Powieść przesycona jest klimatem fatalizmu, który naznacza zarówno losy osób dramatu, jak i tło historyczne. Jeśli w tym naporze „konieczności dziejowej” możliwe jest ocalenie, to ma ono wymiar osobistego nawrócenia jednostek, które przychodzi po wielu bolesnych przejściach, na skutek niezbadanych wyroków Bożych. Główni bohaterowie, Janek i jego matka – tak jak rzesze naiwnych, oszukanych Polaków – poddają się urokom „komunistycznego raju”, który z biegiem lat „liberalizuje się”, wymuszając na Janku serię koniunkturalnych dostosowań. Próba zmierzenia się z całą prawdą o sobie przychodzi dopiero w późnym wieku. Czy nie za późno? Uczciwy czytelnik Kosmopolity, umieszczając swoje życie na tle losu bohaterów, może dokonywać – razem z nimi – rachunku sumienia. A utożsamiając się ze zranieniami, których nie szczędziła tamtym chora rzeczywistość, może także – o ile zechce – rozeznać rany, które sam zadał innym.
Reklama
Pod dramatyczną narracją cały czas widoczna jest trudna miłość Autora do Polski. Tak kocha się skrzywdzone, niepełnosprawne albo ranne dziecko, zwłaszcza jeśli jest to jedynaczka. Dla młodych czytelników powieść Helaka stanowi ważne źródło wiedzy, czym były „błędy Rosji”, które pół Europy wepchnęły w odmęty grzechu, a które zaadaptowała również circa połowa ludności „tego kraju”. Jednak „błędy Rosji”, zagnieździwszy się na dłużej, być może uchroniły jakąś część z nas przed upadkiem moralnym, który dzisiaj trawi Zachód. Może stały się – niejako „przy okazji” – rodzajem „szczepionki”, która uodparniając na trudy życia w biedzie i uciemiężeniu, wyposażyła nas w krytycyzm wobec oszustw zadufanej w sobie „cywilizacji liberalnej”... Czasem myślę sobie – w przypływie gorzkiej ironii – że to Władysław Gomułka, ze swoją opresyjną, siermiężną ideologią, rozwinął w nas – paradoksalnie – odporność kulturową i umocnił zagrożone wartości chrześcijańskie. Nam to wyszło na dobre, natomiast „zgniły Zachód”, który – zamiast ucisku – miał wolność, demokrację i ideę „państwa dobrobytu”, poddał się zdziecinnieniu (a bolesne owoce tego upadku widzimy dzisiaj). W tym m.in. tkwi pożytek, jaki można wynieść ze swoistego fatalizmu Kosmopolity.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Bardzo wymowny jest opis klimatu Paryża lat 70. XX w. (w czasie okupacji niemieckiej zwanego pieszczotliwie „zamtuzem Wehrmachtu”). Epatuje on Janka zarówno bałamutnymi koncepcjami Jean Paul Sartre’a, jak i – wyniesioną pośmiertnie do rangi wyroczni – żałosną postacią Henri Toulouse-Lautreca. Gloryfikowana na Zachodzie „wolna miłość” staje się nie tylko narzędziem dywersji moralnej wobec całych społeczeństw, lecz także – co wydawać się może absurdem – paliwem anomalii mentalnych u tzw. „postępowych intelektualistów” (przykładem jest znajoma Janka).
Niech jednak sobie kto nie myśli, że my tu w Polsce tacy niewinni. Początek powieści ukazuje obojętność jednego z ziemiańskich rodów (oraz służby) na los wiejskiej biedoty: zanik odpowiedzialności za całość Ojczyzny, niezdolność do moralnego przywództwa. Pisarz nie traktuje tego jak przejawu leninowskiej walki klas. Raczej wyraża gorycz, że „ten naród” – wzywany do wielkości, do nawracania siebie i innych – nie potrafi sprostać oczekiwaniom Nieba i wpada w fatalną sinusoidę dziejów. Czy tylko wpływem sowieckich i pangermańskich „wtyczek” da się objaśnić fakt, że nie umiemy rozpoznać – na dłużej niż na kilka lat – „czasu nawiedzenia swego”? Że nawet Jan Paweł II nie zdołał w tym zadaniu pomóc? I że jego prorocze słowa o wymieraniu narodu bez dzieci (czyli bez przyszłości) poległy w starciu z przemożnym pędem do wygody, z wolą „świętego spokoju” i finalnie – ze wzgardą?
Czytajmy powieści Wiesława Helaka (wydane przez krakowskie Arcana), także te wcześniejsze. Pomogą nam głębiej „stanąć w prawdzie” o sobie.
