Na początku homilii kapłan powiedział, że od momentu powstania Jezusa z grobu nic już nie jest takie samo, a jeśli pozostaje bez zmian, to znaczy, że w pełni nie uwierzyliśmy w zmartwychwstanie. Zwrócił uwagę na postawę Marii Magdaleny, która faktu pustego grobu nie zostawia dla siebie, ale pobiegła, aby o tym powiedzieć Apostołom. Przypomniał też słowa uczniów, którzy spotkali Zmartwychwstałego w drodze do Emaus. Ci przyznali zgodnie, że podczas tego spotkania pałało w nich serce.
– Czy dzisiaj serce pała w nas? Czy jak bohaterka dzisiejszej Ewangelii, po Mszy wybiegniemy z kościoła, by mówić innym, by pokazywać innym naszym życiem, że grób jest pusty? Ktoś powie: jeszcze nie zwariowałem. To nie jest szaleństwo, to jest nasze powołanie, całym swoim życiem, każdym gestem i słowem, świadczyć, że Jezus zmartwychwstał – podkreślał zakonnik.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Przypomniał też spotkanie Jezusa zmartwychwstałego z Tomaszem. Przywołał słowa anonimowego autora: „Syn Boży nie obnosi się z ranami, te rany są jak zdjęcie włożone do portfela i pierścionek od ukochanego, i list trzymany w ulubionej książce”. Stwierdził, że bez tych pamiątek również pamiętamy o bliskich osobach, a jednak lubimy je mieć.
– Oczywiście, że te rany nie są tylko dla niego. One są przede wszystkim dla nas, byśmy pamiętali, ile jesteśmy warci dla Syna Bożego. Znak męki stał się znakiem miłości, pamiątką szalonego uczucia, które nie wygasło, ale ciągle trwa – podsumował i życzył, by każde spojrzenie na krzyż Jezusa było przypomnieniem o Jego miłości, która nie wygasła.
