Reklama

Turystyka

Intrygująca Gujana

Ten jeden z najbiedniejszych krajów Ameryki Południowej ma szansę dzięki odkrytym złożom ropy stać się nowym El Dorado. Czy jednak nie ucierpi na tym jego naturalne piękno?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na zajęciach ze studentami z wydziału dziennikarstwa podniosłem zbyt wysoko poprzeczkę, stawiając setkę słuchaczy w niezręcznej sytuacji. Nie do końca potrafili zlokalizować i odróżnić trzy Gujany na porośniętym wilgotnym lasem tropikalnym kontynencie południowoamerykańskim. Sprawiłem jeszcze większy kłopot, kiedy zapytałem o Gwineę, Gwineę Bissau, Gwineę Równikową oraz Nową Gwineę.

Dzisiaj wracam myślami do Gujany, nazwanej przez zapomniane już plemiona Ziemią Wielu Wód z powodu dużej liczby rzek, które przecinają ten cały egzotyczny kraj pokryty pierwotną puszczą. W byłej kolonii brytyjskiej, skarbnicy kolonialnej architektury, można spotkać przeważnie potomków afrykańskich niewolników, dominujących Hindusów, sprowadzonych po zniesieniu niewolnictwa do pracy na plantacjach, imigrantów z Europy, Karaibów oraz niedobitki rdzennej ludności tubylczej. Arkady Fiedler pisał o szczęśliwych Indianach, ja pół wieku temu zdążyłem jeszcze spotkać takich ostatnich, nielicznych, ale dzisiaj już ich nie ma. Obecnie pozostało niewiele „nieodkrytych” miejsc, gdzie turyści wciąż jeszcze stanowią rzadkość. Mniejsza o jedną trzecią od Polski, zamieszkała przez niespełna milion mieszkańców, Gujana poza jeszcze nie do końca poznaną, nieskazitelną tropikalną przyrodą nie ma tak naprawdę nic więcej do zaoferowania, ale jest godna uwagi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jeszcze do niedawna to jedno z biedniejszych państw regionu egzystowało dzięki kluczowej kopalni złota, ale głównie w wyniku rabunkowej wycinki lasów deszczowych i eksportu tego cennego surowca do Chin, Indii czy Wietnamu. Dziś, nieoczekiwanie, Gujana znalazła się przed niepomierną szansą. Sir Walter Raleigh nie znalazł El Dorada, którego poszukiwał w XVI wieku, ale 8 lat temu odkryto tu tzw. czarne złoto, czyli złoża ropy porównywalne z tymi należącymi do Omanu i Norwegii. Mało znany kraj wyrósł na nową globalną potęgę naftową, stając się najszybciej bogacącym się krajem na świecie. Nie brakuje przepowiedni mówiących o tym, że jeśli dość młoda, z burzliwą przeszłością, demokracja poradzi sobie z brakiem stabilności politycznej, lokalnymi konfliktami etnicznymi, korupcją i pułapkami światowych konsorcjów naftowych, to w niedalekiej przyszłości stanie się jednym z najbogatszych państw regionu.

Stolicę kraju – nad podziw specyficzny Georgetown poznałem kilka dziesiątków lat temu, bo tu zakończyłem moją atlantycką przygodę: rejs szalupą ratunkową w roli dobrowolnego rozbitka. Teraz, gdy wysiadam z samolotu, uderza mnie fala gorąca, tak intensywna jak tętniąca życiem atmosfera miasta. Miasta, w którym zderzyły się kultury karaibskie i południowoamerykańskie, tworzące efektowną mozaikę. Duchową ucztą było dla mnie odkrycie w mieście tej samej urzekającej niderlandzkiej architektury kolonialnej wymieszanej z tą wiktoriańską, wywodzącej się z czasów kolonii holenderskiej i brytyjskiej, która pozwala mi się cofnąć w czasie. Nie przeszkadzało mi, że w drewnianych, otoczonych werandami zabudowach widać było sporo zaniedbań, że natykałem się na podupadające pałacyki i ogólny chaos w mieście. Liczyła się unikalna atmosfera, gdzie czas się trochę zatrzymał pośród bajkowych XIX-wiecznych budowli zlokalizowanych przy atrakcyjnej Main Street, uroczych, wysadzanych drzewami uliczek, a przede wszystkim pośród markowego targu Stabroek czy imponującej konstrukcji ratusza albo majestatycznej wiktoriańskiej katedry św. Jerzego – jednego z najwyższych wolnostojących drewnianych budynków na świecie. Atrakcję niewątpliwie stanowi także okazały ogród botaniczny.

Reklama

Gwoździem programu turystycznego w Gujanie jest wodospad Kaieteur. Agencja, kierowana przez Steve’a, zadbała o żywność i hamaki z pałatkami przeciwdeszczowymi oraz moskitiery. Mam też mój osobisty ekwipunek podróżniczy rozłożony w szesnastu kieszeniach lekkiej bluzy typu „safari”: krople do uzdatniania wody, duży nóż survivalowy, rękawiczki niezbędne w selwie, papier toaletowy, środek przeciw insektom, pęsetka, okulary przeciwsłoneczne, latarka, dokumenty i pieniądze w torebce wodoszczelnej, GPS i lotnicza mapa regionu.

Najpierw przez godzinę podążamy porządną drogą do Linden w sercu lasu równikowego, utrzymującego się z wydobycia oraz wstępnej obróbki boksytu. Stamtąd autem terenowym jedziemy do pobliskiego Rockstone i jeszcze dalej, aż do zapyziałej osady, gdzie kilkudziesięciu mężczyzn przepłukuje mętne, brudnożółte wody rzeki Essequibo w poszukiwaniu złota i diamentów.

Desmond, dziarski i pewny siebie typ, jest gotów za 100 dol. dowieźć nas jutro do wodospadu. Noc spędzamy w jego pływającym domku, gdzie gości nas kolacją z delikatnego, różowego mięsa z ogona kajmana, zakrapianego miejscowym rumem. Nieco przed świtem, w całunie porannej mgły, załadowujemy nasze bagaże na smukłe czółno wydłubane w jednym pniu drzewa. Jest wąskie oraz wywrotne i ma mały silnik przyczepny, który powinien zagwarantować nam dotarcie do celu w ciągu jednego dnia.

Reklama

Rzeka, szeroka jak Wisła pod Krakowem, leniwie niesie żółtą masę mułu, gałęzie i kloce drewna. Po kilku godzinach kierujemy się do Rio Potaro, gdzie prąd jest tak wartki, że sternik z trudem sobie z nim radzi. Płyniemy w palących promieniach słońca wzdłuż ściany bujnego lasu. Ogromne motyle o przedziwnej kolorystyce przysiadają w łodzi, ale szybko odfruwają, bo znienacka pojawiło się na drzewach wrzaskliwe stado małp. Tu i ówdzie, na zwisających do wody lianach, siedzą miniaturowe kolibry i barwne papugi, które wcale nie reagują na terkot silnika. Coraz rzadsze stają się domostwa osadników na karczowiskach. Na krótkim postoju, by rozprostować zbolałe kości, uderza nas pełna napięcia cisza, podczas gdy upajający aromat orchidei miesza się z duszącym zapachem zbutwiałej roślinności.

Przechodzi krótki ulewny deszcz i rzeka staje się bardziej wezbrana. Bystry nurt zmusza Desmonda do szczególnej uwagi, ale widzę, że bardzo pewnie omija zdradliwe mielizny, wiry wodne i spienione kipiele. Koryto rzeki staje się coraz węższe, na brzegu pojawiają się skały; zdarza się, że na bystrzach musimy przepychać łódkę, brodząc po pas w wodzie, co w dusznym i wilgotnym powietrzu staje się męczące. Wydaje się, że matka natura i klimat sprzymierzyły się ze sobą, aby utrudnić wszelkim intruzom penetrację tego nieskalanego świata. Nagle zwaliste bloki skalne uniemożliwiają dalszą żeglugę i resztę drogi jesteśmy zmuszeni przebyć pieszo. Kolejny już raz w ciągu dnia nacieram się repelentem, bo chmary moskitów atakują każdą odsłoniętą część ciała i żądlą nawet przez koszulę. Z maczetą w ręku, ślizgając się na mokrym terenie, przedzieramy się przez zielony mrok po ledwie widocznej ścieżce.

Wreszcie słyszę głuchy łoskot wody, po czym odsłania się ukryta głęboko w dziewiczej dżungli hipnotyzująca majestatyczna sceneria – wodospad Kaieteur. Rozlana na szerokość 100 m rzeka Potaro z przewlekłym grzmotem zwala w mroczną czeluść, na głębokość 225 m, bezgraniczną masę wody. Przerasta wielokrotnie słynną Niagarę, ujarzmioną dla potrzeb przemysłu turystycznego, czy podziwiany przez Davida Livingstona wodospad Wiktorii na Zambezi. Zbliżam się do wysuniętego na samym skrawku urwiska punktu widokowego, skąd mam możność podziwiać wodospad w całej krasie. Trudno mi się oprzeć atmosferze niedościgłego piękna rozjuszonej siły przyrody, zapewniającej tak zawrotny spektakl. Silne prądy powietrza wyrzucają w górę rozpyloną mgłę wodną, w której kroplach rozszczepiają się promienie słoneczne, tworząc na niebieskim sklepieniu barwne kolory tęczy. W obliczu tego kolosalnego pomnika dziedzictwa surowej mocy naturalnego środowiska czuję się niemiłosiernie mizerną i ulotną istotą.

Czas wracać. Za moimi plecami ognista kula słońca, nisko zawieszona nad gęstwiną lasu tropikalnego, ukrasza krwawą barwą jego zielony baldachim. W najbliższych dniach znajdę się w moim domu, betonowej dżungli, odległej o lata świetlne od tutejszego świata.

2023-05-17 08:29

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W gościnie u Jarajów

Niedziela Ogólnopolska 14/2022, str. 42-44

[ TEMATY ]

podróże

Jacek Pałkiewicz

Archiwum Jacka Pałkiewicza

Test prawdy plemienia Jarajów

Test prawdy plemienia Jarajów

Pociągam przez słomkę mętne paskudztwo, nie mając pojęcia, ile powinienem go wysączyć, aby pozyskać zaufanie. W pewnym momencie słyszę oklaski, uznano mnie za swojego. Ten, kto przybywa ze złymi intencjami, musi uważać, aby się nie upić, bo mógłby się zdradzić.

W swoich reporterskich podróżach, w poszukiwaniu osobliwości ginących cywilizacji, intrygujących zjawisk i ludzi osiadłych w krainach odległych w sensie zarówno geograficznym, jak i czasowym, odwiedziłem mniejszość etniczną, która oparła się przymusowej wietnamizacji. Nazywa się ją pogardliwie mio, czyli dzikusami. Komunistyczny rząd Hanoi ją prześladuje, bo w czasie wojny wietnamskiej jej członkowie służyli Amerykanom jako przewodnicy na legendarnym szlaku Ho Szi Mina.
CZYTAJ DALEJ

Rzym: otwarto nowe przejście na Plac św. Piotra

2025-04-06 10:41

[ TEMATY ]

Watykan

Plac św. Piotra

Adobe Stock

Podróżujący koleją mogą teraz dotrzeć do Watykanu bez kontaktu z ruchem samochodowym. W Rzymie w sobotę na stacji San Pietro otwarto ścieżkę dla pieszych, która prowadzi na Plac św. Piotra bez konieczności przechodzenia przez ulicę.

„Passeggiata del Gelsomino” (przejście jaśminowe) rozpoczyna się na włoskiej stacji kolejowej Watykan i prowadzi przez stary most kolejowy z którego roztacza się wspaniały widok na Bazylikę św. Piotra, bezpośrednio do Murów Watykańskich. Idąc nimi dochodzi się do Placu św. Piotra. Według władz miasta koszt renowacji, która obejmowała także zasadzenie ponad tysiąca roślin, wyniósł 2,6 mln euro.
CZYTAJ DALEJ

Franciszek i s. Francesca - nieoczekiwane spotkanie papieża z 94-letnią zakonnicą

2025-04-06 17:32

[ TEMATY ]

spotkanie

Watykan

papież Franciszek

Bazylika św. Piotra

s. Francesca

Włodzimierz Rędzioch

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Siostra Francesca Battiloro przeżyła największą niespodziankę swojego życia w wieku 94 lat, z których 75 lat spędziła jako wizytka za klauzurą. „Poprosiłam Boga: 'Chcę spotkać się z papieżem'. I tylko z Nim! Nikt inny... Myślałam, że to niemożliwe, ale to Papież przyszedł się ze mną spotkać. Wygląda na to, że kiedy Go o coś proszę, Pan zawsze mi to daje...”. Podczas pielgrzymki z grupą z Neapolu, s. Francesca Battiloro, siostra klauzurowa modliła się dzisiaj w Bazylice św. Piotra, gdy nagle spotkała papieża.

Zakonnica, która wstąpiła do klasztoru w wieku 8 lat, złożyła śluby w wieku 17 lat, w czasie, gdy jej życie było zagrożone z powodu niedrożności jelit. Dziś opuściła Neapol wczesnym rankiem z jednym pragnieniem: przeżyć Jubileusz Osób Chorych i Pracowników Służby Zdrowia w Watykanie. Wraz z nią przyjechała grupa przyjaciół i krewnych. Poruszająca się na wózku inwalidzkim i niedowidząca siostra Francesca - urodzona jako Rosaria, ale nosząca imię założyciela Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny św. Franciszka Salezego, który, jak mówi, uzdrowił ją we śnie - chciała przejść przez Drzwi Święte Bazyliki św. Piotra. Biorąc pod uwagę jej słabą kondycję, pozwolono jej przeżyć ten moment całkowicie prywatnie, podczas gdy na Placu św. Piotra odprawiano Mszę św. z udziałem 20 000 wiernych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję