Jeden z przyjaciół dobił mnie ostatnio przykrym wyznaniem: „Nie jestem pewien, czy Pan Bóg trzyma jeszcze za nas kciuki…” Ta myśl naszła go po niedawnej demonstracji Antify w Łodzi, gdzie wznoszone były hasła, „po których wrażliwy katolik chce się od razu udać na emigrację”. Rozumiem to, ale depresja też musi mieć swoje granice. A poza tym „gdzie tu uciekać, jak tu wszędzie Zachód?” – jak pytał w 1993 r. znakomity karykaturzysta i podziemny wydawca z Pabianic, Sławomir Łuczyński, na łamach miesięcznika Kalejdoskop (który wtedy redagowałem z Januszem Wiśniochem, moim druhem).
W powieści Malcolma Lowry’ego Pod wulkanem (z 1947 r.) można znaleźć myśl równie depresyjną: „Geoffrey stał w upale i obserwował niedopałek papierosa, który – podobnie jak cała ludzkość – dążył do jak najprędszego samounicestwienia...” Świat dźwigał się z wojennej pożogi, ale Lowry już wtedy wiedział swoje, bez sztucznej inteligencji. Dzisiaj też nie brakuje pesymistów, którzy dowodzą, że stary świat obumiera, a nowy czai się niczym Potwór Pana Cogito Herberta i „jak czad wypełnia szczelnie / domy świątynie bazary / zatruwa studnie / niszczy budowle umysłu / pokrywa pleśnią chleb”...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Potwór potworem, ale zanik instynktu samozachowawczego (u jego przyszłych ofiar) daje wiele do myślenia: Polityczni komentatorzy trąbią teraz o przeorientowaniu globalnego nie-ładu. Ludzie wolą nie wiedzieć, czy Donald Trump tylko bajeruje i straszy Europę wyjściem USA z NATO, czy też niechcący może „wywołać ruskiego niedźwiedzia z lasu” i kiedy izolacja USA stanie się faktem, wielka radość i satysfakcja zapanuje wśród Europejczyków!
Z drugiej strony, czy w starej, poczciwej Europie jest jeszcze czego bronić? Dawno temu niejaki W.I. Lenin uznał kulturę za narzędzie walki z „burżuazyjnymi miazmatami”. Kulturę osobistą Lenina opisuje pouczająca anegdota, jak to kiedyś podarował dziecku cukierka. Dzisiaj w kulturalnej Europie dzieci też mają pod górkę. W naszym swawolnym mieście o kulturze świadczy wielki baner reklamujący pewien butik przy ul. Zachodniej, tuż obok dawnego kina „Włókniarz”. Zawsze przejeżdżając tamtędy, odwracam kulturalnie wzrok i usiłuję dociec, jak reagują na ten baner dzieci i ich kulturalni rodzice. Trudne pytanie, depresyjne: niczym sławna piosenka Jasia Kapeli sławiąca „dobrodziejstwa aborcji”. Chciałoby się coś o tej sprawie napisać, ale „mózg staje” i palce sztywnieją nad klawiaturą.
Reklama
Dlatego podręczniki dla początkujących autorów radzą: „Jeśli nie wiesz, o czym pisać, pisz o sobie. Bo na sobie znasz się najlepiej.” No więc, ja osobiście staram się w każdej sytuacji być bardzo kulturalny. W lutym 2011 r. ówczesna Pani wiceprezydent wręczyła mi wypowiedzenie z pracy w domu kultury i chcąc mnie kulturalnie pocieszyć, powiedziała: „My pana szanujemy i wierzymy, że da pan sobie radę w życiu.” Odparłem równie kulturalnie, też pragnąc ją pocieszyć: „Proszę się nie martwić. Czuję się zaszczycony i dowartościowany…” Taka kulturalna postawa zawsze się opłaca, kiedy coś ważnego się kończy, jakiś etap w życiu się zamyka i należy „cicho odlecieć, jak duch, gdy odlata” (co niedościgle ujął Juliusz Słowacki w wierszu Testament mój).
Życie nie polega na śledzeniu wyrafinowanej huśtawki cen paliw. Kwestią dużo ważniejszą jest codzienna troska o własną duszę. Pan prof. Andrzej Nowak radzi: „Jeszcze możemy naprawić nasz dom, a nie z niego uciekać w świat złudzeń. Mamy zadania!”.
Czego Państwu życzę.
