W polskiej polityce działa spora grupa osób, które uczestniczyły lub nadal uczestniczą w Ruchu Światło-Życie. Twierdzą, że oazie zawdzięczają bardzo wiele, także styl uprawiania polityki
Oazowiczem jest się przez całe życie. A skoro w ciągu kilkudziesięciu lat w rekolekcjach Ruchu Światło-Życie uczestniczyły setki tysięcy osób, nic dziwnego, że nietrudno byłych i obecnych oazowiczów spotkać także wśród działających publicznie, w tym polityków.
Jak sami twierdzą, formacja oazowa mocno wpływała i wpływa na ich działalność. Poza wszystkim była szkołą patriotycznego i obywatelskiego myślenia. Uczyła bycia świadomym katolikiem i... porządnym człowiekiem. – Jak znaleźć oazowiczów wśród polityków? – zastanawia się poseł Solidarnej Polski Andrzej Dera, praktykujący oazowicz. – Trzeba szukać wśród ludzi radosnych i z dystansem, odnoszących się z szacunkiem do innych. Czym się wyróżniają? To po prostu dobrzy ludzie, z innej gliny, trochę niedzisiejsi – mówi półżartem.
Paweł Kowal, były europoseł, jeden z liderów Polski Razem, przeszedł całą formację oazową. – Od Dzieci Bożych, przez trzystopniową formację dla młodzieży i dla dorosłych. Byłem animatorem, pełnoformatowym – wylicza. Współtworzył m.in. grupę animatorów organizujących oazy wędrowne dla uboższej młodzieży.
Reklama
Jerzy Polaczek, poseł PiS i były minister, na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku zainicjował oazy polsko-słowackie, których pierwsze spotkania odbywały się w Beskidach. Trzech z małej grupy słowackich oazowiczów przyjęło święcenia, z czego poseł Polaczek jest dumny do dziś.
Obaj politycy działali w oazach ładnych parę lat. Nie mogło to nie mieć wpływu na ich późniejsze życie. Do dziś Jerzy Polaczek nie zerwał z oazową przeszłością. Przeciwnie: ważna dla niego była i nadal jest idea nowego człowieka, wolnego wewnętrznie, oparta na przesłaniu Ewangelii. Oaza – jak zaznacza Paweł Kowal – była wcześniejszą, pierwszą formą jego zaangażowania publicznego. – Polityka jest tylko kontynuacją – mówi.
Kościół w domu
Oazowiczem można zostać za młodu, choć niekoniecznie. Henryk Kowalczyk, poseł PiS z północnego Mazowsza, formację przeszedł w duszpasterstwie akademickim. Dołączył do Kościoła Domowego już jako dojrzały człowiek i zaangażował się w nim razem z żoną (wcześniej oazowiczką). – Mamy już spory, prawie trzydziestoletni staż, jesteśmy parą rejonową – mówi. – Koordynujemy kilkanaście kręgów Domowego Kościoła w rejonie Pułtuska. To w sumie kilkadziesiąt osób.
Robert Telus, poseł PiS, jako chłopak otarł się wprawdzie o ruch oazowy, chodził na spotkania w parafii, ale nigdy nie uczestniczył w młodzieżowych wyjazdach, rekolekcjach, co jest solą tego ruchu. Zaangażował się w końcu lat 90. i już w dorosłej formie Domowego Kościoła.
Reklama
Poseł Andrzej Dera w młodości spalał się w harcerstwie; w czasie studiów był nawet szefem Duszpasterstwa Harcerek i Harcerzy w Poznaniu. Działał w KIHAM – Kręgu Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego, w myśl przyrzeczenia harcerskiego – „miał szczerą wolę (...) służyć Bogu i Polsce”.
– Gdy po ślubie szukaliśmy duchowości małżeńskiej i wybraliśmy Domowy Kościół, okazało się, że dobrze trafiliśmy. Bardzo pomaga nam on funkcjonować jako małżonkom – wyznaje poseł. – Dla mnie było to duże odkrycie, żona wcześniej uczestniczyła w oazie młodzieżowej. I choć mówi, że czym innym jest oaza młodzieżowa, a czym innym Domowy Kościół, to wszystko łączy się w całość.
Nigdy dość
Kiedy przed trzema laty kilku posłów wpadło na pomysł stworzenia zespołu parlamentarnego skupiającego oazowiczów i działaczy Akcji Katolickiej, nie przypuszczali, że zgłosi się tyle osób. Okazało się, że ten czy inny poseł miał albo ma styczność z którymś z tych ruchów i zaczęła się rodzić inicjatywa powołania zespołu, żeby w sprawach dotyczących wspólnych wartości działać razem.
– Ku naszemu zdumieniu zapisało się prawie 60 parlamentarzystów – mówi Robert Telus, jeden z inicjatorów, a dziś szef zespołu, którego pełna nazwa brzmi: Parlamentarny Zespół Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich.
Reklama
Zespół zorganizował już kilka konferencji pod hasłem: „Chrześcijanie w życiu politycznym”, ostatnio w kwietniu br. – na temat nauczania ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu oazowego. – To było wielkie wydarzenie, widać było, że jest zainteresowanie ks. Blachnickim. Bo co prawda mówi się o nim, ale wyczerpujących informacji o życiu i działalności tej niezwykłej postaci nigdy dość – podkreśla poseł Telus.
Razem z Solidarnością i Ruchem Światło-Życie zespół przedstawił projekt o zakazie handlu w niedziele. Projekt nie przeszedł, ale sporo osiągnięto. Mówiło się na ten temat, można było z tą sprawą dotrzeć do społeczeństwa. Ludzie mogli się np. dowiedzieć, że opinia, iż handel w niedzielę napędza gospodarkę, to mit.
Duch ks. Blachnickiego
W zespole są osoby z różnych klubów, w tym z Platformy Obywatelskiej – reprezentuje ją m.in. jej małopolski lider Ireneusz Raś, skądinąd młodszy brat ks. Dariusza Rasia, byłego osobistego sekretarza kard. Stanisława Dziwisza. Do Ruchu Światło-Życie zapisał się niedługo po starszym bracie, w piątej klasie, podobnie jak większość jego klasy w podstawówce.
„Oazy otwierały przed nimi świat. Wyjeżdżali na wycieczki, niby niedalekie, ale jakoś egzotyczne” – pisała lokalna gazeta. Poseł Raś pamięta do dziś smak bułki zjedzonej w klasztorze w Czernej pod Krzeszowicami.
Reklama
Polityków z różnych ugrupowań, którzy kiedyś byli lub nadal są związani z ruchem oazowym, łączą wiara, aktywność i... duch ks. Blachnickiego. Politycznie ich drogi często się rozchodzą, szczególnie w bieżących działaniach politycznych – zaznacza poseł Henryk Kowalczyk. – Ale są sprawy, które są ponad podziałami. Partyjne głosowania pokazują często różnice, ale łączą nas decyzje podejmowane w sprawach ważnych z punktu widzenia moralności, wiary: podejście do in vitro, do aborcji, do tzw. małżeństw homoseksualnych – mówi poseł Kowalczyk. Niestety, nie połączyła ich tzw. konwencja antyprzemocowa, która chce wykorzeniać wiarę, tradycję, religię, uznając, że są przyczynami przemocy w rodzinie.
Narzędzie, a nie cel
Czym politycy oazowicze się wyróżniają? Sami mówią, że także tym, iż polityka jest dla nich tylko narzędziem, a nie celem. Tego uczą oazy. Formacja przygotowuje do działalności publicznej, jest tak ustawiona, że człowiek uczy się samodzielności i odpowiedzialności. Wychowuje liderów, którzy sami będą w stanie prowadzić innych.
– Wyniosłem z ruchu oazowego to, że muszę zrobić wszystko, co możliwe, co do mnie należy, a owoce nie ode mnie zależą, tylko od Pana Boga. To bardzo pomaga mi w działalności publicznej – zaznacza Henryk Kowalczyk.
Paweł Kowal uważa, że oaza wyposażyła go w to, co w nim jako polityku najlepsze. Dla całego pokolenia młodzieży lat 70., 80. i 90. oaza była bardzo ważnym doświadczeniem wychowawczym. Także dla tych, którzy znaleźli się w polityce. Widać to w sposobie jej uprawiania, m.in. w przekonaniu, silnie podkreślanym w formacji oazowej, że nie wolno krzywdzić człowieka. – Polityka bywa brutalna, ale ci, którzy przeszli przez oazę, uważają, że polemizuje się z poglądami, a nie atakuje osoby. To chyba zostało mi z funkcji animatora. Trzeba ostro odnosić się do sprawy, ale oszczędzać człowieka – mówi poseł Kowal.
Robertowi Telusowi Domowy Kościół pomaga... być na chodzie. Razem z żoną, jako zaawansowani w ruchu, posługują na rekolekcjach, na które jeżdżą z dziećmi. – To dla nas bardzo ważne. Często wyjeżdżamy na rekolekcje całą rodziną – mówi. – Są to wtedy wakacje z Bogiem: człowiek może odpocząć, ale także formować się. Politykom formacja chrześcijańska jest bardzo potrzebna. Rozmawiałem z kolegami posłami: także im daje ona siły do działania – podkreśla poseł.
Przy parafii św. Bonifacego powstaje Centrum Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Wrocławskiej. Będzie to miejsce, które służyć ma Kościołowi wrocławskiemu, miejsce ewangelizacji i formacji. O tym, dlaczego jest potrzebne, i o możliwościach, jakie daje, z ks. Radosławem Rotmanem, moderatorem diecezjalnym RŚŻ rozmawia Grzegorz Kryszczuk.
Grzegorz Kryszczuk: Jaka jest idea stworzenia takiego Centrum?
Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).
Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma.
W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej.
Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską.
Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397).
Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary.
Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan).
Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach.
Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
Już w najbliższy wtorek, 15 września, Franciszkański Zakon Świeckich zaprasza wszystkich, którym już bliska jest duchowość Biedaczyny z Asyżu i tych, którzy chcą ją lepiej poznać, na rekolekcje otwarte.
Duchowe ćwiczenia w trwającym Roku św. Franciszka odbędą się w kościele oo. franciszkanów przy ul. Zakroczymskiej 1 (na warszawskim Nowym Mieście) i będą zakończone uroczystością Stygmatów św. Franciszka. Rekolekcje poprowadzi o. Jacek Staszewski OFMConv, asystent prowincjalny oraz regionalny FZŚ, delegat-asystent wspierający asystentów narodowych FZŚ.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.