Reklama

Smak soli

Pojechali na Downsview już w sobotę, choć Paulina była bardzo słaba. Na terenie dawnej bazy lotniczej nieopodal Toronto zbierały się rzesze młodych ludzi, którzy przygotowywali się do wieczornego czuwania z Janem Pawłem II

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Konrad i Paulina – Polacy mieszkający w Kanadzie – poznali się pod koniec 1999 r. Rok później dowiedzieli się, że Paulina ma raka węzłów chłonnych. Przez te dwa lata przeszła swoją drogę krzyżową. Cierpiała potworne bóle, w wyniku chemioterapii straciła wszystkie włosy. Oboje czuli, że muszą pojechać na Downsview, aby uczestniczyć w czuwaniu i Mszy św., która następnego dnia miała zamknąć spotkanie młodzieży.

Nie jesteśmy sumą naszych słabości

W czasie czuwania Jan Paweł II wrócił do początków pielgrzymki młodych po kuli ziemskiej. – Gdy w 1985 r. chciałem zacząć Światowe Dni Młodzieży, myślałem o słowach apostoła Jana, których słuchaliśmy dziś wieczór: „co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się (...) oznajmiamy wam” (por. 1 J 1, 1-3) – mówił Papież. – W wyobraźni widziałem Światowe Dni Młodzieży jako czas pełen mocy, w którym młodzi ludzie z całego świata mogli spotkać wiecznie młodego Chrystusa i mogli dowiedzieć się od Niego, jak przekazywać Ewangelię innym młodym ludziom...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

W czasie uroczystości przedstawiciele młodzieży przynieśli dwanaście płonących pochodni i dwanaście koszyków soli. Tak nawiązano do tematu tych Światowych Dni Młodzieży: „Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata”. Od pochodni zapalano świece, które mieli ze sobą uczestnicy czuwania. Wkrótce wokół podium i dalej – na całym terenie Downsview – rozbłysły tysiące świec. Zaczynała się noc oczekiwania na Eucharystię zamykającą obchody XVII Światowych Dni Młodzieży.

Paulina i Konrad, rodzina i ich przyjaciele biwakowali pod gołym niebem. Noc zapowiadała się pięknie. Rano jednak zaczęło się chmurzyć. Zerwała się burza. – Strasznie wiało, padało, była bardzo dziwna pogoda, jednak my przy śpiewie i wspólnych rozmowa pap_20020724_04h ch trzymaliśmy się dzielnie – wspomina Konrad. – Gdy Papież już podjeżdżał, te ciemne chmury na niebie nagle jakby się rozstąpiły i wyszło słoneczko. Poczuliśmy, że dzieje się coś niesamowitego. Paulina marzyła o spotkaniu Ojca Świętego. Już go widziała we Włoszech, nawet pogłaskał ją po głowie i rozmawiał z nią – miała wówczas 4 latka. Gdy zobaczyła Ojca Świętego teraz, po tylu latach, zaczęła bardzo płakać. Po kilku dniach pojechaliśmy na badania. Stał się cud! Raka już nie było! Nie było nawet śladów po nim. Od tamtej pory Paulina miała wiele badań, jednak nic nie wykryto. Cieszymy się, że będziemy w stanie budować naszą rodzinę i że wszystko wróciło do normy.

Tego niedzielnego poranka stan zdrowia Pauliny zmienił się równie nagle jak pogoda. Potworna burza, która zerwała się przed przyjazdem Ojca Świętego na Downsview, zniszczyła część sceny, na której był umieszczony ołtarz. O. Tom Rosica, koordynator całego wydarzenia, zadzwonił do papieskiej rezydencji i zasugerował, aby opóźnić uroczystość. Jednak Jan Paweł II postanowił, że przyleci.

Reklama

– Ten stary człowiek, który wydawał się tak słaby, był spokojny i uśmiechnięty – wspomina o. Rosica i dodaje, że jego samego ogarnął strach, gdy czworo młodych prowadziło Jana Pawła II na mocno nacierającym wietrze.

– Biskupi musieli przytrzymywać swe mitry, które wiatr porywał w powietrze – opowiada. – Cała scena była gotowa ulecieć – księgi liturgiczne, obrus z ołtarza, krzesła. Stojąc w towarzystwie szefów policji niemal z całej Kanady, modliłem się w ciszy, aby Bóg pomógł nam przejść przez to ostatnie wyzwanie, pokonać ostatnią przeszkodę.

I stała się rzecz dziwna. Napierający wiatr usunął chmury, z których lały się potoki wody, i w chwili gdy Papież miał rozpoczynać homilię... wyjrzało słońce.

– Lluvia, viento, sol (deszcz, wiatr, słońce) – skomentował to zjawisko Ojciec Święty. W tych niezwykłych okolicznościach jego słowa nabierały jeszcze głębszej wymowy.

– Chociaż przeżyłem wiele ciemności i srogich reżimów totalitarnych – mówił m.in. – to jednak ujrzałem wystarczająco wiele dowodów, aby być niezachwianie przekonanym, że żadna trudność i żaden lęk, jakkolwiek wielkie by one były, nie są w stanie całkowicie stłumić nadziei, która rodzi się wiecznie w sercach młodych ludzi. Nie pozwólcie umrzeć tej nadziei. Postawcie swoje życie na niej. Nie jesteśmy sumą naszych słabości i upadków. Jesteśmy sumą miłości Ojca dla nas, naszej prawdziwej zdolności stawania się obrazem Jego syna, Jezusa.

Schody do nieba

Reklama

Zszedł sam, to prawda, ale jak będzie z powrotem? To pytanie zadawało sobie wiele osób, wśród nich także dziennikarz prowadzący na żywo transmisję z pożegnania Jana Pawła II na lotnisku Pearsona w poniedziałek 29 lipca. Kilka dni wcześniej gazety rozpisywały się o kazaniu bez słów, które „wygłosił” Papież, przylatując do Toronto. Mimo wielkiej słabości fizycznej Ojciec Święty zdecydował się nie korzystać z windy, która miała go opuścić z samolotu po wylądowaniu na ziemi kanadyjskiej. Ludzie na lotnisku i przed ekranami telewizorów z zapartym tchem obserwowali jego walkę z własną słabością, gdy z najwyższym trudem pokonywał każdy ze stopni schodów przystawionych do samolotu. Teraz zbliżał się czas pożegnania. Czy stary i schorowany papież znowu będzie chciał zmierzyć się z własną niemocą?

Pożegnanie miało być krótkie i bez słów. Żadnych ceremonii, żadnych przemówień, po prostu Jan Paweł II przylatuje helikopterem na lotnisko, przeznacza chwilę na ostatnie spotkanie z żegnającymi go młodymi ludźmi, po czym wsiada do samolotu i odlatuje. W programie telewizyjnym przewidziano na wszystko czterdzieści minut. Jak to zwykle bywa w amerykańskiej telewizji, cała transmisja została dokładnie zaplanowana: kilka minut rozmowy w studiu, łączenie z reporterem na płycie lotniska, znowu kilka minut rozmowy i znowu łączenie. Papież punktualnie pojawił się na lotnisku. Zatrzymał się przy grupie młodzieży, która chciała go pożegnać, i zamienił kilka słów z chorym na stwardnienie rozsiane Michaelem Nogodą. Poruszający się tylko na wózku inwalidzkim Michael dwa dni wcześniej wcielił się w postać Szymona z Cyreny podczas Drogi Krzyżowej ulicami Toronto. Potem małą platformę, na której znajdował się Jan Paweł II, skierowano do samolotu.

Do tego momentu w studiu telewizyjnym trwała dyskusja. Dziennikarz i jego goście umilkli jednak, gdy Papież stanął przy schodkach.

Reklama

– Kiedy podeszliśmy do czerwonego dywanu, pochyliłem się i powiedziałem: „Wasza Świątobliwość, winda jest gotowa, może zawieźć Ojca Świętego do samolotu. Dobrej podróży i dziękuję” – wspomina o. Tom Rosica. – On nachylił się do mnie, podziękował i powiedział: „Zszedłem po schodach, więc teraz wejdę po schodach”.

Nie wiem, ile osób liczyło kolejne stopnie pokonywane przez Papieża. Dziennikarze na pewno. Prasa podała nazajutrz, że było ich dziewiętnaście. Na lotnisku i w studiu telewizyjnym panowała cisza, gdy Jan Paweł II wspinał się na pokład samolotu o nazwie „Messenger of hope” (Posłaniec nadziei). O. Rosica otarł łzy.

– Dlaczego ojciec płakał? – zapytałem go kilka godzin później.

– Nie lubię mówić o takich sytuacjach, ale przyznam, że w tym momencie stanął mi przed oczami widok Papieża, który opuszczając swoją rezydencję, chciał jeszcze podejść bliżej do czekających na niego ludzi – odpowiedział o. Rosica. – Szedł powoli, a z tłumu co chwila ktoś rzucał wiązankę kwiatów. Pomyślałem wówczas: Oto stary człowiek, a takich pewna część naszego społeczeństwa uważa za bezużytecznych. Jakie to wielkie szczęście, że mógł do nas przyjechać. Wtedy coś chwyciło mnie za gardło. Przed jego przyjazdem wiele mówiono o tym, że nie będzie mógł kończyć głoszonych przez siebie przemówień, że nie będzie mógł chodzić, że może nawet tu umrzeć. A jaka jest rzeczywistość? Skończył przemówienia, które wielu z nas wprawiły w niemy zachwyt, podejmował wysiłek, gdy wielu z nas było już wyczerpanych, pokazał nam, jak być wiernym, kontynuując rozpoczęte dzieło. Pokazał też niesamowite ciepło i miłość, a przede wszystkim – on się nie bał.

Reklama

Jan Paweł II stanął na szczycie schodów, odwrócił się, pozdrowił zgromadzonych i znikł w wejściu do samolotu. Właściwie w tym momencie transmisja telewizyjna mogłaby się skończyć. Wyczerpał się już przewidziany scenariusz, goście w studiu też za wiele nie mówili.

– Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie kończymy naszej transmisji – powiedział do widzów wzruszony dziennikarz. – No cóż, chcielibyśmy po prostu zobaczyć, jak on odlatuje.

Stało się coś niezwykłego. Rządząca się ramówkowymi rygorami telewizja pokazywała przez wiele kolejnych minut samolot kołujący na start, kamerzyści robili zbliżenia na okno, przy którym najprawdopodobniej siedział Papież, i tak to trwało aż do chwili, gdy „Posłaniec nadziei” oderwał się od ziemi i znikł w przestworzach.

Byliście w Toronto?

Dwa tygodnie później Jan Paweł II przyleciał do Polski. W piątek 16 sierpnia po raz pierwszy w czasie tej pielgrzymki pojawił się w oknie przy Franciszkańskiej 3.

– Byliście w Toronto? – zapytał. – Bo ja byłem.

– Witaj w domu! – odpowiedzieli zgromadzeni licznie młodzi (i nie tylko młodzi) ludzie.

– ...jakby ktoś pytał, Franciszkańska 3.

Drugie spotkanie pod oknem na Franciszkańskiej 3 odbyło się w sobotę 17 sierpnia: – Od pierwszego spotkania w tym oknie minęły 23 lata – zagaił Papież. – Mnie 23 lata przybyło.

– Jesteś młody! – krzyczeli czuwający pod oknem.

– I ci, którzy wtedy, 23 lata temu, byli tu, pod oknem na Franciszkańskiej, mają 23 lata więcej – mówił dalej Papież.

– Też są młodzi! Też są młodzi!

Reklama

– Nic nie poradzimy... Jak są młodzi, to są młodzi, nie ma wyjścia... I Pietrek, co tu stoi, też mu te 23 lata przybyło!

Rozległy się śpiewy „Sto lat”.

– Jest tylko jedna rada, to jest Pan Jezus. „Jam jest Zmartwychwstanie i Życie” – ciągnął Papież. – To znaczy, pomimo starości, pomimo śmierci: młodość, pokój – i tego wam wszystkim życzę. Całej młodzieży krakowskiej, polskiej i na świecie.

* * *

Paweł Zuchniewicz
dziennikarz, pisarz, tutor i nauczyciel w szkole „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”

2016-07-05 10:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bulwersujący akt profanacji. Mężczyzna wspiął się na figurę Matki Bożej i wykonywał na niej obsceniczne gesty

2026-10-03 11:47

[ TEMATY ]

profanacja

Adobe Stock

Do bulwersującego aktu profanacji doszło w Porto-Vecchio na Korsyce. Dwóch mężczyzn zdewastowało figurę Matki Bożej, a nagranie ze zdarzenia opublikowano w internecie. Sprawcy zostali zatrzymani. Reakcja mieszkańców była wymowna – przed siedzibą żandarmerii, do której trafili podejrzani, ustawiono trumnę - informuje portal wpolityce.pl.

Do zdarzenia doszło w nocy z 30 września na 1 października w Porto-Vecchio na Korsyce. Dwóch mężczyzn zniszczyło figurę Matki Bożej znajdującą się przy rondzie Stabiacciu, przy południowym wjeździe do miasta.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Małgorzaty-Marii Alacoque [Treść pochodzi z roku 1946]

[ TEMATY ]

nowenna

św. Małgorzata Maria Alacoque

Adobe Stock

Święta Małgorzata Maria Alacoque

Święta Małgorzata Maria Alacoque

Nowenna rozpoczyna się od dnia 5 października.

CZYTAJ DALEJ

Bp Kleszcz: „Dzisiaj św. Franciszek jest nam bardzo potrzebny”

2026-10-05 17:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

bp Piotr Kleszcz

Szymon Łukasik

W parafii św. Franciszka z Asyżu w Brzezinach uczczono 800. rocznicę śmierci Biedaczyny z Asyżu. Mszy św. przewodniczył bp Piotr Kleszcz OFMConv, który w homilii z pasją przybliżył postać św. Franciszka — nie jako odległego świętego, ale człowieka „z krwi i kości”, który również przeżywał pokusy i trudności, a mimo to konsekwentnie naśladował Chrystusa.

— Święty Franciszek był świętym z krwi i kości, takim jak my. Też miał pokusy, trudności, ale to mu nie przeszkodziło naśladować Pana Jezusa — mówił bp Kleszcz. Franciszkanin przypomniał, że przed swoim nawróceniem Franciszek pragnął wszystkiego, co najlepsze. Pochodził z zamożnej rodziny, nosił najlepsze ubrania, miał pięknego konia, był lubiany i znajdował się w centrum życia towarzyskiego. Chciał również zostać rycerzem. Z czasem odkrył jednak, że ani majątek, ani popularność, ani realizacja kolejnych ambicji nie dają mu prawdziwego szczęścia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję