Pan Jezus dość często używa zwrotu: obłudnicy. To określenie ludzi nieszczerych, którzy inaczej mówią, inaczej czynią i inaczej się zachowują. Tak było za czasów Jezusa, ale i dzisiaj mamy do czynienia z obłudą, w dodatku bardzo wyrafinowaną. Obłudę można obserwować w życiu codziennym. Obłudnikiem może być mąż wobec żony i odwrotnie, obłudnikiem może być sąsiad, kolega z pracy. Ludzie udają życzliwych, przyjaznych, a za plecami mówią zupełnie coś innego. Nierzadko dowiadujemy się, że ktoś wyrażał się o nas w sposób nieprzyjazny, psuł naszą dobrą opinię. Są ludzie, którzy czynią to w sposób precyzyjny, dokładny – znam takich, którzy niejako zawodowo zajmują się tym, żeby komuś zaszkodzić. Zresztą mówi się nawet, że są jakieś specjalne instytuty kłamstwa, które trudnią się tylko tym, żeby komuś urobić taką czy inną opinię. Niekiedy przykładem może być szeroko pojęta reklama, oparta na tzw. filozofii pozoru, w pięknym opakowaniu. I zdarza się np., że polski produkt, który nie ma efektownego opakowania, leży na półkach, a klienci kupują towary zapakowane w kolorowe pudełeczko, mimo że towar wewnątrz jest gorszy jakościowo.
Reklama
Podobnie dzieje się w życiu. Wielu ludziom udaje się pokazać siebie „w dobrym opakowaniu”, czyli stworzyć pozory swej wspaniałości, pobożności, uczciwości, a w rzeczywistości są osobami, które Pan Jezus określa jako drapieżne wilki. Jednak dzięki pięknemu image’owi docierają oni do ważnych stanowisk, osiągają sławę i płynące z tego korzyści – i sami wierzą, że są tacy wspaniali, szlachetni i mądrzy.
Obłudę zauważamy też w życiu politycznym. Słynna maksyma Machiavellego: „Cel uświęca środki”, jest bardzo często obecna w polityce. Najważniejsze to wygrać wybory i zabłysnąć. Ludzie, którzy mają przełożenie na media, mają dziś przewagę. Dlatego mówi się, że media są obecnie pierwszą władzą. Potwierdza to także nieustanny bój o media toczony przez tych, którzy wygrywają wybory. Zwracam też uwagę na to, że politycy często również udają bardzo pobożnych, zaprzyjaźnionych z ludźmi Kościoła. Tymczasem popatrzmy choćby na głosowanie w obecnym parlamencie nad obroną życia nienarodzonych dzieci – było nie było, wśród wierzących polityków. Albo zwróćmy uwagę na to, że ktoś wobec społeczeństwa udaje katolika, a jego życie prywatne idzie w innym kierunku. Dlatego Pan Jezus poucza: Jeżeli się modlisz, idź do swojej izdebki i nie pokazuj wszem i wobec, że jesteś taki pobożny (por. Mt 6, 5-6).
My, chrześcijanie, musimy być ludźmi prawdy! Zwłaszcza wtedy, gdy od nas ma zależeć los drugiego człowieka.
Z ks. Fortunatem Di Noto – nazywanym pogromcą pedofilów – rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Gdy mówię ks. Di Noto o nakręconym w Polsce filmie z kilkoma świadectwami ofiar nadużyć seksualnych kapłanów, który jest oglądany przez miliony ludzi, ten sycylijski ksiądz nie kryje oburzenia. Od 30 lat walczy z pedofilią i pedopornografią, ale jego doniesienia nie interesują mediów. – Wie Pan, że od początku tego roku do dziś założone przeze mnie Stowarzyszenie Meter zasygnalizowało policji pocztowej 5 826 458 zdjęć pedopornograficznych i 102 630 dziecięcych filmów porno? Aby wyprodukować ten materiał pedopornograficzny, potrzeba miliona dzieci, których nikt nie bierze w obronę – mówi kapłan. A przecież za tym gigantycznym biznesem – chodzi o miliardy dolarów – nie stoi Kościół, tylko lobby pedofilskie i organizacje przestępcze, które działają za przyzwoleniem gigantów sieci. – Istnieje powszechna bezkarność, a odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim na gigantach internetowych – dodaje. Na zakończenie naszej rozmowy, wracając do filmu, ks. Di Noto wyznaje: – Ja też zebrałem 6 świadectw osób, które były wykorzystywane seksualnie w dzieciństwie. Szukałem wydawcy, który by je opublikował, ale nikt nie był zainteresowany: nadużycia popełniane przez niekapłanów nie są interesujące. Oto obłuda świata!
Szósty dzień zapowiadał się na bardzo intensywny. Widać było, że na pielgrzymów czeka trudny odcinek drogi. Rzeczywistość okazała się prawie inna, a na końcu padały słowa: “Jak było pięknie”.
Pierwsza część drogi przebiegała przez trzy miejscowości połączone ze sobą. W Gubbio znajduje się wiele kościołów, ale na trasie był tylko jeden, taki przy wejściu do parku. Widać, że miał swoją piękną historię, a jest także odwiedzany przez pielgrzymujących do Asyżu, o czym świadczą wpisy w księdze pamiątkowej. Zasadniczo mapa wskazywała, że nic szczególnego w tej części drogi nie miało być. W zasadzie nie było, oprócz tego, że na jednym wzniesieniu obok drzewa wisiała kartka w języku angielskim, aby w razie chęci na kawę, czy wodę zadzwonić w dzwonek. Mając świadomość drogi i dalszej leśnej drogi, nie było lepszej opcji jak skorzystać. Młody Włoch, prowadzący w tym miejscu dom agroturystyczny, z radością przygotował kawę, która dodała energii na dalszą drogę- ostro w górę. Na trasie, już poza cywilizacją, znajdował się Erem San Pietro in Vigneto. To było na 16 km. Bardzo piękne i gościnne miejsce, gdzie służbę dla pielgrzymów odbywają wolontariusze. Szef, pan Benedetto, na starcie częstuje zimną wodą i espresso. A w tym miejscu odpoczynku można było spotkać innych pielgrzymów m.in. z Chorwacji. Zaskoczyło mnie bardzo, gdy usłyszałem łamany język polski. Była to siostra zakonna, która wraz z grupą włoską podąża także do Asyżu. (Jeżeli dobrze zrozumiałem). Po krótkim odpoczynku przyszła pora na ostatni etap. Najtrudniejszy, ale bardzo malowniczy. Jezioro di Valfabbrica dodawało uroku pięknym, górskim widokom. Minusem było to, że ¾ tego etapu szło się ostro w górę. Pod koniec drogi czekała mnie miła niespodzianka. Wyczerpany kilkoma kilometrami w górę, nagle dotarłem do zabudowań. Starsze małżeństwo zaczęło machać do mnie, żebym usiadł i odpoczął. Skorzystałem z tego zaproszenia. Niestety niefortunnie promienie słoneczne, a było w tym momencie tylko 31 stopni, zaczęły nagrzewać moją sutannę, lecz udało mi się wygospodarować kawałek cienia pod parasolem. Pani gospodyni zaproponowała tradycyjną włoską kawę, z domu słychać było intro “Mody na sukces”, gospodarz wskazał mi źródełko z chłodną wodą dla pielgrzymów. Dowiedziałem się, że w ich parafii posługuje ksiądz z Polski, ksiądz Krzysztof i, że bardzo tego kapłana szanują, wręcz kochają. Miło słyszeć takie słowa. Nie można też nadużywać gościnności, więc po wypiciu kawy i krótkiej rozmowie poszedłem dalej, w górę, kończąc ten etap drogi. Na zakończenie dnia Eucharystia. Asyż coraz bliżej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.