Reklama

Podatek podatkowi nierówny

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zabrania się zabraniać!” – głosiły hasła wypisywane przez studentów i licealistów w 1968 roku na murach miast amerykańskich i europejskich. Był to wyraźny sygnał początku upadku szkolnictwa humanistycznego na Zachodzie, podminowanego już wtedy przez marksistowskie wpływy. Historia i socjologia nie znają społeczności ludzkiej obywającej się bez władzy. Poza tym to anarchistyczne hasło kryło w sobie ukrytą sugestię, że jednak jakaś władza może „zabronić zabraniać”... Nie dopowiadało już, jakiej to władzy przysługiwałby ten tajny przywilej... Dzisiaj odpowiednikiem tamtej głupoty – która rozpełzła się w miarę, jak ówcześni studenci i licealiści stawali się urzędnikami, nauczycielami, merami, burmistrzami, ministrami, artystami itd. – jest podpierane filozoficzną tandetą, dość popularne przekonanie, że nie ma prawdy, że prawd jest tyle, ile ludzi, że każdy ma swoją prawdę, krótko mówiąc, że nie ma prawdy obiektywnej. Jakież pole do szalbierstw! Ale i to twierdzenie ma swą słabiznę: jeśli nie ma prawdy obiektywnej – czy jest ono prawdziwe?

Reklama

Niewątpliwie prawdziwe są podatki i przymus ich płacenia. Wystarczy się o tym przekonać, nie płacąc albo zwlekając z zapłatą. Przymus ten jest tak wielki, że nawet większy od... demokratycznej woli większości, przekładającej się przecież na suwerenność państwową, przynajmniej według ideologów państwa demokratycznego. Bo okazuje się, że w zachodnich demokracjach dopuszczone są w pewnych sprawach „ogólnokrajowe referenda”, jako najwyższa demokratyczna forma podejmowania decyzji, ale z wyłączeniem decyzji podatkowych. Nasza konstytucja w art. 125 stanowi, że „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe”. Przeprowadzono je nawet w związku z akcesem Polski do UE, z dość mierną frekwencją. Czy jednak sprawy podatkowe – ich ilość i wymiar – są mniej ważne od naszego udziału w UE, w tej czy innej organizacji, która dziś jest, jutro może jej nie być? A podatki, jak wiadomo, trzeba płacić aż do śmierci.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tymczasem nie znam „demokratycznego państwa prawa”, w którym przeprowadzono by kiedykolwiek referendum dotyczące podatków! Zdarzyło się to bodaj raz w maleńkiej Szwajcarii, a i tam referendum takie miało bardzo ograniczony zakres. Jakaś tajemnicza, niewidzialna ręka – bynajmniej nie wolnego rynku, ale chyba demokratycznej władzy czy konkretniej: establishmentu politycznego jako potężnej, osobnej grupy interesu i nacisku – nie dopuszcza do takich demokratycznych herezji. Zabrania się zabraniać demokratycznym władzom wykluczenia referendum ogólnokrajowego (jako najwyższej formy demokratycznego decydowania) w sprawach podatkowych?

Na to wygląda, ale kto właściwie zabrania?

Oto jest pytanie!

Reklama

Na szczęście możemy o tym rozmawiać i sądzę, że poddanie pod referendum ogólnokrajowe pytania o zasadność i celowość podatku dochodowego nie byłoby głupie. Jest on jednym z wielu, jakie płacimy (VAT, akcyza, cła, podatek od spadkobrania, podatek gruntowy – też są formą podatku), ale chyba najbardziej bezsensowny, a nawet szkodliwy. Podatek dochodowy pobierany jest „od dochodu”, czyli od różnicy między przychodem obywatela a kosztami uzyskania tego przychodu. Niesie to za sobą poważne konsekwencje dla obywatela: jest on w pozycji oskarżonego, podejrzewanego o malwersacje i musi udowadniać organom skarbowym swą niewinność w postaci drobiazgowej dokumentacji swych przychodów i kosztów ich uzyskania. Nie ma tego domniemania winy w przypadkach podatków konsumpcyjnych (VAT, akcyza). To domniemanie winy – zauważmy – wynika z samej konstrukcji podatku dochodowego. Jest ono nie tylko uciążliwe dla obywatela (obowiązek gromadzenia i przechowywania dokumentacji), ale umożliwia osobom postronnym (urzędnikom fiskusa) kontrolę nad obywatelem, kontrolę, która może być, i bywa, wykorzystywana w innych celach...

Jeszcze większą wadą podatku dochodowego jest jego demotywacyjna rola: obywatelowi nie opłaca się osiągać dochodu powyżej pewnej granicy, poza którą jego wysiłek (praca fizyczna czy umysłowa), wyrażony w zarobionych pieniądzach, konfiskowany jest przez fiskusa. Trudno oprzeć się refleksji, że stanowi on swoistą karę za przedsiębiorczość, inicjatywę, pracowitość. Szczególnie widoczna jest ta rola w przypadku progresywnego podatku dochodowego, przy którym wraz ze wzrostem dochodu wzrasta jego procentowa stawka! Zazdrość, „choroba czerwonych oczu” – jak mawiają Chińczycy – przy pomocy której wszelkiej maści lewica (od komunistów przez socjaldemokratów, socjalistów, po chadecję, często zwasaliowaną dziś ideowo przez marksistów), szczując biedniejszych na bogatszych, posługuje się chętnie „argumentem”, jakoby było „niesprawiedliwe” zastąpienie progresywnego podatku dochodowego – dochodowym podatkiem liniowym (jednolita stawka procentowa, bez względu na poziom dochodu). Dlaczego biedny ma płacić tyle samo procent, co bogaty? – pytają demagogicznie lewicowi politrucy. (Widać nie znają Chrystusowej przypowieści robotnikach w winnicy!). Tymczasem przy liniowej formie podatku dochodowego – od wyższego dochodu płacony jest większy podatek (X procent od miliona dochodu to więcej niż X procent od 100 tysięcy) – nie ma mowy o niesprawiedliwości. A przecież podatki powinny być sprawiedliwe, jeśli już są nieodłączne od każdej władzy, w każdej sytuacji społecznej i historycznej, zawsze. (Cesarzowi trzeba oddać, co cesarskie, ale nie znaczy to, by ów „cesarz” był najwyższym arbitrem sprawiedliwości: jest Ktoś ponad nim i sprawiedliwość cesarska podlega wyższej ocenie moralnej). Państwo, mające zawsze monopol na przymus (konkurentem dla państwa są mafie lub zagraniczne tajne służby), w tym na przymus fiskalny, musi być zarazem – ono też – kontrolowane w stosowaniu tego przymusu, którego podatek dochodowy wydaje się zbędnym nadużywaniem. Są przecież inne, możliwe formy opodatkowania, bardziej sprawiedliwe i celowe, np. zryczałtowany podatek osobisty (dawne „pogłówne” czy podatek od wielkości posiadanego gruntu).

Czy szkodliwy, bezsensowny i niesprawiedliwy podatek dochodowy stanie się kiedyś przedmiotem ogólnonarodowego referendum? Chcieć to móc – powiada przysłowie. Lecz w „Weselu” Wyspiańskiego kto to powiada: „Ale uny nie chcą chcieć!”? (choćby to byli i katolicy oficjalnie wyznający sprawiedliwość).

2022-01-25 11:45

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

125 lat krzyża na Giewoncie

2026-07-09 10:18

[ TEMATY ]

Giewont

Agata Kowalska

Dokładnie 125 lat temu, 9 lipca 1901 roku, na tatrzańskim Giewoncie (1895 m n.p.m.) stanął krzyż. Inicjatorem przedsięwzięcia był był ówczesny proboszcz Zakopanego ks. Kazimierz Kaszelewski. Metalowy krzyż, który miał stanąć na Giewoncie zamówiono w fabryce Góreckiego w Krakowie, a pod Tatry przywieziono go koleją.

Przed wyekspediowaniem metalowych elementów z Krakowa do Zakopanego, krzyż zmontowano na terenie Zakładu Artystyczno-Ślusarskiego J. Goreckiego i Spółki w Krakowie, przy ul. Św. Wawrzyńca 26. Został on wówczas po raz pierwszy sfotografowany, a do montażu monumentu przystąpiono 13 czerwca 1901 r.
CZYTAJ DALEJ

Obiad z Papieżem dla ubogich. Chodzi o coś więcej niż posiłek

2026-07-09 15:36

[ TEMATY ]

ubodzy

Leon XIV

Vatican Media

Nie chodzi tylko o wspólny posiłek, ale o doświadczenie przyjaźni, bliskości i godności – podkreśla w rozmowie z Vatican News Donatella Parisi z Centrum Wyższej Formacji Laudato si'. W sobotę 11 lipca Leon XIV zasiądzie w Castel Gandolfo do stołu z około 200 osobami ubogimi, uchodźcami i innymi osobami znajdującymi się w trudnej sytuacji życiowej z diecezji rzymskiej.

W inicjatywie wezmą udział migranci, osoby ubogie, uchodźcy, samotne matki z dziećmi oraz ludzie doświadczający różnych form wykluczenia społecznego. Program rozpocznie Eucharystia, której będzie przewodniczył kard. Fabio Baggio. Następnie uczestnicy spotkają się przy wspólnym śniadaniu, zwiedzą Borgo Laudato si’ z przewodnikiem, a kulminacyjnym momentem dnia będzie wspólny obiad z Ojcem Świętym.
CZYTAJ DALEJ

Ponad 4500 katechetów straciło pracę. Dane MEN potwierdzają skalę zwolnień po ograniczeniu lekcji religii

2026-07-09 18:29

[ TEMATY ]

katecheci

MEN

zwolnienia z pracy

Adobe Stock

Minister Edukacji Barbara Nowacka przyznała w odpowiedzi skierowanej do Rzecznika Praw Obywatelskich, że po wejściu w życie rozporządzenia z 17 stycznia 2025 r., ograniczającego liczbę godzin religii z dwóch do jednej tygodniowo, w roku szkolnym 2025/2026 pracę straciło 4515 nauczycieli religii. Dane wynikają z Systemu Informacji Oświatowej i zostały przekazane Rzecznikowi Praw Obywatelskich.

Według Ministerstwa liczba nauczycieli religii spadła z 27 393 do 22 876, czyli o około 16,5 proc.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję