Reklama

Obrazy i słowa

Nasza unijna tożsamość

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Za nami referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Za nami też debata, i to dość burzliwa debata, na temat miejsca Polski w Unii. Pytanie: wejść czy nie wejść podzieliło środowiska katolickie na przeciwników i zwolenników integracji z Unią. Tych stanowisk było jednak bardzo wiele. Jedni byli zupełnie przeciwni wejściu Polski do struktur europejskich, inni skupili się na krytyce warunków polskiej akcesji. Wielu było takich, których stanowisko można określić znanym już wyrażeniem: "Jestem za, a nawet przeciw".
Ta dyskusja dosięgła także Aspekty. Pojawiło się w nich wiele wypowiedzi, w których - mówiąc oględnie - wymiar prounijny był bardziej obecny niż antyunijny. Opublikowane materiały, w tym felietony Jarosława Nieradki, Magdaleny Kozieł czy mój własny spotkały się z żywymi reakcjami czytelników, wyrażanymi już to listownie, już to telefonicznie. Spośród wielu zarzutów, które się w nich pojawiały, można wymienić przede wszystkim skierowany wobec nas zarzut nieznajomości realiów unijnych i tego, co nas czeka w Unii Europejskiej. W tych wszystkich wypowiedziach dominowało przeświadczenie, że Unia Europejska jest faktycznie narzędziem w ręku Szatana, który chce dokonać zniszczenia człowieczeństwa i chrześcijaństwa. Szczególnie często podkreślany jest antychrześcijański wymiar Unii Europejskiej, na co przytacza się liczne dowody mówiące o kryzysie religii w Europie Zachodniej.
Muszę powtórzyć to, co powiedziałem. Jako kapłan muszę dostrzegać przede wszystkim te okoliczności, które stanowią zagrożenie dla mojej wiary i mojego zbawienia. I nie wolno mi świadomie i dobrowolnie przyjmować tego, co wystawi moją wiarę na niebezpieczeństwo. Muszę więc postawić sobie pytanie, czy moja obecność w Unii Europejskiej stanowi takie zagrożenie bardziej niż moje pozostanie poza nią. Ja jako ja na to pytanie dzisiaj odpowiadam sobie, że w moim przekonaniu Unia nie stanowi dla mnie większego zagrożenia niż pozostanie poza nią. Przez ostatnie kilka lat wielokrotnie przebywałem w krajach Unii Europejskiej, w Niemczech, Holandii, Francji czy Hiszpanii. Spotkałem tam żywe wspólnoty ludzi wierzących. Zresztą potwierdzili to także nasi kapłani przebywający na studiach za granicą, których prosiliśmy o wypowiedzi na naszych łamach. O ile pamiętam, już w latach 40. ubiegłego stulecia pojawiła się książka pt. Francja krajem misyjnym. A wtedy jeszcze nikt o Unii Europejskiej nie myślał. Kryzys religijności i wiary w krajach kultury euroatlantyckiej (Europy, Ameryki Płn. czy Australii nawet) jest skutkiem skomplikowanych procesów kulturowych i socjologicznych, które docierają do nas i docierać będą bez względu na to, czy w Unii będziemy czy nie. Co więcej, nie da się wobec nich odgrodzić murem, bo nie da się odgrodzić murem wobec Internetu czy anteny satelitarnej. Trzeba się nauczyć wyprzedzać te procesy, trzeba się nauczyć przed nimi sensownie bronić.
Bardzo często w rzeczonej dyskusji dokonuje się porównania pełnej wiary katolickiej Polski do zlaicyzowanej Europy Zachodniej. Podam tylko dwa przykłady, że nie jest to takie oczywiste. W żadnym kraju europejskim nie widziałem tylu otwartych sklepów w niedzielę co w katolickiej Polsce. Ktoś powie, że to kwestia złego prawa. Owszem, powiem więc, że w żadnym kraju nie widziałem tylu kupujących w niedzielę co w Polsce, a to już nie kwestia prawa, ale osobistej odpowiedzialności i moralności. Inny przykład, z laickiej Francji. Do dzisiejszego dnia jako wolne od pracy obchodzi się Wniebowstąpienie Pańskie i drugi dzień Zesłania Ducha Świętego. U nas oba dni są robocze, a od przyszłego roku Wniebowstąpienie przenosimy na niedzielę, bo frekwencja w ten dzień jest mizerna. I kto tutaj jest bardziej katolicki?
Wielu mówi i pisze, że Unia zmuszać nas będzie do aborcji czy eutanazji. Przypominam, iż prawo proaborcyjne mieliśmy już w Polsce, gdy o wejściu do Unii wcale nam się nie śniło. Mój rozum mówi mi także, że ani do jednego, ani do drugiego zmusić się człowieka nie da. Tak jak nie da się go zmusić ustawą do chodzenia do kościoła. Wszystko to jest kwestią mojego osobistego przekonania, mojego sumienia, mojej moralności.
Na koniec rzecz jeszcze jedna. Biskupi polscy jasno stwierdzili, że decyzji w sprawie głosowania referendalnego nie można wyprowadzić z depozytu wiary. Mówiąc inaczej, nie można stwierdzić, że katolik powinien głosować tak a nie inaczej. To prawda, nie można jednak zapomnieć, że także głosując pozostajemy członkami Kościoła. Wielokrotnie i na temat integracji europejskiej, i na temat samej Unii wypowiadał się Jan Paweł II. To, co mówi na temat Unii czy integracji, nie jest oczywiście nauczaniem nieomylnym, nie dotyczy wprost kwestii wiary i nie jesteśmy - jako członkowie Kościoła - w sposób absolutny zobowiązani do przyjęcia papieskiego stanowiska. Jest jednak we mnie przekonanie, że w tej sprawie, jak np. w sprawie Iraku, Papież widzi lepiej i dalej, ogarniając dziejące się wydarzenia proroczym duchem. Trudno mi się zgodzić z opiniami wyrażanymi przez niektórych, że Ojciec Święty jest niedoinformowany, że - o zgrozo! - bywa nawet manipulowany. Wierzę w Ducha Świętego. Wierzę w Jego obecność w Kościele. Wierzę w jego nieustającą asystencję. Wierzę także w Jego niepojęte czuwanie nad losami świata. Gdyby tak bowiem nie było, trzeba by chyba uwierzyć, że światem rządzi żydowsko-komunistyczny spisek, jak chcą niektórzy. Albo - albo. I jeśli w tej kwestii mam się uciekać do jakichś autorytetów, to nie mam żadnych wątpliwości. Między autorytetem Papieża a jakimkolwiek innym nie ma dla mnie alternatywy.
W wypowiedzi dla Katolickiej Agencji Informacyjnej bp Adam Dyczkowski powiedział: "Sama obecność w Unii Europejskiej, zmiany, które się dokonają, przekonają sceptyków". Myślę, że ten proces nie będzie łatwy. Podświadomie bowiem będziemy szukać takich okoliczności, które będą potwierdzały z góry przyjęte stanowisko. Z drugiej jednak strony, nie ma innego sposobu, by się do czegoś przekonać, jak poznać tego czegoś smak czy wartość. Jestem przekonany, że przyszłość nam pokaże, że można pozostać katolikiem, Polakiem i Europejczykiem, nie tracąc niczego z własnej tożsamości.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Redemptoryści odcinają się od wspólnoty, która planuje święcenia biskupa bez zgody Rzymu

2026-07-10 14:01

[ TEMATY ]

redemptoryści

Karol Porwich/Niedziela

Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (CSsR) opublikowało oświadczenie, w którym stanowczo odcina się od sedewakantystycznej wspólnoty Synowie Najświętszego Odkupiciela (FSsR), mającej siedzibę na wyspie Papa Stronsay w archipelagu Orkadów. Dokument został wydany w związku z planowaną na 25 lipca konsekracją biskupią założyciela wspólnoty, ks. Michaela Mary’ego, która ma się odbyć bez mandatu papieskiego.

W oświadczeniu opublikowanym 7 lipca w Rzymie przełożony generalny redemptorystów, o. Rogério Gomes CSsR, podkreślił, że „Synowie Najświętszego Odkupiciela (FSsR) nigdy nie byli częścią Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (CSsR), ani też nigdy nie byli prawnie powiązani z Zarządem Generalnym Redemptorystów”.
CZYTAJ DALEJ

Rozważania na niedzielę: Największe drzewo świata

2026-07-10 07:26

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Mat.prasowy

To drzewo jest wyższe niż Statua Wolności, waży około 2000 ton — mniej więcej tyle, ile 350 słoni — i jest starsze niż Cesarstwo Rzymskie. Drzewo General Sherman to prawdziwy kolos. A jednak ten gigant wyrósł z ziarenka ważącego zaledwie 5 miligramów. Jezus w Ewangelii mówi właśnie o ziarnie. Ale nie chodzi Mu tylko o przyrodę. Chodzi o Słowo Boże, które pada w serce człowieka.

W tym odcinku opowiadam o Słowie, które może przetrwać w człowieku przez lata. O ziarnie, które nie zawsze kiełkuje od razu. O sercu, które nawet po długim czasie może wydać owoc. I o bł. ks. Karolu Goldzie — kapłanie, który nie tylko znał Biblię, ale oddał życie za prawdy w niej zawarte.
CZYTAJ DALEJ

Przybyli z różnymi intencjami. Dziś pierwsza modlitwa z papieżem w Castel Gandolfo w te wakacje

2026-07-12 11:30

[ TEMATY ]

Castel Gandolfo

Papież Leon XIV

Vatican Media

Papież Leon XIV w Castel Gandolfo

Papież Leon XIV w Castel Gandolfo

Przybyli z różnymi intencjami: za rodzinę, szczęście małżeńskie, zdrowie dzieci, podziękowanie za formację ministrancką, ale też by modlić się za Papieża. Liczna rzesza Polaków przyjechała 12 lipca do Castel Gandolfo na pierwszą w te wakacje modlitwę z Papieżem właśnie tutaj.

Na głównym placu w Castel Gandolfo od rana gęstnieje tłum. W oczy rzuca się grupa z wielką flagą kaszubską. „Jesteśmy z Kaszub, konkretnie z Kościerzyny, jest nas 51 osób – mówią pielgrzymi, którzy przybyli tu całymi rodzinami. „Tak, przyjechaliśmy zobaczyć Papieża, jesteśmy pierwszy raz w Rzymie. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję