Reklama

Felietony

Już bez pozorów

Miał być wzmocniony trójpodział władzy, a mamy prawą rękę premiera sięgającego po sędziowską togę. „Prawa ręka” - dlaczego w ogóle Donald Tusk tak go publicznie nazwał?

2026-09-05 13:51

[ TEMATY ]

felieton

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przecież takie hasło tylko daje argumenty krytykom, którzy uznają, że to przekroczenie granic. Przecież nawet środowiska niesympatyzujące z Prawem i Sprawiedliwością wzywały Macieja Berka do wycofania się. A może właśnie o to premierowi chodzi, żeby pokazać z pełną butą: „Ja mogę więcej!” Koalicjantom pokazał, bo ponarzekali, ponarzekali i co? Poparli Berka.

Większość rządząca przegłosowała kandydaturę Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Po raz pierwszy członek Rady Ministrów – i to nie byle jaki, kluczowy minister od wdrażania polityki rządu – sięga po sędziowską togę. Nie po latach karencji. Nie po odejściu w cień. Prawie wprost z sali posiedzeń rządu na salę trybunalską.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Moment głosowania był wymowny. Koalicjanci kręcili nosem od tygodni. Część posłów KO, Lewicy, Polski 2050 i Centrum publicznie mówiła, że tak nie powinno być, że mieli być inni niż PiS. Że odpolitycznienie nie polega na tym, żeby zamiast „swoich” z PiS-u wstawiać „swoich” z Kancelarii Premiera. A potem większość z nich podniosła rękę. Klaudia Jachira była przeciw. Franciszek Sterczewski nie głosował. Włodzimierz Czarzasty też był przeciw. Reszta – po westchnieniach – wykonała zadanie. Czarzasty później tłumaczył się, że zrobił to omyłkowo.

Wymowna pomyłka

Reklama

Posłem sprawozdawcą kandydatury ministra Berka był Jarosław Urbaniak, sekretarz klubu KO. Zachwalał kompetencje, apolityczność, doświadczenie. A potem, w zapędzie, nazwał kandydata „Markiem Berkiem”. Poprawił się. Ale scena została. Człowiek, którego koalicja wysyła do najwyższego organu kontroli konstytucyjności, przez chwilę nie miał nawet pewnego imienia w ustach własnego sprawozdawcy.

Po głosowaniu z dziennikarzami spotkał się prezydencki minister Zbigniew Bogucki. Przypomniał, od czego zaczął się kryzys konstytucyjny: od wyboru nadmiarowych sędziów do TK przez odchodzącą władzę za pierwszych rządów PO-PSL. Historia lubi ironię. Ci, którzy wtedy krzyczeli o zamachu na Trybunał, dziś nie tylko robią coś, co sami jeszcze niedawno nazywali przekroczeniem granicy, ale robią to „bardziej”, bo nigdy nikt ministra do TK nie wysyłał.

Kandydat bez stażu

Ale jest też problem formalno-prawny. To nie tylko spór o „ducha” odpolitycznienia. Ustawa wymaga nie samego tytułu radcy prawnego, który Maciej Berek posiada, tylko dziesięciu lat wykonywania tego zawodu. Wpis na listę to uprawnienie. Coś jak – toute proportion gardée – mieć prawo jazdy, ale nie jeździć samochodem. Czym innym jest radca pracujący dla polityków i instytucji państwa, czym innym realna praktyka: porady, opinie, sprawy, umowy dla ludzi. Bogucki mówił wprost: są daleko idące wątpliwości, czy Berek spełnia ten wymóg w sposób rzeczywisty, a nie papierowy. Kandydatura – jego zdaniem – z powodów formalnych w ogóle nie powinna być procedowana.

Tyle obowiązujące w Polsce przepisy. Tyle że uśmiechnięta władza działa „zgodnie z prawem, jak je rozumiemy”. To zdanie Donalda Tuska wraca jak bumerang. Kiedyś dotyczyło mediów publicznych. Dziś pasuje do Trybunału.

Król rozwałki

Reklama

Premier Donald Tusk przed wyborami obiecał odpolitycznienie. Po wygranej konsekwentnie je upolitycznia i nie czuje wstydu. Ma powody do satysfakcji. Koalicjanci ponarzekali, ale ostatecznie poparli kandydaturę jego prawej ręki. Tusk bierze za to odpowiedzialność publicznie. Mówi, że Berek to jeden z najwybitniejszych prawników praktyków, że nie był partyjnym siepaczem, że trzeba naprawić „wadliwy Trybunał”. Mówi też, że nie będzie „ciotuleńką”, gdy druga strona stosuje „bandyckie metody”. Innymi słowy: skoro oni łamali zasady, my też możemy – tylko w szczytnym celu.

Kolejny raz okazuje się, że mechanizmy kontroli i odpowiednie przepisy są, ale na końcu decyduje wola większości i temperament premiera. Tusk sam kiedyś przestrzegał: możesz zbudować system przyzwoity, idealny, ale jak nawsadzają ci łajdaków, złodziei, skorumpowanych, niemoralnych, zepsutych do cna partyjnych działaczy, to oni najlepszy system zepsują w pięć minut. Dziś to zdanie wraca jako lustro, a nie jako broń.

Następny w kolejce – według opozycji i części komentatorów – jest już Waldemar Żurek. Minister sprawiedliwości, człowiek, który odbudowę TK ogłasza sukcesem kadencji. Teraz Berek. Za kilka miesięcy, jak mówią jedni z trybun, Żurek. Który minister będzie następny?

Oceń: +1 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzy małpki

2026-08-18 20:34

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Najpierw gigantyczny wyciek danych medycznych. Miliony Polaków i informacje, których nie da się wymienić jak karty płatniczej: choroby, leczenie, recepty, przyjmowane leki. Eksperci od cyberbezpieczeństwa mówią, że za samo włamanie odpowiadają hakerzy, tyle że państwo ma ustawowe obowiązki dotyczące monitorowania, kontroli, reagowania na podatności i zapewnienia cyberbezpieczeństwa. Pytanie więc nie brzmi wyłącznie: kto włamał się do systemu? Pytanie brzmi: dlaczego system nie zadziałał tak, jak powinien? I dlaczego w każdej kolejnej sprawie rząd krzyczy „nic nie możemy”?

W poniedziałek armagedon w Głuchołazach. Zaledwie 15 minut ulewy wystarczyło, żeby miasto znowu znalazło się pod wodą. Zalane zostały ulice, posesje, skwery, a nawet szpital. Kilka tygodni wcześniej właśnie tam premier Donald Tusk wraz z ministrami z dumą prezentował nowy most. Kiedy jednak przyszła kolejna powódź, rzecznik rządu Adam Szłapka wyjaśnił, że „trudno odpowiadać za katastrofę pogodową”.
CZYTAJ DALEJ

UE: Jednej z sal Parlamentu Europejskiego nadano imię króla Jana III Sobieskiego

2026-09-15 21:11

[ TEMATY ]

Jan III Sobieski

pl.wikipedia.org

Jan III Sobieski

Jan III Sobieski

W Strasburgu na korytarzach Parlamentu Europejskiego pojawili się we wtorek polscy rekonstruktorzy przebrani za husarzy i króla Jana III Sobieskiego. Pod PE przybyli na koniach, by wziąć udział w uroczystości nadania imienia polskiego króla jednej z sal PE.

Zaprezentowali się w pełnym uzbrojeniu i strojach z dwóch kluczowych epok: z okresu wielkich zwycięstw za panowania króla Stefana Batorego oraz z czasów króla Jana III Sobieskiego. Mieli szable, koncerze i kopie, a konie miały siodła kawaleryjskie z epoki.
CZYTAJ DALEJ

Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei

2026-09-16 13:22

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pl.wikipedia.org

"Przypowieść o robotnikach w winnicy"

Przypowieść o robotnikach w winnicy

Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei. Któż z nas, patrząc uczciwie na swoje życie, może powiedzieć, że pracuje dla Pana od pierwszej godziny?

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję