Reklama

Wiara

Wierzę w...

Ukrzyżowany

No właśnie, w co wierzę albo lepiej – w Kogo? Na ile my, dorośli, pamiętamy jeszcze prawdy, które stanowią fundament naszej wiary? A może trzeba je sobie przypomnieć – krok po kroku? Jak niegdyś na lekcjach religii...

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Być może nie był to dla nich pierwszy raz. Żołnierze i kaci, którzy przybijali Chrystusa do krzyża, mogli czynić to już któryś raz w swoim życiu, gdyż taki rodzaj kary należał do ówczesnych zwyczajów. Z całą pewnością jednak po raz pierwszy ktoś modlił się o przebaczenie dla nich: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). I z całą pewnością nie mogli przypuszczać, że ten właśnie krzyż rozpoczyna swoją wielką historię. Czyż mogli przewidzieć, że zostanie on odkopany 300 lat później i że na cześć tego odkrycia zostanie zniesiona kara śmierci krzyżowej w całym cesarstwie rzymskim? Że z narzędzia kary przeznaczonej dla niewolników stanie się ozdobą królewskich i cesarskich głów oraz znakiem wielkiej, wyzwalającej ze śmierci religii?

Tak, krzyż stał się naszym znakiem. Ale nie jest to rodzaj ozdoby czy jakiegoś talizmanu, chroniącego nas przed nieszczęściami. I kiedy wyznajemy w Credo, że Jezus został ukrzyżowany, to nie wspominamy jedynie historycznego faktu. Czcimy krzyż sam w sobie jako znak Chrystusowego panowania. Wyznajemy jego skuteczność jako lekarstwo przeciwko chorobom duszy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Historia zna wiele przypadków usiłowania poniżenia i zdyskredytowania tego znaku. Choćby zarzuty, zresztą nieudokumentowane i nieprzekonujące, że krzyż był znakiem używanym w religiach pogańskich i został przejęty przez chrześcijaństwo. Nawet jest czymś zaskakująco dziwnym, że ten znak, tak prosty do nakreślenia (dwie prostopadle przecinające się linie), nie znajduje się w religiach pogańskich poprzedzających chrześcijaństwo. A współcześnie nie brak przeróżnych form walki z krzyżem i prób wyeliminowania go z krajobrazu naszej cywilizacji. Będą więc stawiane zarzuty, jakoby krzyż był znakiem nietolerancji czy też znakiem antyhumanistycznym.

Wielką wartość mają jednak nie sam znak, lecz znaczenie, które mu się nadaje, i rzeczywistość, którą wyraża. Weźmy choćby dla przykładu znak krzyża w podpisie. Raz będzie to podpis kogoś, kto nie umie pisać, a innym razem pojawi się obok nazwiska biskupa jako znak potwierdzający jego sakrę biskupią i przynależność do Kolegium Apostolskiego. Jaką rzeczywistość oznacza ten znak dla nas? Myślę, że bardzo klarowną i przejrzystą. Kiedy oznaczamy miejsca naszego życia znakiem krzyża lub też czynimy go na sobie, chcemy przez to nawiązać do jednego jedynego wydarzenia na Golgocie.

Reklama

My, ludzie, nadajemy symbolom zwykle jedno konkretne znaczenie. Współcześnie znaki, które są symbolem konkretnych produktów lub producentów, są rejestrowane i posługiwanie się nimi może nastąpić według ściśle określonych reguł. W myśli chrześcijańskiej natomiast ciągle pojawiają się nowe znaczenia, które zawiera w sobie znak krzyża. Sam Pan Jezus, zapowiadając swoją śmierć na krzyżu, porównywał ją do wywyższenia węża przez Mojżesza na pustyni. Również ukrzyżowanie, tak okrutne samo w sobie, nasuwa nam na myśl wiele uroczystych porównań: czy będzie to obraz Chrystusa wywyższonego nad ziemię i kontemplującego świat z wysokości krzyża jakby z jakiegoś tronu, czy też rozciągnięte ręce i otwarte ramiona w geście zaproszenia i przygarnięcia do siebie nas, grzeszników. Wiele jest motywów, które powinny nas skłaniać do zgłębiania tajemnicy Krzyża i wyrażania Chrystusowi dziękczynienia za to, że umarł za nas właśnie na krzyżu.

Umarł. Umarł Syn Boży, by mógł żyć człowiek. Wielka to i jednocześnie paradoksalna tajemnica. Umarł Bóg, choć nie jako Bóg. Wydaje się to jeszcze bardziej cudowne i nadzwyczajne niż samo Zmartwychwstanie. Bo jeśli to ostatnie w jakiś sposób można było przewidzieć, gdyż jak mówi Apostoł, więzy śmierci nie mogły powstrzymać naszego Pana, to jest czymś wyjątkowym, że moce śmierci przez chwilę miały nad Nim władzę. A tak właśnie było. Tajemnica śmierci Syna Bożego jest dla nas kluczem do zrozumienia innej tajemnicy – śmierci kogoś dla nas bliskiego. Im lepiej zrozumiemy pierwszą, tym bardziej jasna stanie się dla nas ta druga tajemnica.

Opowiadano kiedyś o pewnym dominikaninie. Długo chorował, a kiedy zbliżał się kres jego życia, odwiedził go jego przełożony i powiedział mu: „Ojciec musi wyzdrowieć, bo jest nam bardzo potrzebny”. Po 2 tygodniach przełożony ponownie złożył wizytę choremu. I wówczas ten go zapytał: „Ojcze, jestem już zmęczony. Mógłby mi ojciec pozwolić już umrzeć, czy też nadal, w ramach posłuszeństwa, muszę chcieć żyć?”. I otrzymał taką odpowiedź: „Nigdy nie chciałem mówić ci tego w ramach posłuszeństwa”. Chory podziękował i za pół godziny już nie żył.

Reklama

Sytuacja ta bardzo dobrze obrazuje fakt, że śmierć Jezusa nie była zwykłym posłuszeństwem czy biernym wykonywaniem woli Ojca. Chrystus sam zapragnął umrzeć, Jego śmierć była czynnością, którą sam wybrał, a nie presją z zewnątrz, której nie można uniknąć. Jego wola współdziałała z Jego własną śmiercią: życie nie zostało Mu zabrane, lecz to On sam świadomie je oddał.

Istnieje jeszcze inny nadzwyczajny moment w śmierci Chrystusa: fakt, że pozostał pod władzą śmierci, że nie zmartwychwstał natychmiast. Stan oddzielenia duszy od ciała, jako skutek grzechu pierworodnego, jest przeciwny naszej naturze. Można było się więc spodziewać, że Chrystus zmartwychwstanie zaraz bezpośrednio po swojej śmierci. Dlaczego tak się nie stało?

Można by znaleźć kilka odpowiedzi na to pytanie. Stało się tak, gdyż chciał nas umocnić, abyśmy potrafili przezwyciężyć lęk, który odczuwamy, kiedy uczestnicząc w pogrzebie, widzimy trumnę przysypywaną ziemią. Chrystus chciał również, aby Jego pogrzeb stał się mistycznym symbolem naszego chrztu. Poza tym istnieje jeszcze jeden motyw: obudzić nadzieję zmartwychwstania. Wydaje się, że Apostołowie i uczniowie Jezusa o tym zapomnieli. Uczniowie idący do Emaus wydają się zmęczeni tym oczekiwaniem: „Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało” (Łk 24, 21). A przecież czekali jedynie 48 godzin, by Bóg wypełnił swoją obietnicę. Chrystus chce więc przez to nauczyć ich cierpliwego czekania.

A może jest jeszcze prostsza odpowiedź na pytanie o czas między Jego śmiercią a zmartwychwstaniem: Pan Jezus chciał, aby całość tego cudownego planu naszego zbawienia powoli przesunęła się przed naszymi oczami, tak byśmy mogli go ujrzeć jakby w zwolnionym tempie. W ten sposób możemy medytować spokojnie każdą scenę i zgłębiać jej cudowność i niezbędność dla naszego życia. Możemy zrozumieć sens Jego słów: „Mam moc oddać swoje życie i na nowo je odzyskać” (por. J 10, 18). Możemy spoglądać, jak całkiem świadomie oddaje swoje życie i potem je odzyskuje, nigdy nie przestając być Panem sytuacji. Bóg, który stał się człowiekiem, nigdy nie stracił bowiem cech swojej Boskości. Działał tak wolno i majestatycznie, aby cały świat zrozumiał, że On jest Bogiem.

Autor jest dogmatykiem, profesorem KUL, redaktorem naczelnym czasopisma Teologia w Polsce.

2024-01-02 12:11

Oceń: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Musicie wiedzieć, w co wierzycie

Wiara w Chrystusa i nadzieja, której On jest mistrzem i nauczycielem, pozwalają człowiekowi odnieść zwycięstwo nad samym sobą, nad tym wszystkim, co w nim jest słabe i grzeszne, a zarazem ta wiara i nadzieja prowadzą do zwycięstwa nad złem i skutkami grzechu w otaczającym nas świecie. Chrystus wyzwolił Piotra z lęku, który owładnął jego duszą na wzburzonym morzu. Chrystus i nam pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu, jeżeli z wiarą i nadzieją zwracamy się do Niego o pomoc. (...) Mocna wiara, z której rodzi się nadzieja, cnota tak bardzo dziś potrzebna, uwalnia człowieka od lęku i daje mu siłę duchową do przetrwania wszystkich burz życiowych. Nie lękajcie się Chrystusa! Zaufajcie Mu do końca! (...) Chrystus nie zawodzi! (Jan Paweł II, Poznań, 3 czerwca 1997 r.)
CZYTAJ DALEJ

Mesjasz nie omija cierpienia, lecz przez nie wchodzi do chwały

2026-03-21 09:25

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Uzdrowienie chromego dokonuje się przy wejściu do świątyni, o godzinie dziewiątej. To pora popołudniowej modlitwy i ofiary. Dzieje Apostolskie wracają do miejsca, którym kończy się Ewangelia Łukasza. Tym miejscem jest świątynia. Łukasz pokazuje ciągłość. Apostołowie nie odrzucają modlitwy Izraela. Wnoszą w nią imię Jezusa. Chromy jest taki „od urodzenia”. Łukasz podkreśla, jak głęboka i trwała jest jego niemoc. Człowiek ten bywa noszony i sadzany przy bramie zwanej Piękną. To miejsce dobre dla proszących. Pielgrzymi dawali tam jałmużnę jako czyn pobożny. Samo słowo „jałmużna” ma w tle także miłosierdzie. Ten człowiek widzi tych, którzy wchodzą. Sam jednak pozostaje na progu. Jest blisko miejsca modlitwy, a równocześnie poza nim.
CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra ma nowego Przeora

2026-04-08 19:31

BPJG

Nominację ogłosił dzisiaj o. Beniamin Bąkowski, Generał Zakonu #Paulini.

132. Przeorem JasnaGóra został mianowany o. dr Grzegorz Prus, definitor generalny Zakonu. Oficjalne objęcie urzędu nastąpi 1 maja 2026 r. O. Grzegorz od 31 lat jest paulinem, 25 lat kapłanem.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję