Reklama

Trzeba być eurorealistą

Niedziela warszawska 11/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jeżeli słyszę od człowieka deklarującego, że w Boga nie wierzy,
że będzie rzecznikiem "Invocatio Dei" w konstytucji europejskiej,
to jest to dla mnie jeden wielki fałsz i jeden wielki machiawelizm.

Jan Ośko: - Osiem Episkopatów Centralnej Europy podjęło wspólną inicjatywę, aby przeciwdziałać niekorzystnym tendencjom w Unii Europejskiej. Pomysłodawcą jest kard. Christoph Schönborn. Ksiądz Biskup jest zaangażowany w tą inicjatywę, określaną jako Dzień Środkowoeuropejski.

Reklama

Bp Piotr Jarecki: - Kard. Schönborn został zainspirowany przez Ojca Świętego, który podczas pielgrzymek do Austrii mówił, że ten kraj ze względu na swoje położenie powinien odgrywać rolę mostu w jednoczeniu się Europy.
Osobiście jestem wielkim orędownikiem tej inicjatywy. Przyznam, że od dawna sądziłem, że Kościoły katolickie, zarówno hierarchie i świeccy krajów kandydackich, powinni znaleźć wspólną płaszczyznę, dzięki której zaczną mówić, jeżeli nie jednym, to podobnym głosem. Środkowoeuropejski Dzień Katolików idzie właśnie po tej linii. Obok Austrii jest siedem krajów spoza Unii Europejskiej. Gdy byliśmy w Brukseli, to po raz pierwszy tamtejsi urzędnicy spotkali się z czymś takim, że oto przyjeżdżają przedstawiciele krajów kandydackich i mówią jednym głosem.
Jest to bardzo szeroko zakrojona inicjatywa. Odbędą się wspólne pielgrzymki do sanktuariów maryjnych w poszczególnych krajach. Chodzi o to, aby ukazać Europie, że prawdziwa jedność to nie tylko ekonomia, finanse i polityka w jej różnych wymiarach. Szlaki pielgrzymie też jednoczą, jednoczyły i kształtowały kulturowe oblicze Europy. Kto tego nie dostrzega, albo jest ślepcem, albo ma złą wolę lub z jakichś względów chce fałszować rzeczywistość Europy.
Poza tym każdy kraj przygotuje sympozjum na określony temat.

- W Warszawie odbędzie się sympozjum na temat rolnictwa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Oddałem na ten cel instytucję Tygodnia Społecznego, który co roku organizuje Akcja Katolicka. Sympozjum odbędzie się w 2004 r., od 6 do 9 maja. Zabieramy się do jego organizowania zaraz po zakończeniu tegorocznego Tygodnia, który odbędzie się pod hasłem Demokracja, ale jaka? Myślę, że oprócz spraw merytorycznych dotyczących rolnictwa i kwestii etycznych związanych z położeniem rolnictwa, będą wydarzenia kulturalne oraz oczywiście wspólna modlitwa. Jest to bardzo duże przedsięwzięcie. Uczestniczyć w nim będą delegacje z poszczególnych krajów organizujących Środkdowoeuropejski Dzień Katolików. Będąc w Brukseli poprosiłem o przyjazd pana Fischlera, komisarza Unii ds. rolnictwa, który wstępnie zapowiedział swój przyjazd. Myślę, że udział wezmą nasze uczelnie, może ministerstwo rolnictwa.

- Dlaczego Kościół ma się zajmować akurat sprawami rolnictwa?

Reklama

- Sympozjum nie organizuje sama hierarchia kościelna. Kościół hierarchiczny jest środowiskiem inspirującym podjęcie tego tematu, jednak większość Kościoła stanowią ludzie świeccy, także rolnicy. Kościół powinien namawiać do refleksji nad każdą rzeczywistością, która jest problemem, a rolnictwo jest olbrzymim problemem. Ani w Polsce, ani w Unii Europejskiej nie ma programu uzdrowienia rolnictwa. Wśród krajów piętnastki są różne wizje rolnictwa, jest także wiele nieporozumień, sprzeczności. Sektor ten więc jest wielkim problemem społecznym, strukturalnym, ale przede wszystkim jest to wielki problem ludzki. Nie zapominajmy, że dzisiaj mamy w Polsce blisko 20% ludzi aktywnych zawodowo związanych z rolnictwem. I z tym wejdziemy w struktury Unii Europejskiej, która sama nie ma rozwiązanego problemu rolnictwa. Trzeba zmierzyć się z tym problemem. Daj Boże, byśmy uczynili to owocnie i skutecznie.

- Czy Ksiądz Biskup czuje się Europejczykiem?

- Szczerze powiem, że za często nad tym się nie zastanawiam. Być może jest to dla mnie tak oczywiste, że nie stawiam sobie tego pytania i nie szukam odpowiedzi. Kim mam się czuć, jeżeli nie Europejczykiem? Chociaż muszę powiedzieć, że częściej stawiam sobie inne pytania. Kim jestem jako człowiek? Kim jestem jako chrześcijanin? Kim jestem jako Polak? Ale jeżeli odpowiem sobie na te trzy pytania, integralnie, całościowo to dojdę do szerszego kontekstu - do Europy, do kultury, w której żyje nasza ojczyzna od Chrztu Polski.

- Obecnie Europa odeszła od chrześcijańskich ideałów, Unii Europejskiej nie organizują chrześcijanie.

Reklama

- Pewnie wśród tych organizatorów są i chrześcijanie, bo takich spotkałem, ale są oni niewątpliwie w mniejszości. Powiem szczerze, że mnie troszeczkę denerwują okrągłe określenia typu - że oto twórcami tego projektu na początku byli ludzie inspirujący się wiarą. Tutaj jednym tchem wymienia się chrześcijańskich założycieli de Gaspariego, Schumanna i Adenauera. I to jest prawdą, ale też u początków byli inni ludzie, którzy niekoniecznie wyznawali wiarę chrześcijańską. Inna sprawa, że odpowiedzią na temat początków nie powinniśmy załatwiać całości spraw związanych z ideową inspiracją Unii Europejskiej. Należy zapytać dzisiaj, na ile obecnie widzimy inspiracje wiarą? Ja w niewielkim stopniu widzę kierowanie się chrześcijańskimi zasadami. Kiedy na przykład skonfrontuję warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej - dajmy na to w dziedzinie rolnictwa - z zasadą solidarności i opcji preferencyjnej na rzecz ubogich, fundamentalnymi zasadami nauczania społecznego Kościoła, to ewidentnie widzę zaprzeczenie tych zasad w praktyce Unii Europejskiej. Ktoś może powiedzieć, że wchodzimy w proces dochodzenia do ideału. Można tak powiedzieć, ale oby tak było w rzeczywistości. Czas pokaże. A już wielkim skandalem, wielkim ideologizowaniem rzeczywistości było przemilczenie wartości religijnych, chrześcijańskich w Karcie Praw Podstawowych. Ojciec Święty niedawno mówił na ten temat bardzo zdecydowanie. Powiedział, że uznanie a raczej stwierdzenie wielkiej roli wiary, wartości i zasad chrześcijańskich w kształtowaniu Europy nie przeszkadza w uznaniu dobrze rozumianej świeckości instytucji doczesnych. Jeżeli tego nie uznamy, Unia Europejska może ulec niestety tendencjom sekciarskiego integryzmu albo ideologicznego laicyzmu. Dodatkowo członkowie Konwentu i urzędnicy w Brukseli bronią sięprzed wprowadzeniem do preambuły konstytucji odniesienia do imienia Pana Boga. Dzisiaj niestety są złe tendencje. One nie dają się pogodzić z chrześcijańską wizją człowieka i społeczeństwa.

- Nawet gdyby wprowadzono "Invocatio Dei" jeszcze nie oznacza to, że całe prawo europejskie byłoby zgodne z wartościami chrześcijańskimi.

- Samo Invocatio Dei oczywiście sprawy nie załatwia. Wręcz odwrotnie, może szkodzić, jeżeli duch całego dokumentu zaprzecza podstawowym wartościom i zasadom wyprowadzonym z wiary, to lepiej żeby tego Invocatio Dei nie było.
Zapis o Bogu w konstytucji, tak jak rozumieją go chrześcijanie, ma sens. Bo jeżeli Bóg jest podstawą sprawiedliwości, nie jest to jakaś mętna, nie mająca fundamentów sprawiedliwość. Kościół katolicki jest przekonany i wyraża to w swoim nauczaniu społecznym, że wartości, zasady, prawa nie mające ostatecznego, pozaziemskiego i ponadludzkiego fundamentu stają się względne, poddają się łatwo manipulacji. Pozostają czystą grą słów i nie wpływają na rzeczywistość społeczną. Są wzniosłą teorią, ale nie stają się życiem. Bardzo przekonuje mnie nowa propozycja Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej odnośnie do Invocatio Dei. Sądzę, że jest ona lepsza od formuły zawartej w polskiej konstytucji. Brzmi ona: "uznając granice władzy ludzkiej; z myślą o kulturalnym, religijnym i humanistycznym dziedzictwie Europy; świadomi odpowiedzialności przed Bogiem, człowiekiem i dziełem stworzenia...".

Reklama

- Kardynał Schönborn podczas pobytu w Warszawie stwierdził, że nie należy Unii traktować jak Królestwa Niebieskiego.

- Też tak to rozumiem. Kard. Schönborn apelował o realizm. Jeżeli ktoś szukałby w Unii Europejskiej idealnych rozwiązań i to jeszcze inspirowanych jakimś kluczem wiary chrześcijańskiej, to oczywiście tego nie znajdzie. Unia Europejska oczywiście nie jest Królestwem Bożym. Żadna rzeczywistość ziemska nie jest i nie będzie idealna. Natomiast to nie oznacza, że jakiś kraj, nawet najpotężniejszy, może w dzisiejszej sytuacji zglobalizowanego świata powiedzieć: nie chcę mieć nic wspólnego z innymi, z nowymi strukturami, idę przez dzieje zupełnie sam. Patrzę realistycznie na Unię Europejską, dostrzegając zagrożenia sekularyzmu, materializmu, hedonizmu itd. Jednak uważam, że powinniśmy do Unii Europejskiej wejść i ożywić ją wartościami, w które wierzymy. Jeżeli wierzymy to pokażmy jak wierzymy i jak te wartości wprowadzamy w życie. Jeżeli nas tam nie będzie, to skażemy się na sytuację krajów kolonizowanych. Z drugiej strony nie możemy patrzeć na Unię Europejską tylko i wyłącznie w kategorii zagrożenia. Przecież od tej rzeczywistości także możemy się czegoś nauczyć. Porównajmy choćby prawne zabezpieczenia ludzi bezrobotnych u nas i tam.

- Rozumiem, że Ksiądz Biskup będzie głosował - tak - w zbliżającym się referendum.

Reklama

- W końcu trzeba powiedzieć albo tak, albo nie. Na tak postawione pytanie odpowiadam: Byłbym nieopowiedzianym, bałbym się i źle bym się czuł, gdybym odpowiedział - nie. Z całą świadomością złożoności sytuacji, może i czyhających zagrożeń, z bólem serca spowodowanym negatywnymi tendencjami w Europie powinienem odpowiedzieć: "tak". Natomiast gdybym powiedział - nie - to co dalej? Gdy powiem - tak - wezmę na siebie i na nas jeszcze większe zobowiązanie, ale przecież także jakąś nadzieję. Wypływa ona z szansy dopominania się o podmiotowe traktowanie Polski w Unii Europejskiej i ze strukturalnej szansy bycia traktowanym podmiotowo. Myślę, że bardzo pouczającą lekcję mieliśmy w tym względzie w reakcji na niestosowne zachowanie prezydenta Francji.

- Czy faktycznie możemy przyczynić się do rechrystianizacji Europy?

Reklama

- Użyte przez Pana określenie jest często krytykowane. Tak naprawdę rechrystianizacja Europy nie jest możliwa, nie jest też pewnie wskazana. Nie jest możliwy powrót do przeszłości, jak też nie można na nowo przywrócić takich kształtów cywilizacyjnych, kulturowych, jakie miała Europa w przeszłości. Chodzi natomiast o uznanie wartości wyprowadzonych z wiary chrześcijańskiej, stworzenie im właściwego klimatu kulturowego i inspirowanie się nimi w rozwiązaniach instytucjonalnych. Gdy ostatnio byłem w Brukseli, poszedłem do kaplicy, która nazywa się Kaplicą Europejską i posłuchałem tego, co mają do powiedzenia i zaoferowania odpowiedzialni za tę kaplicę. Pomyślałem sobie, że potrzeba byłoby tam kilku sztandarowych polskich duszpasterzy i polskiego stylu duszpasterstwa. Potrzeba jasnego mówienia - bez kompleksów o Osobie Chrystusa, o Jego nauce, o tym, że jest On jedyną nadzieją, szansą dla człowieka i jedynym ratunkiem człowieka, także w Unii Europejskiej, także w nowoczesnej Brukseli. To przecież nie ekumenizm jest pierwszy, i nie kulturalne konsekwencje wiary są pierwsze - ale prawda zbawcza! W jej głoszeniu Kościoła nikt nie zastąpi! Trzeba po prostu głosić Ewangelię. Trzeba dobrze organizować liturgię - nie improwizować w lichym stylu, trzeba spowiadać, szafować inne sakramenty i przygotowywać do nich, pukać w porę i nie w porę, organizować rekolekcje i zapraszać na nie ludzi. Same tylko konferencje i zorganizowane po nich rauty to tak naprawdę peryferia duszpasterskiej misji Kościoła.

- Aby nawracać mieszkańców Europy nie trzeba wchodzić do Unii Europejskiej.

Reklama

- Proszę nie rozumieć mych słów w tym sensie, że oto kilku polskich duszpasterzy z prawdziwego zdarzenia przywróci Unii Europejskiej jej zagubioną chrześcijańską duszę. Na zachodzie Europy dostrzegam coraz częściej jakieś egzystencjalne znudzenie, brak entuzjazmu, zapału. Widać to też w duszpasterstwie. I dlatego w tym względzie mamy czym ubogacić Europę Zachodnią. Powrócę do tego, co mówiłem poprzednio. Kiedy wejdziemy w europejskie struktury, przedstawiciele Polski będą zasiadać proporcjonalnie w ciałach politycznych, które nadają ton rzeczywistości. Czy Polacy będą się dobrze czuli słuchając jedynie tego, co mają do powiedzenia kraje piętnastki? Dużo lepiej się poczujemy, gdy zaczniemy uczestniczyć w debacie i przedkładać swoje argumenty. Będziemy podmiotowo traktowani. Każdy człowiek chce być podmiotowo traktowany, tak samo jest w przypadku narodu i państwa. A w dzisiejszej sytuacji powiązań i zależności trzeba nauczyć się wchodzić w trudną debatę i walczyć w niej o swoje prawa z przeświadczeniem, że czasy dyktatu jednej ze stron dawno się skończyły i że niepodobna w całości osiągnąć swoich żądań. Problem polega jednak na tym, kogo wprowadzimy do Parlamentu Europejskiego. Kto będzie reprezentował w instytucjach Unii Europejskiej katolicką Polskę? Odpowiedź jest złożona i nie zawsze napawa radością i nadzieją.

- Nie mamy jednak takich gwarancji jak Irlandia i Malta, że w sprawach moralności będziemy sami decydować.

- To jest według mnie złożona kwestia. Osobiście nie jestem tak bardzo przekonany, czy stosując w Polsce demokratyczną metodę, wszystkie prawa dotyczące sfery moralnej będą postawione we właściwy sposób. Nie można mieć takiej pewności. Czy nie możemy sobie wyobrazić takiej sytuacji, że w przyszłości, to właśnie prawo europejskie może ochronić nas przed złym prawem polskim? Mogę sobie to wyobrazić. Kij ma zawsze dwa końce. Nawet zastrzeżenie tych spraw do wyłączności prawa polskiego nie rozwiąże tych problemów. Osobiście upatrywałbym poprawę sytuacji na innej drodze: nacisku, przekonywania, swoistego lobbingu środowisk katolickich, krajów z większością ludzi wierzących, aby ustawodawstwo europejskie respektowało podstawowe prawdy dotyczące człowieka i społeczeństwa. W przeciwnym wypadku będziemy mieli do czynienia z sytuacją "wysepki wierności" na "oceanie zakwestionowania". Na płaszczyźnie kulturowej takiej konfrontacji wygrać nie sposób! Katolicka społeczność krajów członkowskich Unii Europejskiej i krajów kandydujących powinna głośniej dopominać się o prawdę, powinna o nią walczyć! Pasterze wraz z wiernymi.
Przykre było dla mnie to, że takie kwestie jak obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci czy Invocatio Dei były politycznie rozgrywane, manipulowane. Jeżeli słyszę od człowieka deklarującego, że w Boga nie wierzy, że będzie rzecznikiem Invocatio Dei w konstytucji europejskiej, to jest to dla mnie jeden wielki fałsz i jeden wielki machiawelizm. To bardzo smutne. Człowiek, który nie wierzy, powinien jasno powiedzieć: Będę się sprzeciwiał takim zapisom w konstytucji. Jak można popierać coś, czego istnienia w ogóle się nie uznaje!? Nie możemy dopuścić do tego, aby polityka przerodziła się w sztukę udawania!

- Dziękuję za rozmowę.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Patron Dziennikarzy - św. Franciszek Salezy

Niedziela rzeszowska 5/2003

commons.wikimedia.org

Św. Franciszek Salezy

Św. Franciszek Salezy
24 stycznia dziennikarze czcili swojego patrona św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła. W tym roku, w naszej diecezji wspomnienie to miało szczególne znaczenie, ze względu na obchody 100- lecia pobytu w Jaśle, Sióstr Wizytek, zakonu kontemplacyjnego Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Zakon ten został założony właśnie przez tego Świętego. Na jubileusz ten nakłada się okrągła rocznica 400-lecia sakry biskupiej św. Franciszka Salezego. Akt ten miał miejsce 8 grudnia 1602 r. Jest więc okazja, by przypomnieć tą wspaniałą postać, polecając jego opiece wszystkich tych, którzy służą słowem pisanym, mówionym w radio i w telewizji. Św. Franciszek Salezy urodził się 23 sierpnia 1567 r. w rodzinnym zamku w Thorens, niedaleko Annecy we Francji. Ojciec planował dla syna wielką karierę. Zapewnił mu znakomite wykształcenie, najpierw w Annecy, potem w Paryżu i w Padwie. Po uzyskaniu na Uniwersytecie w Padwie doktoratu z zakresu prawa cywilnego i kanonicznego Franciszek powrócił do domu. Ojciec chciał, żeby został adwokatem i członkiem Senatu w Chambery. Upatrzył już nawet dla niego narzeczoną. Franciszek jednak, niemal wbrew ojcu, postanowił zostać kapłanem. Do swoich studiów prawniczych i literackich dołączył teologię. Kiedy otrzymał godność dziekana Kapituły Kanoników w Genewie, ojciec zgodził się z jego planami. Franciszek przyjął święcenia kapłańskie 18 grudnia 1593 r. Prawie rok później, 14 września 1594 r., biskup Genewy de Grenier wysłał go - młodego kapłana w okolice Chabalais. Ks. Franciszkowi towarzyszył jego krewny, kanonik Louis de Sales. Mieli oni tam, w okolicach jeziora Leman, odnowić wiarę katolicką. Obszar ten, bowiem został podbity w 1536 r. przez protestanckich Berneńczyków. Potem został zwrócony księciu Sabaudii. Pośród uprzedzeń, przeciwności i opozycji ks. Franciszek Salezy rozpoczął swą misję, która wytyczyła odtąd kierunek jego życia. Swoją modlitwą, pokutą, nauczaniem i pisarstwem potrafił on nawrócić do Kościoła katolickiego cały ten region. Swoją duchowość oparł na trzech znaczących pojęciach: "pobożność, miłość i miłosierdzie". Streszczają one całą rzeczywistość życia wewnętrznego, wyrażające: świętość, pobożność, pietyzm, miłość, doskonałość i doświadczenie Boga. 8 grudnia 1602 r. Franciszek Salezy otrzymał sakrę biskupią w Thorens. Przez następne 20 lat jako gorliwy pasterz dokładał wszelkich starań, aby odrodzić wiarę w Kościele w duchu reform Soboru Trydenckiego. Jego działalność sięgała poza Sabaudię. Był uznanym kaznodzieją w Paryżu, Chambéry i w Dijon. W tym ostatnim mieście, będącym stolicą Burgundii poznał baronową Joannę de Chantal, z którą 6 czerwca 1608 r. założył Zakon Nawiedzenia Maryi Panny. Zakon ten został zatwierdzony jako żyjący we wspólnocie, kontemplacyjny. Mogły do niego wstępować również wdowy, pragnące poświęcić się życiu zakonnemu, których nie mogły przyjmować inne zakony. Jako biskup, Franciszek Salezy troszczył się zarówno o bogatych, jak i o biednych. Ci ostatni mieli u niego szczególne względy. Franciszek głosił nie tylko kazania, ale prowadził także obfitą korespondencję. W 1608 r. napisał, z myślą o ludziach świeckich, dzieło Filotea - Wstęp do życia pobożnego. W 1616 r. napisał drugie dzieło - Traktat o miłości Bożej. To dzieło skierowane było przede wszystkim do zakonników i duchownych. Obydwie pozycje należą do klasyki duchowości. Franciszek Salezy zmarł 28 grudnia 1622 r. w Klasztorze Sióstr Wizytek w Lyonie. Proces beatyfikacyjny wszczęto w 1661 r., kanonizacja odbyła się 19 kwietnia 1665 r. Aktu tego dokonał papież Aleksander VII. Papież Pius IX ogłosił św. Franciszka Salezego doktorem Kościoła 16 listopada 1877 r.
CZYTAJ DALEJ

Rozważania na niedzielę: Odnaleziono zaginiony obraz w naszej parafii

2026-01-23 10:29

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Mat.prasowy

W minionym tygodniu w naszej diecezji odnaleziono poszukiwany od 80 lat - obraz Józefa Mehoffera. Wisiał… w miejscu, którego nikt by nie podejrzewał. I kiedy na niego patrzę, widzę coś więcej niż historię sztuki. Widzę Ewangelię.

Na płótnie: Powstanie Warszawskie, mrok, cierpienie i dramat. A jednak – snop światła, Archanioł Michał i znak, że ostatnie słowo należy do Boga. I dokładnie o tym jest dzisiejsza Ewangelia: Jezus nie wybiera bezpiecznych dróg. Idzie do ziemi Zabulona i Neftalego – do miejsca najbardziej napiętego, poranionego, pogmatwanego. Bo On zawsze wchodzi w to, co w nas najsłabsze.
CZYTAJ DALEJ

Wigilia Niedzieli Słowa Bożego

2026-01-24 23:59

Marzena Cyfert

Panel dyskusyjny z udziałem red. Marcina Jakimowicza i ks. prof. Mariusza Rosika

Panel dyskusyjny z udziałem red. Marcina Jakimowicza i ks. prof. Mariusza Rosika

Gośćmi wieczoru przygotowującego do Niedzieli Słowa Bożego byli red. Marcin Jakimowicz oraz oraz ks. prof. Mariusz Rosik, którzy podczas dyskusji panelowej mówili o roli słowa Bożego w życiu osobistym i wspólnotowym.

Wieczór odbył się w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego i zgromadził słuchaczy Kręgów Biblijnych, członków wspólnot parafialnych (księży, moderatorów, animatorów) i wszystkich, którym bliskie jest słowo Boże.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję