Ruth Pakaluk nie jest figurą z obrazka ani teologicznym hasłem. Jest kimś realnym. Człowiekiem z krwi i kości. I właśnie dlatego jej życie tak bardzo łamie stereotypy i uwiera współczesne schematy myślenia.
Tak, dobry człowiek może się mylić. Żyjemy w epoce szybkich ocen. Lubimy świat prosty, czarno-biały, gdzie raz obrany „kurs” ma definiować całe życie człowieka. Jeśli ktoś był po „złej stronie”, to już na zawsze. Jeśli głosił poglądy sprzeczne z naszymi, przestaje być wiarygodny moralnie. Historia Ruth pokazuje, jak bardzo to myślenie jest fałszywe.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Była ateistką. Popierała aborcję. Studiowała na Harvardzie, żyła w świecie idei, które dziś wielu uznaje za oczywiste i „postępowe”. A jednak nie była cynikiem ani złą osobą. Była jak wiele dobrych osób - uczciwa w swoim myśleniu, ale błądząca. I to jest pierwsza ważna teza: wciąż jest wielu, którzy są dobrymi ludźmi, nawet jeśli postępują niewłaściwie. Zło bardzo często nie rodzi się z nienawiści, ale z lęku, niewiedzy, ideologicznego uproszczenia. I przede wszystkim nie jest piętnem do końca życia.
Zawsze jest czas na zmianę
Ruth nie zatrzymała się w miejscu. Nie uznała, że „już taka jest” i nic się nie da zrobić. Jej nawrócenie nie było nagłym olśnieniem, ale procesem – myślenia, poszukiwania, konfrontowania ideałów z rzeczywistością. Macierzyństwo stało się momentem przełomowym. Zderzyło teorię z życiem.
Reklama
„Kocham życie, które dał mi Bóg. Nie ma innego, które wolałabym przeżyć” – powiedziała kilka dni przed śmiercią. To zdanie nie brzmi jak slogan. Brzmi jak podsumowanie drogi kobiety, która zrozumiała, że mamy jedno życie i nie może ono zmarnować się dla własnych lęków, egoizmów i wygodnych kłamstw. Ruth jest dowodem, że nawet jeśli ktoś długo idzie w złym kierunku, wciąż może zawrócić.
Ideologia, która obiecuje, a potem porzuca
Kościół katolicki i nauka Ewangelii bywają dziś przedstawiane jako relikt przeszłości – może piękny, może ciekawy, ale kompletnie nieprzystający do współczesnego świata. Tymczasem historia Ruth pokazuje coś odwrotnego: Ewangelia nie zamyka, lecz wyprowadza z pułapek.
Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie aborcji. Ideologie mówiące o „prawach kobiet” często obiecują ulgę, wolność, rozwiązanie problemu. Krzyczą głośno, gdy trzeba przekonać. Robią z dziecka problem, a nawet wroga, przeszkodzę w szczęśliwym życiu. Później milkną, gdy opada kurz. Zostawiają kobiety same – z wyrzutami sumienia, syndromem aborcyjnym, poczuciem winy i beznadziei. Jedno zło „leczy się” kolejnym, aż wszystko wraca ze zdwojoną siłą, a człowiek pozostaje sam, a przynajmniej tak mu się zdaje.
Ruth nie jest oskarżeniem wobec kobiet. Jest nadzieją dla tych, które nie powiedzą tego głośno, ale czują, że zostały zwiedzione. Jej życie mówi: nie jesteś skreślona. Nie jesteś sama. Zło może pojawić się na drodze człowieka, ale nie musi go definiować na zawsze. Nawet najcięższe doświadczenie nie przekreśla człowieka ani jego przyszłości.
„Gdzie wzmógł się grzech…”
Reklama
Historia dziewczyny z New Jersey jest współczesnym komentarzem do słów św. Pawła – człowieka, który sam przeszedł radykalną przemianę, która zapisała się w historii chrześcijaństwa i świata: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. Ruth Pakaluk nie została świętą dlatego, że była bezbłędna. Przeciwnie – dlatego, że pozwoliła się poprowadzić dalej, głębiej, prawdziwiej.
Watykan rozpoczął jej proces beatyfikacyjny, bo jej życie jest dowodem, że świętość nie jest ucieczką od świata. Jest odwagą, by w świecie nie zmarnować własnego życia. Może więc najważniejsze w tej historii jest to, że nie wymaga ona od nikogo natychmiastowego rachunku ani gotowych odpowiedzi. Daje nadzieję dla wielu ludzi, którzy w Ruth mogą zobaczyć swoją historię.
Tych osób możemy na co dzień nie zauważać, sami się z tym nie afiszują, ale jest ich wielu, dziś chyba jeszcze więcej niż kiedyś: ludzi zagubionych, uwikłanych w wybory, których się wstydzi, albo w poglądy, które coraz bardziej uwierają. To jednak nie oznacza, że wszystko w ich życiu jest skreślone, bo nie trzeba mieć od razu planu na całe życie ani siły, by „naprawić wszystko”. Czasem wystarczy uczciwie przyznać przed sobą, że coś nie działa. I zrobić jeden krok – mały, niepewny, ale własny. Historia Ruth podpowiada, że właśnie od takich kroków zaczynają się zmiany, które z perspektywy czasu okazują się większe, niż ktokolwiek mógłby przewidzieć.
