedy sprzedają swoje gaje oliwne, żeby móc emigrować. By wesprzeć tych chrześcijan, aby nie opuszczali tej ziemi, powstała Fundacja «Oliwne Korzenie», której celem jest finansowe wsparcie chrześcijan z Ziemi Świętej. W jego świadectwie uderzało mnie pytanie: dlaczego walczą w Ziemi Świętej. Jezus przyszedł do wszystkich. Dla Haniego Hayka zobaczenie tylu chrześcijan w Polsce, którzy w sposób wolny pielgrzymują, było błogosławieństwem. (…) Ta cała pielgrzymka, tak świetnie zorganizowana, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jestem pełna podziwu dla wszystkich: organizatorów, uczestników, tych, których spotkałam, tych, którzy próbowali się ze mną komunikować w każdy możliwy sposób, którzy się za mnie modlili, którzy udzielali nam dachu nad głową i dzielili swój codzienny pokarm. Z całego serca dziękuję. Zabieram was wszystkich w moim sercu do mojej ojczyzny: Zimbabwe”. Wydaje się, paradoksalnie, że w przypadku naszej pieszej pielgrzymki, mniej oznacza lepiej?

2014-10-01 14:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Fenomen pieszego pielgrzymowania na Jasną Górę

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Archiwum

Jasna Góra przeżywa „szczyt pielgrzymkowy”. Każdego dnia do sanktuarium dociera teraz kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy pątników. Przemierzanie setek kilometrów w upale i niewygodach wciąż nazywane jest fenomenem. Tylko w sierpniu przybywa do Częstochowy ponad sto pięćdziesiąt tysięcy pieszych pielgrzymów. Ze wszystkich sanktuariów na świecie Jasna Góra należy bez wątpienia do czołówki miejsc pielgrzymkowych. W czasach komunizmu władze nie udzielały pozwoleń na pielgrzymki. Dziś przeżywamy ich renesans. Choć lansowany jest model życia łatwego i przyjemnego wielu znajduje czas, by odprawiać rekolekcje w drodze. Cechą charakterystyczną pieszych pielgrzymek zdążających na Jasną Górę jest to, że idą w nich w dużej liczbie ludzie młodzi. Oczywiście starsi także, ale stanowią znacznie mniejszą część. To dlatego pielgrzymki są takie rozśpiewane, radosne a ich uczestnicy jakby nie czuli ciężaru kilometrów, które narzuca każdy dzień wędrówki. Pomimo tego widać rozmodlenie i skupienie. Najczęstszymi intencjami modlitwy przez ofiarę są odnalezienie drogi życiowej, prośba o dobrego współmałżonka, o dobrą pracę, dobre życiowe wybory.
CZYTAJ DALEJ

Niezwykłe odkrycie podczas budowy w Lesznie. To mogą być pozostałości kościoła

2026-09-14 09:45

[ TEMATY ]

Leszno

Adobe Stock

Podczas prac przy przebudowie Sali Widowiskowej MOK przy ul. Bolesława Chrobrego archeolodzy natrafili na kamienno-ceglane fundamenty - informuje miasto Leszno na swoim profilu na FB.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że są to pozostałości kościoła pw. św. Ducha i św. Barbary, ufundowanego na przełomie XVI i XVII wieku przez Zofię z Bnina Opalińską.
CZYTAJ DALEJ

Radość, która nie potrzebuje alkoholu

2026-09-14 23:06

Dariusz Sowa

Uczestnicy wesela wesel

Uczestnicy wesela wesel

Spotkanie rozpoczęło się w Domu Diecezjalnym TABOR. Uczestnicy przedstawiali swoje rodziny, opowiadali o doświadczeniach małżeńskich i dzielili się historiami, które często rozpoczynały się od jednego, odważnego kroku – decyzji, że ich wesele będzie świętem miłości, a nie alkoholu. Pierwszego dnia uczestników odwiedził biskup Kazimierz Górny, który podziękował małżonkom za ich świadectwo i przypomniał postać św. Maksymiliana Marii Kolbego – patrona ludzi podejmujących trud życia w trzeźwości. Podczas Eucharystii ks. dr Wiesław Matyskiewicz podkreślał, że abstynencja nie jest wyrzeczeniem, lecz darem składanym rodzinie i bliźnim. Drugi dzień miał charakter formacyjny. Konferencje poświęcone problematyce uzależnień pokazały, jak współczesna wiedza medyczna i psychologiczna potwierdza znaczenie profilaktyki oraz odpowiedzialnych wyborów. Szczególnym przeżyciem była pielgrzymka do Markowej – miejsca naznaczonego świadectwem błogosławionych Józefa i Wiktorii Ulmów. Ich życie przypomina, że miłość małżeńska to codzienna odpowiedzialność za drugiego człowieka, gotowość do poświęcenia i odwaga życia zgodnie z wyznawanymi wartościami. Wieczorne warsztaty taneczne, wspólna modlitwa różańcowa oraz rozmowy do późnych godzin pokazały, że integracja nie potrzebuje alkoholu. Wręcz przeciwnie – uczestnicy podkreślali, że dopiero w atmosferze trzeźwości można w pełni cieszyć się obecnością drugiego człowieka, prowadzić wartościowe rozmowy i budować prawdziwe więzi. Ostatni dzień spotkania był czasem dziękczynienia za otrzymane łaski. Podczas Eucharystii w parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzeszowie-Dworzysku ks. prałat Władysław Zązel, który zachęcał, aby rodzinne uroczystości – zwłaszcza wesela – były świadectwem wolności, odpowiedzialności i szacunku wobec każdego uczestnika. XXXII Wesele Wesel nie było jedynie kolejnym zjazdem małżeństw. Było przede wszystkim żywym dowodem na to, że można świętować inaczej. Coraz więcej młodych narzeczonych zastanawia się dziś nad organizacją wesela bezalkoholowego. Nie dlatego, że chcą komukolwiek coś udowodnić, ale dlatego, że pragną, aby najważniejszy dzień ich życia był pięknym początkiem wspólnej drogi, wolnym od ryzyka nadużyć i złych doświadczeń. Rzeszowskie XXXII Wesele Wesel pozostawiło uczestnikom nie tylko piękne wspomnienia, ale również ważne przesłanie. Każde bezalkoholowe wesele staje się świadectwem, że można budować kulturę spotkania opartą na szacunku, odpowiedzialności i prawdziwej wolności. Oby takich świadectw było w Polsce coraz więcej.  

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję