Reklama

Niedziela Wrocławska

Gdy Bóg prowadzi

Najpierw były poszukiwania, potem decyzja, a wkrótce po nich seria zdarzeń, które odczytała jako odpowiedź Boga. Anna Kulbacka opowiada o swojej drodze do dziewictwa konsekrowanego i o tym, jak dziś żyje powołaniem w świecie.

2026-10-20 21:33

Archiwum prywatne

Anna Kulbacka

Anna Kulbacka
Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

– Świadomą drogę z Bogiem rozpoczęłam ok. 34 lata temu. W pewnym momencie odczułam głębokie dotknięcie Boga w sercu. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów we Wrocławiu. Byłam też w relacji narzeczeńskiej, ale to poczucie miłości Boga – tak subiektywne i mocne – sprawiło, że nie chciałam jej kontynuować. Choć wiedziałam, że przyjaźnimy się, że to bardzo wartościowy człowiek, a małżeństwo to piękna i dobra droga, czułam, że Bóg wzywa mnie do czegoś innego – mówi Anna.

Od początku drogi duchowej należała do wspólnoty, równolegle przechodziła formację w Krakowie u ks. Krzysztofa Wonsa. Szybko odkryła, że interesuje ją w szczególności rozwój człowieka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Formacja człowieczeństwa i formacja duchowa były od początku takim moim konikiem. Dużo osób ze wspólnoty przychodziło do mnie na rozmowy duchowe. Sama dużo czytałam, jeździłam na międzynarodowe konferencje, gdzie spotykały się różne wspólnoty. Chociaż nie znałam języka, prosiłam znajomą, która bardzo dobrze mówiła po angielsku, żeby tłumaczyła mi teksty o formacji różnych wspólnot zagranicznych – opowiada.

Studiowała reguły różnych zakonów, rozmawiała z zakonnikami i zakonnicami. Wciąż jednak czuła niedosyt.

Reklama

– Czułam, że czegoś mi w tym wszystkim brakuje. To było takie wewnętrzne przekonanie. Na początku mojej drogi we wspólnocie złożyłam prywatne śluby czystości na ręce kierownika duchowego. Miałam za sobą czas spotkań, narzeczeństwa, ale potrzebowałam trochę bardziej zobaczyć, czego chcę w sercu i czego chce Bóg. Nie dlatego, że już zamierzałam żyć życiem konsekrowanym – to nie było jeszcze moją intencją. Chciałam doświadczyć, jak wygląda życie wewnętrzne, duchowe, bez wchodzenia w relacje damsko-męskie z perspektywą małżeństwa. Potrzebowałam czasu wejścia w głąb – mówi.

Nie chciałam wybierać jednego bukietu

Przez pięć lat przyglądała się różnym charyzmatom. Im więcej poznawała, tym mocniej czuła, że nie potrafi wybrać tylko jednego.

– Stwierdziłam, że wszystko mnie ciągnie, ale cały czas pociąga mnie pełnia. Jeden charyzmat zakonu mi nie wystarczał. Choćby był przepiękny, to było za mało. I ciągle jeszcze to nie było to, czego szukałam – mówi Anna.

W tym czasie poznawała różne drogi wspólnot – neokatechumenalną, Odnowę w Duchu Świętym – przez rozmowy i słuchanie oraz studiowanie ich formacji. Kilka razy w roku od 2000 r. uczestniczyła w rekolekcjach w Centrum Formacji Duchowej: ignacjańskich, lectio divina, kierownictwa duchowego, rekolekcjach w ciszy. Skończyła dwuletnie studia biblijne. Były to lata poszukiwań i słuchania.

W 2007 r. porzuciła pracę głównej księgowej, rozeznając tę decyzję na modlitwie. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl o życiu konsekrowanym przeżywanym w świecie. Anna niewiele wiedziała o tej formie życia. Wiedziała tylko, że istnieje.

Reklama

– Poczułam jednak takie oblubieńcze poruszenie serca, pełne miłości, inaczej niż do tej pory. To było ciekawe doświadczenie. Kiedy zastanawiałam się nad życiem konsekrowanym, podobały mi się różne charyzmaty, ale czułam się tak, jakbym wybierała między jednym bukietem kwiatów a drugim. Wydawało mi się, że będę żałować, jeśli wybiorę jeden z nich.

Bóg zaczął mówić znakami

Przełomem były rekolekcje ignacjańskie w Krakowie. Po ich zakończeniu ks. Krzysztof Wons pozwolił jej zostać od razu na kolejne rekolekcje w ciszy. To właśnie tam, w wolnej decyzji, wybrała drogę życia konsekrowanego.

Miała już wtedy za sobą głęboką formację duchową, sama prowadziła różne rekolekcje ( m.in. lectio divina, charyzmatyczne i rekolekcje dla kobiet). Wiedziała też, że chce żyć w świecie, a nie za murami klasztoru.

Zadzwoniła więc do kierownika duchowego i powiedziała mu o swoim pragnieniu.

– I usłyszałam wtedy: „Przecież tak żyją dziewice konsekrowane” – mówi ze śmiechem. – Nic więcej się nie dowiedziałam, ale poczułam, że moje serce zabiło mocniej. To była pewność w sercu, choć w porównaniu tego, co zdążyłam dowiedzieć się o różnych formach życia konsekrowanego, tu niewiele wiedziałam.

Tego samego dnia pojawiła się kolejna podpowiedź. Zadzwonił znajomy kapłan, który właśnie wrócił z Rzymu. Anna opowiedziała mu o swoim pragnieniu i o tym, że nie wie, gdzie poczytać więcej na temat tego stanu życia.

Reklama

– A on mi odpowiedział: „Jestem już od kilku lat kierownikiem duchowym dziewicy konsekrowanej i mam wszystkie materiały na temat tego stanu życia przetłumaczone z języka włoskiego. Czy wysłać ci je na maila?”. Było to tego samego dnia, kiedy podjęłam decyzję że tak chcę żyć, choć niewiele wiedziałam o takim życiu. Przesłana lektura pochłonęła mnie całkowicie. Miałam wrażenie jakby ktoś pisał o mnie i o tym, jak już żyję – opowiada.

Następnie sprawy potoczyły się szybko – jakby ktoś nimi z góry kierował. Dzień później na spotkaniu z ks. Mariuszem Rosikiem Anna dowiedziała się, że za dwa dni w katedrze ma być konsekrowana pierwsza dziewica archidiecezji wrocławskiej.

– To były takie drobne znaki, które dostawałam. Ale pomyślałam sobie: „Panie Boże, utrudnię Ci dzisiaj sytuację w mówieniu do mnie, czy na pewno mam żyć w świecie jako osoba konsekrowana?”. Miałam w kościele swoje miejsce, w którym zawsze siadałam podczas Mszy św., ale tego dnia usiadłam zupełnie gdzie indziej – uśmiecha się Anna.

I właśnie wtedy ojciec kapucyn, który miał odprawiać Mszę św. powiedział, że szczególnie wita panie, które żyją w świecie jako osoby konsekrowane i siedzą po tej stronie – po czym wskazał dokładnie tam, gdzie ona usiadła.

– Był taki tydzień, gdy Bóg codziennie do mnie mówił – wspomina i dodaje: – Można powiedzieć, że wszystko dostałam do ręki. Nie starałam się, nie szukałam za bardzo, w tym temacie samo wszystko przyszło. Okazało się, że Bóg już doprowadził mnie do tego miejsca decyzji i wprowadził przez wcześniejszą formację w ten sposób przeżywania charyzmatu OV (dziewictwa konsekrowanego) i codzienności.

Pełnia Kościoła

Reklama

Przyszedł czas dalszej formacji. Anna trafiła do o. Jacka Kicińskiego, późniejszego biskupa wrocławskiego. Czytała zalecone jej dokumenty Kościoła. Bp Jacek zaprosił ją również na dwuletnie studia teologiczne życia konsekrowanego. Konsekrację miała w katedrze wrocławskiej 2 lutego 2009 r.

– Bardzo sobie cenię tamten czas, który zbiegł się z moją decyzją. Ale kolejną dobrą rzeczą był całkowity wyjazd z Wrocławia. Wyjechałam wtedy do parafii w Wołczynie, w diecezji kaliskiej, do domu rekolekcyjnego braci kapucynów – opowiada.

To właśnie tam – jak mówi – doświadczała, czym jest pełnia Kościoła. – Nie należałam już do jednej wspólnoty, lecz mogłam zobaczyć parafię z całym jej bogactwem. Był to kontakt z wieloma wspólnotami: Żywym Różańcem, Margaretkami, Ruchem Światło-Życie, wspólnotami dzieci, młodzieży i ministrantów, siostrami zakonnymi, braćmi, młodzieżą franciszkańską, małżeństwami, ubogimi, wspólnotami biblijnymi. Posługiwanie w tej parafii było dla mnie doświadczeniem pełni – podkreśla.

Anna miała za sobą doświadczenie różnych Szkół Nowej Ewangelizacji i rekolekcji w ciszy. W parafii zaczęła więc zakładać nowe wspólnoty i angażować ludzi w ewangelizację.

– Mogłam też dzielić się doświadczeniem mojej drogi biblijnej. Jeździłam do parafii, do których posyłani byli kapłani stamtąd, i tam podejmowałam podobne działania. Prowadziłam rekolekcje dla różnych wspólnot we Wrocławiu. Związałam się też z Fundacją Crown, gdzie spotkałam wspaniałych ludzi – opowiada.

Samotność jest oddechem

Reklama

Dziewice konsekrowane mieszkają z rodzinami, przy klasztorach, razem lub same. Anna zapytana, jak postrzega samotność odpowiada z uśmiechem: – Marzę o samotności i szukam jej świadomie. Ale samotność nie jest tym samym co osamotnienie. To dwie różne rzeczywistości.

Jej zdaniem samotność jest potrzebna również w małżeństwie. – Osoba, która nie potrafi być sama w małżeństwie, bardzo szybko może wejść w kryzys. Osamotnienie natomiast jest bolesne, bo oznacza brak przynależności i oparcia, ale tak naprawdę człowiek nigdy nie jest sam. Nawet teraz, gdy rozmawiamy, obie jesteśmy zanurzone w obecności Boga, bo Bóg wszystko wypełnia. Kiedy piszę ikony, jestem ze świętymi. Nigdy nie czuję się sama – uśmiecha się.

Podkreśla, że bez żywej relacji z Bogiem samotność może stać się doświadczeniem osamotnienia. Dla niej samej jest czymś zupełnie innym. – Samotność jest oddechem. To czas, kiedy mogę nabierać siły, wejść w głębszy kontakt ze sobą i z Bogiem, żeby dobrze być z innymi. Jest takim dobrym, błogosławionym czasem.

Zwraca uwagę, że współczesny świat i technologia niemal nie zostawiają człowiekowi przestrzeni na bycie samemu.

– Trudno być dziś samotnym. Jest telefon, komputer, iPad. Jak tu mówić o samotności? Samotność jest dzisiaj niezwykle trudna, ale w tym sensie, że trudno ją mieć. Ja świadomie odkładam pewne rzeczy, wyłączam urządzenia, żeby być sama. To ból tego świata, że nie ma czasu na samotność, która jest niezbędna do zdrowego rozwoju człowieka.

Reklama

Życie konsekrowane nie oznacza jednak rezygnacji z relacji. – Jezus powiedział, że jesteśmy wezwani do przyjaźni, która jest najpiękniejszą relacją, jaka może być, skoro On sam chce być naszym przyjacielem, Mamy go naśladować, dlatego również w życiu konsekrowanym jesteśmy wezwani do przyjaźni – zauważa. Jeżeli w małżeństwie nie ma przyjaźni, to ono ma dość poważny brak.

Aby bardziej kochać

Czy na drodze dziewictwa konsekrowanego pojawiają się trudności? – Nawet jeżeli człowiek wybiera drogę, która jest dla niego, zawsze może trafić na coś trudnego – mówi Anna.

Dla niej były to m.in. choroby. Bóg ich nie zsyła, ale są w naszym życiu. Kiedyś skręciła nogę i została sama w mieszkaniu z nogą w gipsie. Wtedy niespodziewanie pojawiła się pomoc. – Nagle dzwoni do drzwi sąsiadka, która przyniosła rosół. Ktoś zadzwonił z pytaniem, czy może mnie odwiedzić. To było podobne doświadczenie jak wtedy, gdy Eliaszowi Bóg przysyłał jedzenie – mówi.

Cztery lata temu przeżyła jednak znacznie poważniejszą próbę. Trafiła do szpitala w stanie, który lekarze oceniali jako zagrażający życiu. Był Nowy Rok. Kiedy inni świętowali, Anna usłyszała, że umiera, nie mogła samodzielnie oddychać, była pod aparatem.

– Pomyślałam: „Aha, no to fajnie!”. Byłam po bardzo dobrej spowiedzi, pojednana z Bogiem. Z jednej strony organizm próbował się ratować, a z drugiej nie byłam w stanie nawet samodzielnie oddychać. Tylko leżałam, a każdy oddech sprawiał ból. Ale to też kwestia zmierzenia się z tym, czy ufam Bogu, czy przyjmuję tę rzeczywistość jako moje miejsce spotkania z Nim. Organizm przeżywał ból fizyczny, ale przyszło też doświadczenie Chrystusa, który umiera na krzyżu. Starałam się z Nim łączyć – opowiada.

Reklama

Wtedy po raz kolejny zobaczyła trudność jako przestrzeń spotkania z Bogiem.

Piątego dnia choroby miała szczególne doświadczenie modlitwy. Był piątek. W szpitalu, w czasie pandemii, wszyscy chodzili w maskach i kombinezonach. Anna nie widziała nawet twarzy osób, które się nią zajmowały.

– Trudne było to, że umierałam wśród obcych ludzi, obok dużo ludzi umierało. Ale było też przepiękne doświadczenie tego, jak Bóg się o mnie troszczy. Widziałam Jego niesamowite miłosierdzie także wobec pań leżących ze mną na sali. Było to doświadczenie Boga, który obejmuje swoją miłością każdego człowieka.

Wtedy, modląc się obrazem Chrystusa umierającego na krzyżu, poczuła – jak mówi – Jego oddech.

– Poczułam, jak On tchnie we mnie. To było takie doświadczenie, że wypełnia mnie oddech Boga. Poczułam, że tak naprawdę oddycham tylko dzięki Niemu. Mój oddech zamieniłam w modlitwę – dzieli się Anna.

Następnego dnia lekarze byli zaskoczeni. Jej wyniki laboratoryjne wróciły do normy, choć nie było ku temu powodów. – Można powiedzieć, że przez pięć dni umierałam, a szóstego dnia Bóg stworzył człowieka i tchnął w niego życie – mówi.

W szpitalu spędziła jeszcze trzy tygodnie. Wyszła pod tlenem. – To było doświadczenie, że moje choroby też przyczyniły się do tego, że jestem bliżej Boga. A jeśli coś jest przeżywane z Bogiem, to nawet jeśli jest ogromne cierpienie, jest w tym również pokój. Trudność może stać się miejscem pracy nad sobą albo czymś, co ma nas ukształtować. Patrzę na nią zawsze jak na szansę zmiany, aby bardziej kochać, czyli pełniej być zintegrowaną z Bogiem.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oceń: +6 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

USA: męczennicy z Georgii beatyfikowani

2026-10-31 19:46

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Vatican Media

Pięciu hiszpańskich franciszkanów, którzy ponieśli śmierć w obronie chrześcijańskiej wizji małżeństwa, zostało beatyfikowanych w Savannah. Uroczystości przewodniczył kard. Frank Leo, arcybiskup Toronto i legat papieski. W homilii podkreślił, że także dzisiaj są wartości, dla których warto żyć i umierać.

Pietro da Corpa i jego czterech towarzyszy prowadzili ewangelizację wśród ludności Guale. Zginęli w 1597 roku w różnych stacjach misyjnych na terenie w tamtym czasie hiszpańskiej Florydy. Ponieśli męczeńską śmierć, ponieważ sprzeciwili się temu, by syn miejscowego wodza poślubił drugą żonę.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna za dusze czyśćcowe

[ TEMATY ]

nowenna

dusze czyśćcowe

Adobe Stock

Nowennę za dusze czyśćcowe można odprawiać w dowolnym czasie w celu uproszenia nieba dla nich oraz jakiejś łaski przez ich wstawiennictwo. Można ją odprawić po śmierci bliskiej nam osoby albo w rocznicę jej śmierci. Szczególnie zaleca się odprawienie nowenny przed liturgicznym wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada), wówczas rozpoczynamy ją 24 października.

AUTOR: Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych: wspomozycielki.pl; apdc.wspomozycielki.pl
CZYTAJ DALEJ

Bp Długosz: osiem błogosławieństw to Ewangelia paradoksów

– Jezus przedstawia nam dzisiaj Ewangelię paradoksów – powiedział bp Antoni Długosz. W uroczystość Wszystkich Świętych biskup senior archidiecezji częstochowskiej prowadził na Cmentarzu św. Rocha w Częstochowie procesję z modlitwami za zmarłych, a następnie przewodniczył Mszy św. w Kościele św. Rocha i św. Sebastiana.

W homilii biskup przypomniał, że święci towarzyszą nam na co dzień. – Mówimy o świętych obcowaniu. Oni modlą się w naszych intencjach, prosząc, abyśmy tak jak oni byli wierni przykazaniom Bożym – zauważył.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję