W Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie do końca czerwca można jeszcze oglądać niezwykłą wystawę malarstwa – pt. „Cała ziemia jest pełna Jego chwały”. Jej autorem jest biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej Jan Szkodoń. Możemy obejrzeć 80 jego obrazów, przedstawiających polskie pejzaże m.in. z górskimi widokami, martwe natury, kwiaty i kilka obrazów o tematyce sakralnej.
Wernisaż
Na wernisaż wystawy Księdza Biskupa, który miał miejsce w połowie maja, przybyło liczne grono zacnych gości z kard. Stanisławem Dziwiszem na czele. Nie zabrakło również bliskich i przyjaciół Biskupa Jana, którzy przybyli z jego rodzinnej Orawy, a nawet zza oceanu. Były władze wojewódzkie, księża biskupi i kapłani naszej archidiecezji, siostry zakonne, członkowie społeczności akademickich. Wszystkim przygrywała orawska kapela ludowa.
A Biskup Jan? Jak zwykle skromny, lecz wyraźnie szczęśliwy, że może podzielić się z innymi swoim talentem. Podczas wernisażu nie odmówił nikomu chwili rozmowy ani wspólnej fotografii. Wykazał się także dystansem do siebie, kiedy wspomniał wypowiedź kard. Kazimierza Nycza, że prawdziwy artysta maluje swój obraz przez siedem dni, a bp Szkodoń maluje siedem obrazków jednego dnia.
Pasja z czasów dzieciństwa
Kiedy kilka dni później spotkałam się z Biskupem Janem, miałam okazję zapytać o początki tej wyjątkowej i – jak wiem – niejedynej pasji.
Reklama
– Od dziecka lubiłem rysować i malować – mówi bp Szkodoń. – Nikt nigdy mnie tego nie uczył, nie chodziłem na żadne kursy, jestem samoukiem. Ale zawsze mnie to interesowało. Czasem coś czytałem – to były takie proste podręczniki do rysunku i malarstwa. Najpierw malowałem akwarelami, ale kiedyś ktoś zachęcił mnie, bym spróbował namalować coś farbami olejnymi. Zacząłem próbować różnych technik i różnych rodzajów farb. Teraz najczęściej, głównie ze względu na praktyczność, stosuję akryle. Farby olejne długo schną, a ja nie mam gdzie trzymać obrazów – mówi Ksiądz Biskup, wskazując na liczne prace zgromadzone na półkach i na podłodze. – Akryle są praktyczne jeszcze z innego powodu: można nimi malować na materiałach właściwie każdego rodzaju. Akryl to farba rozpuszczana wodą, która po wyschnięciu ciemnieje – zupełnie odwrotnie niż w przypadku akwareli. Trzeba o tym pamiętać, gdyż efekt końcowy będzie inny niż w trakcie malowania – wyjaśnia.
Biskup Jan mówi, że maluje głównie w czasie wakacji lub gdy jest bardzo zmęczony. – Malowanie jest dla mnie odprężeniem – wyznaje. – Kiedy maluję, myślę tylko o kolorach, o doborze barw, to jest tak, jakbym wchodził w zupełnie inny świat. Ale pilnuję się i nieraz nawet walczę ze sobą, by zbyt wiele czasu nie poświęcać na malowanie kosztem tego, co jest moim podstawowym obowiązkiem – zaznacza z uśmiechem.
Inspirowane sercem
Biskup Jan maluje to, co zapadnie mu w serce: krajobrazy, które zachwyciły go swoim pięknem, kwiaty, przydrożne kapliczki, czasem wzorem jest fotografia. – Niekiedy po prostu wyobrażam sobie np. jakiś górski widok i przelewam to na papier czy płótno – opowiada.
Reklama
Ksiądz Biskup pokazuje mi obraz przedstawiający katedrę wawelską z charakterystyczną kaplicą Zygmuntowską na pierwszym planie. – Czy wie pani, gdzie to malowałem? – pyta z uśmiechem. – Nocą w Chicago. Gdy byłem w Stanach Zjednoczonych, miałem okazję namalować trochę obrazków – opowiada. – Wzruszające były tam dla mnie dwie sytuacje. Spotkałem w Stanach koleżankę z klasy, która pokazała mi mój obrazek Pana Jezusa w Ogrójcu. Zabrała go ze sobą, gdy wyjeżdżała z Polski na stałe. Również inna rodzina, która wyemigrowała do Stanów z mojej rodzinnej miejscowości, zabrała ze sobą zimowe akwarele, które kiedyś namalowałem dla ich ojca. Kiedy wyjeżdżali, otrzymali je od niego w prezencie. Czymś bardzo miłym dla mnie było zobaczyć te swoje obrazki w tak odległych miejscach świata... – wspomina Ksiądz Biskup.
Podczas wernisażu wiele osób podchodziło do Bohatera wieczoru, by z wdzięcznością uścisnąć mu dłoń i porozmawiać. Wśród przybyłych było i małżeństwo z USA, które przyniosło ze sobą nadmorski widoczek z łódką, namalowany przez Księdza Biskupa na tekturce, gdy przebywał za oceanem. Dał go małżonkom w prezencie. Teraz mieli okazję otrzymać od Autora autograf.
Najważniejsze powołanie
Między obrazami prezentowanymi na wystawie ustawionych zostało kilka gablot, prezentujących dorobek literacki bp. Jana Szkodonia. Oprócz lektury duchowej i teologicznej są tam także poezje.
– W młodości coś czasem pisałem, oczywiście wiele z tych wierszy już się pogubiło – mówi skromnie Ksiądz Biskup zapytany o swoją drugą pasję. – Jakieś dwa, może trzy lata temu poczułem potrzebę, by napisać coś o przemijaniu. Rzadko o tym mówię... – zamyśla się. – To było rozważanie pt. „Żółty liść”. Dałem ten tekst do przeczytania kilku osobom, wśród których byli również poloniści. Uznali, że te moje teksty nadają się do druku i że nie będzie się trzeba później ich wstydzić – uśmiecha się Biskup i odczytuje kilka wierszy: ten o pierwszej zmarszczce, świadczący o dużym poczuciu humoru i realizmie w odniesieniu do siebie, poruszający wiersz o domu, który nie jest wyłącznie budowlą z cegły i kamienia, czy ten o przemijaniu...
Pamiętam, wiatr mnie rozkołysał i porwał, Oderwał od drzewa, Kołysząc się, spadałem. Na ziemi już były liście – żółte jak ja. Poczułem, że coś się kończy. Słyszałem głosy, jak piękne są złote liście...
– Chodzi mi po głowie jeszcze jeden duchowy temat, ale wciąż odkładam go na później – zaciekawia mnie Biskup Jan. – Może przyjdzie pora, że się nim zajmę... Nie chcę używać takich słów, jak natchnienie, wena. Tu nie o to chodzi... – zamyśla się i po chwili dodaje: – Moim podstawowym obowiązkiem jest kapłaństwo. I to jemu pragnę poświęcić jak najwięcej czasu i sił. To moje najważniejsze powołanie.
Wystawę obrazów bp. Jana Szkodonia, pt. „Cała ziemia jest pełna Jego chwały” można oglądać w Muzeum Archidiecezjalnym przy ul. Kanoniczej 19-21 w Krakowie do końca czerwca 2015 r.
Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).
Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma.
W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej.
Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską.
Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397).
Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary.
Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan).
Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach.
Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
Nie brak dziś środowisk i organizacji - także politycznych - otwarcie negujących duchowe dziedzictwo Polski - przestrzegł Karol Nawrocki. Prezydent RP skierował list do uczestników 14. Pielgrzymki Mężczyzn z Rodzinami do Kolebki Chrześcijaństwa i Polskości w Międzyrzeczu. Do tutejszego Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski licznie przybyli mężczyźni z każdego zakątka diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.
W liście do uczestników sobotniego wydarzenia Karol Nawrocki zaznaczył, że publicznie manifestują oni przywiązanie do wartości, które pozwoliły Polakom przetrwać jako naród, odpierać wrogie ataki i urzeczywistniać nasze narodowe aspiracje.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.