Spotkanie – poprzedzone modlitwą w intencji synodu, która odbyła się w dworcowej kaplicy – poprowadziły: Katarzyna Dobosz, Renata Kopeć i Aleksandra Krajewska.
– Spotykamy się tutaj, by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nawrócenie misyjne, ewangelizacja jako zwyczajne działanie parafii są możliwa. Nosimy w sercu to, że Kościół nie rodzi się z programu, ze struktur, ale ze spotkania z żywym Jezusem Chrystusem, który żyje, zbawia i posyła – mówiła Aleksandra Krajewska.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zauważyła, że Sobór Watykański II przypomina nam, że Kościół jest misyjny ze swojej natury, że istnieje dlatego, ze Bóg pierwszy wyszedł do człowieka i wciąż wychodzi.
– To się cały czas dzieje. Patrząc na pierwszych uczniów, widzimy, że oni nie mieli żadnych planów duszpasterskich. Pan Jezus ich posłał i powiedział do nich: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i ja was posyłam”. Oni Go spotkali, doświadczyli żywego Boga, który im przebaczył, który ich uzdrowił, który odmienił ich życie, wyciągnął ich z ciemności i stał się dla nich światłem i drogowskazem. Dzisiaj największym wyzwaniem dla Kościoła nie jest brak struktury czy metod, ale ryzyko utraty tego, co pierwotne – podkreślała Aleksandra Krajewska.
Reklama
Zauważyła, że wielu zna Kościół i uczestniczy w jego życiu, ale coraz mniej ludzie żyją osobistą relacją i doświadczeniem Chrystusa. Dlatego papież Franciszek mówił o nawróceniu misyjnym jako powrocie do źródła i o głoszeniu kerygmatu.
– Poprosiliśmy członków naszych wspólnot, aby zastanowili się, jakie pytania rodzą się w ich sercu w tym temacie. Te pytania wypływają z naszych serc – podkreślała.
– Te pytania wypływają ze wspólnot, z tego, czym wspólnoty żyją. Wspólnoty poszukują odpowiedzi i pewne odpowiedzi padają. Ale chcielibyśmy je skonfrontować z tym, co ksiądz biskup myśli na ten temat, aby potwierdzić, czy to pochodzi od nas, czy od Ducha Świętego – mówiła Renata Kopeć.
Pytania dotyczyły kilku grup tematycznych: Prawda o rzeczywistości Kościoła; Nawrócenie misyjne w diecezji – decyzje i kierunek; Parafia, proboszcz, wspólnoty; Świeccy, uczniowie, misjonarze; Przyszłość i rozeznanie.
Czy mamy odwagę przyznać, że tracimy całe pokolenia i dlaczego tak się dzieje?
Reklama
Mamy taką odwagę. Jakie pokolenie tracimy, widać po nas. Jesteśmy pokoleniem 40+ czy 50+. Nie ma tego pokolenia niżej. Jeśli chodzi o dzieci i młodzież, to instytucjonalny sposób działania Kościoła, czyli przygotowanie do sakramentów, zapewnia ich obecność w Kościele. Co roku są dzieci do Pierwszej Komunii świętej, uczestniczą w liturgii. To samo jest z bierzmowaniem. Ale wiemy, jaka jest tego głębia i jakie są owoce. Zatem to jest wielkim wyzwaniem, jak zaprosić do życia w wierze w Kościele pokolenie średnie, ludzi w kwiecie wieku, żyjących w wypracowanej wygodzie, mających swoje troski: rodzina, dom, mieszkanie, praca; których styl życia często jest obciążony pracą. Gdy rozmawiamy o tym, jak funkcjonować ma parafia, to dostrzegamy, że najlepszym dniem na robienie czegoś w parafii jest niedziela. Od poniedziałku do soboty, od rana do wieczora, często coś się dzieje w życiu człowieka. Dlatego trudno znaleźć szczelinę, w której może pojawić się możliwość życia Ewangelią. Ale żeby to pokolenie spotkać, trzeba się nauczyć jego języka, być w dobrym sensie profesjonalnym. To, co proponujemy musi mieć swoją głębię: dobra muzyka, dobra liturgia, dobra homilia, dobre spotkanie z możliwością dialogu.
Czy Kościół w Polsce jest dzisiaj bardziej zajęty przetrwaniem czy misją?
Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo Kościół w Polsce to kilkadziesiąt diecezji. Każdą trzeba by rozpatrywać osobno. A każda z nich to bardzo złożony organizm, bo są w nich: kuria, wydział duszpasterski, ale też setki parafii. One już same w sobie są bardzo różne, a do tego są jeszcze wspólnoty. Możemy powiedzieć o naszej diecezji. Czy nasza diecezja jest bardziej zajęta przetrwaniem czy misją? Uczymy się misji. Mamy wspólną wizję wypracowaną na synodzie, a jej początki są w parafiach, potem w dekanatach. Już nam się udało wyznaczyć pewien kierunek, rozpocząć pewien proces. Zgodziliśmy się na to, że musimy w tę drogę wyruszyć, a nie zajmować się przetrwaniem. Ten, kto chce tylko przetrwać, nie przetrwa, w takim sensie, w jakim mówił Pan Jezus, że kto chce zachować to, co ma, ten to straci. Potrzebna jet tutaj mentalność, by nie stracić nawet jednej osoby.
Czy kuria i biskupi mają rozeznanie co do duchowej kondycji parafian? Czy mają realny wpływ na zmianę tej sytuacji tam, gdzie jest słaba kondycja?
Reklama
Odpowiem w ostrożny sposób: tak, kuria i biskupi mają pewne rozeznanie co do naszego życia. Ono jest dobrze opisane w naszej syntezie diecezjalnej, która jest oparta na 240 dokumentach, wypracowanych w naszych parafiach. Tam wyraźnie określiliśmy, czego potrzebujemy, co jest naszą mocną stroną, a co jest słabe i wymaga naprawy. Obiektywnie możemy powiedzieć, że to widzimy.
Druga część pytania: jaki wpływ mają biskup i kuria na tę rzeczywistość. Odebraliśmy tutaj taką niespodziewaną lekcję podczas synodu, że ogłoszenia duszpasterskie, dekrety czy komunikaty nie mają dużej mocy. Jeden czy drugi akt prawny wiele nie zmieni. On będzie przyjęty przez tych, którzy tego chcą. Ale jeśli mamy zmienić mentalność na bardziej otwartą, misyjną, należy rozpocząć wieloletni proces. Nasz synod, trwa krótko, bo dwa lata, ale czas wdrażania musi być o wiele dłuższy. Wdrażanie postanowień synodalnych to długi proces, potrzebnych będzie wiele spotkań,na których będziemy się tego uczyli. Kuria i biskupi mają wpływ na wyznaczenie kierunku, towarzyszenie w drodze, wsparcie. W tych zmianach, które chcemy wdrożyć, nikt nie może zostać sam.
Jaką realną przestrzeń współodpowiedzialności za misję Kościoła widzi ksiądz biskup dla świeckich? Nie chodzi tylko o pomocniczą, ale współdecyzyjną.
Reklama
Pytanie związane jest z centrum dyskusji synodalnych na poziomie ogólnoświatowym, czy watykańskim. W Kościele decyzje podejmują ci, którzy mają święcenia. Takie jest prawo kanoniczne i taka jest teologia urzędu kościelnego. Władza jest zawsze związana z osobą biskupa ordynariusza, który stoi na czele diecezji. On może swoją władzę na różne sposoby delegować. I deleguje ją proboszczom. Mieliśmy bardzo dużo dyskusji, jak zatem świeccy mają się angażować, skoro nie mogą podejmować decyzji? Taka jest sytuacja teologiczno-prawna. Musimy to uszanować i przyjąć. Synod podkreśla natomiast rozróżnienie na przygotowania decyzji i podjęcia decyzji.
Wielki akcent kładziemy na wspólne przygotowanie decyzji, w parafiach, czy diecezji, aby temu, który ma decyzję podjąć, dobrze pomóc, by mu pokazać różne opcje. Świeccy mają np. odpowiedzialność moralną, ale to nigdy nie będzie odpowiedzialność prawna. Ale proces przygotowania decyzji to jest to, co może być wielkim zadaniem osób świeckich. I tu dotykamy kolejnego tematu: Rady Duszpasterskie, czy Rady Ekonomiczne na poziomie parafii, czy diecezji. A zatem przygotowanie decyzji, wspólnotowe rozeznawanie to przestrzeń współodpowiedzialności.
Czy ksiądz biskup wierzy, że każda parafia może stać się przestrzenią działań ewangelizacyjnych, a nie tylko sprawowania sakramentów? Czy to jest realne, bo mamy doświadczenie trudności w tej przestrzeni.
Reklama
Może to nie jest kwestia wiary, ale uważam, że jest to możliwe i do tego dążymy, aby każda parafia była taką przestrzenią ewangelizacyjną. Podoba mi się w tym pytaniu to rozróżnienie, które podkreślał papież Franciszek w adhortacji Evangelii Gaudium. On wyraźnie przypomina to, co Kościół powtarzał, że udzielanie sakramentów to nie ewangelizacja, bo sakramenty są dla zewangelizowanych. Nawet żeby przyjąć chrzest, jest już potrzebny jakiś zaczątek wiary. Ale tak jak każda parafia jest miejscem sprawowania sakramentów, tak samo może być również miejscem działania ewangelizacyjnego, na miarę jej możliwości. Jestem optymistą, choć staram się też pozostawać realistą, bo to trudny proces zmiany naszego myślenia. Ale możemy się tego nauczyć.
Co ma zrobić wspólnota, która chce ewangelizować, ale spotyka się z brakiem wsparcia proboszcza i kapłanów, także w obszarze przygotowania do sakramentów? Jak w takiej sytuacji rozeznawać jedność z Kościołem i własne powołanie misyjne wspólnoty?
Reklama
To bardzo życiowe pytanie. Takich sytuacji i sporów jest bardzo wiele, o czym słyszałem zarówno ze strony wspólnot, jak i proboszczów. Jednym z trzech słów-kluczy synodu jest formacja i to formacja do misji współdzielonej. Coś, czego w tej chwili nie ma, bo wspólnoty przechodzą formację osobno, księża osobno. Ważna jest wspólna formacja wspólnot, osób świeckich i kapłanów. I w tym kierunku chcemy iść. Tego nie da się rozwiązać dekretem, nakazem, bo to spowoduje konflikt i dla wszystkich będzie to bardzo bolesne. Walczymy o formację do współdzielenia misji. Najpierw w synodzie mówiliśmy o misji współdzielonej, czyli że robimy coś razem, albo uczmy się coś robić razem. Ale najpierw nauczmy się być razem, a kolejnym krokiem może być wspólne działanie. Czeka nas więc formacja, spotkania, zmiana serca, budowanie mostów. Ważne będą także struktury pośredniczące, aby wspólnota lub proboszcz mieli się do kogo odwołać, i to nie od razu do biskupa. Wiążę pewne nadzieje z istniejącą Radą ds. wspólnot, ruchów i stowarzyszeń. Dobrym rozwiązaniem są też diecezjalne normy życia wspólnot opracowane przez jedną z komisji, gdzie będą jakieś kryteria wspólnej pracy.
Jak ksiądz biskup ocenia dziś rolę wspólnot w parafiach? Jako realne wsparcie misyjne, czy rzeczywistość działającą obok parafii?
Mamy bardzo różne doświadczenia. Ideałem jest parafia, która jest wspólnotą wspólnot, rodzin, osób, grup, wszystkich, którzy tam żyją, niezależnie czy należą do wspólnot. Wspólnoty są wielkim skarbem dla parafii. Zdarzają się jednak różne sytuacje, z powodów ludzkich, gdy te drogi się rozchodzą. Chodzi o normy życia wspólnot, o wspólną formację wspieraną przez diecezje. Często są to sytuacje, które przekraczają siły proboszcza i wspólnoty. Potrzeba wtedy kogoś z boku. Gdy będziemy próbowali wdrażać synod, to rola wspólnot będzie jeszcze większa, rozpatrywana właśnie w kontekście wsparcia parafii i to na tych trzech polach: budowania komunii, formacji i misji.
Jak ksiądz biskup widzi rolę świadectwa życia świeckich w świecie, w którym autorytet Kościoła instytucjonalnego jest coraz słabszy?
Reklama
Ta rola jest kluczowa. Nie wiązałbym tego ze słabnięciem autorytetu instytucji Kościoła. Rola osób świeckich dla misji jest kluczowa, bo misja rozgrywa się w naszej codzienności. Jak spotkać tych, którzy chodzą tutaj po dworcu, jadą pociągiem, może cierpią, bo nie spotkali Boga. Czy ten autorytet instytucji jest silny czy słaby, rola osób świeckich, które mieszkają w bloku, jeżdżą windą, wsiadają w tramwaj, są w pracy jest wielka. Nikt nie będzie lepszym misjonarzem niż taki świadek. A na pewno ja nie będę lepszym misjonarzem niż świeccy. Ja jestem w swojej posłudze zdany na świadectwo księży i świeckich.
Co zdaniem księdza biskupa najbardziej blokuje świeckich przed wzięciem odpowiedzialności misyjnej? Brak formacji, zaproszenia, zaufania, lęk?
To pytanie bardziej do osób świeckich. Ale odpowiedź zawarta jest w pytaniu: brak formacji, brak zaproszenia, czyli wezwania po imieniu. Brak świadomości, ale też brak instytucjonalny. Stąd z dużym zrozumieniem spotkała się posługa katechistów, czyli osób, które przyjmują pewną posługę na całe życie i ich zadaniem jest właśnie misja w parafii, do której są posyłani. Może też brak zaufania do Tego, który posyła. Może też przesadne wyobrażenie, że misjonarz to super człowiek. Dużą rolę odgrywa też teologia, czyli nasze myślenie o Bogu.
Jakie głody i braki współczesnego świata, duchowe, relacyjne, egzystencjalne, mogą stać się dziś przestrzenią spotkania z Bogiem?
Zanim zacznę mówić o głodach, musimy zdać sobie sprawę, że do Boga prowadzi też bogactwo życia. Chrześcijaństwo to propozycja dla każdego: dla głodnego i nakarmionego, dla bogatego i ubogiego. Wszystko jest przestrzenią do spotkania z Bogiem dzisiaj: piękno świata, radość życia, powodzenie w życiu. Ale na pewno też samotność, coś, co człowieka przeszywa i rani. A chrześcijaństwo jako relacja z Bogiem jest odpowiedzią na tę samotność. Głodem jest brak spotkań realnych. Świat wirtualny coraz bardziej nas pochłania a chrześcijaństwo nigdy w ten świat do końca nie wejdzie – sakramenty muszą być w świecie realnym. Wielkim głodem tego świata są też podziały, wojny, niesprawiedliwości. A gdy czytamy słowa Jezusa, znajdujemy lekarstwo: „Pokój wam”, „błogosławieni ubodzy”. Wielką siła chrześcijaństwa jest też duchowa głębia – wiara sięga serca, tego co niebanalne, co prawdziwe.
