Pamiętam dawne czasy, gdy chodzenie do kościoła było prawdziwą udręką dla osób w wieku średnim i młodych. Zawsze trzeba było stać przez całą Mszę św., bo siedzieli tylko ludzie wiekowi. Starałam się zająć miejsce przy ławkach, żeby móc choć się oprzeć o boczny słupek. Do normalności zaliczano fakt, że jakaś młoda osoba nie wytrzymywała i mdlała... Szybciutko wyprowadzano takich bladych dziewuszkę lub chłopca, podtrzymywanych z dwóch stron, bo przelewali się przez ręce. Maluchy zaś przeważnie usypiały. Bo jeszcze nie było tej współczesnej mody, że dzieci mogą sobie buszować po całym kościele.
Lekcje religii w szkole to były prawdziwe chwile wytchnienia po srogich wymaganiach innych pedagogów.
Tłumy na Jasnej Górze to oddzielny temat. Dlatego gdy byłam tam podczas późnojesiennych Jasnogórskich Dni Skupienia, bardzo się zdziwiłam wieczorną ciszą i pustką. A najpiękniejsze były nocne czuwania, tylko w specjalnych grupach.
Następne to oczywiście odpusty. Ach, te barwne stragany pełne różności tak miłych dziecięcym oczom! Pamiętam z dzieciństwa, że bywały też związane nawet z losowaniem w loterii fantowej. Odpusty w Chałupach należą do najmilszych wspomnień wakacyjnych. Akurat na św. Anny, w lipcu. I na koniec pokaz sztucznych ogni, który podziwiałam z okna mojego pokoiku już po zmroku!
Teraz, z różnych względów, nie muszę już wcześniej wychodzić, by zaklepać sobie w kościele upatrzone miejsce siedzące, bo jest ich do wyboru, do koloru...
A tę całą ogromną organizację zawdzięczamy naszym pasterzom! To oni prowadzą nas po krętych drogach życia doczesnego aż do... życia wiecznego. I chwała im za to!
W Kościele musimy się nauczyć solidarności w wierze i w dostępie do kapłańskiej posługi. Nad tym problemem głowią się już wszystkie diecezje w Polsce.
Czujemy nadchodzącą nieuchronną konieczność zmiany funkcjonowania naszych parafii. Jest ich w Polsce ponad 10 tys. Niektóre są wielkie, liczące nawet kilkadziesiąt tysięcy parafian, a niektóre malutkie, niemające zaledwie 200 wiernych. Jedne są w wielkich, rozwijających się miastach, a inne w zmniejszających się liczebnie wioskach. Część z nich ma „na utrzymaniu” ogromne świątynie i kilka kościółków, a część – cieplutkie, funkcjonalne zaplecze duszpasterskie. Ta parafialna „karoseria” staje się za duża wobec malejącej liczby kapłanów. Nie chodzi jeszcze o pieniądze, bo czasem w małych parafiach odpowiedzialność ludzi za działanie parafii, za utrzymanie kościoła i księdza jest wystarczająca. Pierwszym powodem do zmian jest brak kapłanów. Niby wszyscy o tym wiemy, ale „nie daj Boże, żeby akurat w naszej parafii miało nie być księdza! Tu zawsze on był i ma być!” – oczekują ludzie. I słusznie. Tylko skąd brać kapłanów, skoro z roku na rok święcimy ich coraz mniej, a coraz więcej idzie na zasłużoną emeryturę, umiera, a nawet odchodzi z kapłaństwa? Nie możemy dłużej myśleć tylko przez pryzmat własnej parafii, że u nas to jeszcze jest ksiądz, a jak go gdzieś brakuje, to niech się inni martwią. Musimy nauczyć się myśleć trochę szerzej, biorąc pod uwagę całość Kościoła, który jest w diecezji, oraz zakres potrzeb duchowych i duszpasterskich wszystkich, a nie tylko małej cząstki.
W obliczu aktów przemocy, do których doszło ostatnio w Jerozolimie i Libanie, wierzący w Chrystusa są wezwani do codziennego życia zgodnie z Ewangelią i do rozpoznawania siebie w Nim, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, które wydają się - jak pisze Wikariusz Kustodii Ziemi Świętej o. Ibrahim Faltas - „trudne i złożone”.
W moich najwcześniejszych wspomnieniach z dzieciństwa silnie utkwił obraz mojej matki, która pomagała mi rękami i głosem w wykonywaniu znaku krzyża. Nauczyła tego moich starszych braci, a po mnie – moich młodszych braci, i wszyscy naśladowaliśmy jej gesty i słowa, gdy budziliśmy się rano i przed zaśnięciem wieczorem, gdy zaczynaliśmy obiad oraz w każdej chwili, gdy czuliśmy potrzebę proszenia Boga o pomoc i ochronę. Noszenie krzyża na szyi, medalika z wizerunkiem Matki Bożej lub świętego, ubieranie się w stroje religijne, zwłaszcza dla tych, którzy należą do mniejszości w miejscu, w którym żyją, jest znakiem identyfikującym przynależność do Chrystusa. Egipscy chrześcijanie, tacy jak ja, mają mały krzyż wytatuowany na dłoni, który wskazuje na tożsamość chrześcijańską, którą nabywa się wraz z chrztem.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.