„«Wstań, jedz!». Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył”. I znów: «Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga». Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie umocniony tym pożywieniem szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb”.
Życie jest nie po to, żeby wszystko zrozumieć, lecz by nauczyć się żyć z Tajemnicą! Czy jest to powszechna świadomość? Na pierwszy rzut oka wszystko wokół może się jawić jako oczywiste, jednoznaczne i zrozumiałe. Pracujemy, zarabiamy, kupujemy, konsumujemy, dbamy o zdrowie, relaksujemy się, doskonalimy świat doznań i przyjemności. I to wszystko? Jeśli mielibyśmy pomarzyć o czymś naprawdę „więcej”, to jedynie w horyzoncie zakreślonym przez neomarksizm kulturowy i... piosenkę Imagine Johna Lennona. Ponadto od uszczęśliwiania są: telewizja, media społecznościowe, filmy, książki. Sztuczna inteligencja dostarcza wirtualnych obrazów, które jeszcze bardziej zaciekawiają, mają przykuć uwagę i zawładnąć ludzką wyobraźnią. Ktoś słusznie stwierdził, że dzisiaj walka o człowieka toczy się na polu wyobraźni.
Reklama
A Biblia otwiera przed nami inny, najbardziej realny świat – świat Tajemnicy. Świat pomyślany i stwarzany, objaśniany i ocalany przez Stwórcę. Bóg, Gospodarz wszystkich stworzeń, proponuje nam, sezonowym dzierżawcom ziemi, byśmy zechcieli stać się „obywatelami” Jego wiecznego Królestwa. Z tajemniczą ofertą Boga wciąż konkurują oferty pysznych i zakochanych w swoich utopiach ideologów, uzurpatorskich polityków i parlamentów stawiających się ponad prawowitym Właścicielem winnicy – ziemi i historii! Owoce tego, z gruntu grzesznego (rozmijającego się z Bogiem), procederu są bardzo gorzkie. Wbrew obietnicom przybywa konfliktów, wojen, chaosu, pogardy dla życia, znużenia, zagubienia i otchłannej pustki. Tę ostatnią prawdziwie objaśnia Jezus Chrystus – On, będący Alfą i Omegą ludzkiej historii.
Ale i z historii Eliasza możemy się wiele nauczyć. Prorok bez reszty oddał się Bożej sprawie. Zderzał się jednak z radykalnym sprzeciwem, najbardziej ze strony Izebel, żony izraelskiego króla Achaba. Sama czciła bogów pogody i płodności – Baala i Aszerę. Za jej sprawą, po koronacji na królową, budowano świątynie i ołtarze poświęcone Baalowi. Pogański kult wspierało wielu fałszywych proroków. Eliasz, odwołując się do mocy Jahwe, rzucił wyzwanie setkom fałszywych proroków i fałszywej religii. Bóg w wielkim znaku (por. 1Krl 18) okazał, kto ma rację! Ale pełna demonicznej nienawiści Izebel wydała wyrok na życie Eliasza. Prorokowi pozostało, tym razem, schronić się na pustyni. Po jednym dniu wędrówki – osamotniony, głodny i wyczerpany – chciał się definitywnie ewakuować z tej ziemi. „Pragnąc umrzeć, powiedział: «Wielki już czas, o Panie! Zabierz moje życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków». Po czym położył się pod jednym z janowców i zasnął”.
Być może daleko nam (jeszcze) do podzielenia odczuć Eliasza, choć, przyznajmy, coraz bardziej ciążą nam skutki odstępstwa od wiary w Boga wielu współczesnych. I dziś szerzą się fałszywe kulty, w których centrum są: sam człowiek, doczesność, a de facto (coraz bardziej otwarcie) demony. Jeśli do głosu dopuszczany jest coraz bardziej otwarcie (a tu i ówdzie w majestacie prawa) przeciwnik Boga, „kłamca i zabójca od początku”, to można się obawiać najgorszego. Słusznie zasmuca nas narastająca wola unieważniania samego Boga, wiary w Niego i Jego Miłości. Ten wielki temat oświetla Słowo Boga – od Księgi Rodzaju do Apokalipsy, która zapowiada definitywne zwycięstwo Boga. A dziś pociechą i umocnieniem niech będzie także dla nas to dwukrotne anielskie „trącenie” Eliasza i podany mu chleb. „«Wstań, jedz!». Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył”. I znów: «Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga». Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie umocniony tym pożywieniem szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb”.
A naszym Pokarmem – najpożywniejszym – jest sam Jezus Chrystus: Jego Ewangelia, Jego Ciało i Krew! Czy zatem możemy ustać w drodze?
W „Niedzieli wrocławskiej” podejmujemy w czasie Wielkiego Postu refleksję nad różnymi kwestiami wiary i Kościoła. Chcemy je jednak przedstawiać z punktu widzenia nie hierarchów, a osób świeckich. O komentarz do każdego z tematów poprosiliśmy także abp. Mariana Gołębiewskiego oraz przypadkowe osoby, spotkane we Wrocławiu. W tym numerze chcemy nieco miejsca poświęcić kwestii kazań - ich przygotowania i języka.
Poproszony o zabranie głosu na temat kaznodziejstwa polskiego, nie mogę nie zacząć od melancholijnej refleksji, opartej na doświadczeniach z bardzo wielu kościołów różnych stron kraju, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ulega ono w moim odczuciu pewnej deprecjacji. Proces ten zaczął się od likwidacji ambony jako miejsca głoszenia kazań. Włączone od tego momentu do ciągu tekstów odołtarzowych, zgubiły one swą komunikacyjną odrębność i wyrazistość (jak ważnym dla podniosłości i odbioru przekazu słownego miejscem jest ambona, mogłem się przekonać niedawno temu na uroczystości jubileuszowej wrocławskiego biskupa Kościoła ewangelicko-augsburskiego Ryszarda Bogusza; bardzo pozytywnie odbieram też dlatego kazania z ambony zdarzające się w katedrze wrocławskiej).
Drugą przyczyną obniżenia rangi tej części liturgii jest według mnie zalecana przez Kościół zamiana tradycyjnego kazania tematycznego na homilię. Ta ostatnia - mniej lub bardziej świadomie („jakoś nawiązać do dopiero co odczytanego tekstu ewangelicznego, trochę go rozwijając, mogę przecież z marszu”) - zwalnia księży z wysiłku długiego i precyzyjnego przygotowywania słowa na niedzielę.
Zdobycie zbioru komentarzy do czytań na poszczególne dni kalendarza liturgicznego też nie jest dzisiaj jakimkolwiek problemem (Internet również służy w tej materii pomocą!). W efekcie tak zwane gotowce, co gorsza - nie wygłaszane z pamięci, ale odczytywane - tak jak teksty z ewangeliarza czy mszału, stały się prawdziwą plagą polskiego kaznodziejstwa.
Oczywiście, nie tęsknię do jakże częstych wykrzyczanych kazań łzawo-patetyczno-moralizatorsko-patriotycznych z minionych lat, bo czasy takiego kodu estetycznego przeminęły, ale nie ukrywam, że brak mi dawnych retorycznych mistrzów mówiących z ogniem i pasją, z pamięci, odtwarzających z niej precyzyjnie zbudowaną linię konstrukcyjną swoich wypowiedzi. A i z dykcją - jakże istotną dla odbioru przekazywanych treści - było kiedyś lepiej na ambonie.
Pytany często o poziom sprawozdawstwa sportowego, niezmiennie odpowiadam, że jego ogólny, językowy poziom jest obecnie bardzo wyrównany i wyższy niż kiedyś, ale - z drugiej strony - nie ma wśród tej grupy zawodowej indywidualności dorównujących dawnym mistrzom mikrofonu, zwłaszcza radiowym (bo to medium takich mistrzów generowało). Zachowując odpowiednie proporcje, wyznam, że ciśnie mi się na usta podobna ocena współczesnego kaznodziejstwa polskiego: ono jest też wyrównane, językowo o niebo sprawniejsze niż lat temu kilkadziesiąt, a przecież także mi w nim brakuje owego oratorskiego smaczku, indywidualnego piętna, siły ekspresji, wewnętrznego ognia, pasji, czasem - nawet prowokacji (tak, tak!).
Kluczem do takiego komunikacyjnego szczęścia, jak to określają teoretycy, jest jakiś pomysł językowy: zabawa słowem, gra słowem, gra metaforą, gra cząstkami morfologicznymi, powrót do znaczenia etymologicznego, celny religijny aforyzm, jakieś motto. „Od czegoś takiego zacznij, tym operuj, do tego nawracaj, a to zawsze zaintryguje słuchaczy i doprowadzi cię do równie trafnej i ważnej puenty kaznodziejskiej” - doradzam klerykom z różnych stron naszego kraju, gdy tylko zostanę zaproszony do któregoś z seminariów. Tak robili ci najwięksi w dziejach polskiego Kościoła.
Wszystkie te pomysły kompozycyjno-stylistyczne można z powodzeniem zastosować w homilii - tak jak nie ma ani jednego zdania Ewangelii, do którego nie można by nawiązać, zbliżając się do tradycyjnego kazania tematycznego. O to jednak chodzi, by współczesne homilie nie sprowadzały się - proszę darować ostre sformułowania - do usypiających, oczywistych formuł typu „Bóg jest niezawodnym Ojcem”, „Chrystus zawsze o tobie pamięta” czy „Maryja jest najlepszą Matką” i do moralizowania od lat skupionego wyłącznie na problemie aborcji i środków antykoncepcyjnych oraz na narzekaniu na zgubne wpływy Zachodu i Ameryki (z liberalizmem na czele), ale by były prawdziwym wspólnym zmaganiem się - kaznodziei i słuchaczy - z problemami współczesnego człowieka.
Kiedy przed paroma laty zwróciłem uwagę zwariowanemu kierowcy, że swoim zachowaniem na szosie grzeszy przeciwko piątemu przykazaniu, usłyszałem ripostę oskarżającą mnie o…bluźnierstwo (dopowiem z przekąsem, że w wywiadzie prasowym jeden z biskupów chwalił się przed laty, jak to on lubi szybką jazdę i przekraczanie dozwolonej prędkości). Proszę bardzo: to jest jeden z problemów katolickiej Polski, ujawniający całą swoją statystyczną grozę - doprawioną alkoholem - szczególnie w dniach okalających katolickie święto Wszystkich Świętych.
A stosunek do drugiego człowieka - pracodawcy do pracowników, przełożonych do podwładnych? A język, jakim zwracamy się do innych ludzi? Przecież idzie przez Polskę fala komunikacyjnej nienawiści, wzajemnych oskarżeń, oszczerstw, słów dosłownie zabijających. A problem przemocy w rodzinach, w szkołach? A tolerowanie zła?
Zamiast grzmieć na grzeszną zachodnią Europę zagrażającą polskim wartościom, pokażmy światu, że z naszego chrześcijaństwa coś wynika - nieśmiało kiedyś proponował nam wybitny austriacki teolog ks. prof. Paul Zulehner. Coś wynika przede wszystkim w codziennych relacjach międzyludzkich - dopowiadam. Wszak człowiek stał zawsze w centrum chrześcijaństwa i to człowiek jest drogą Kościoła - nauczał Jan Paweł II. Oto w moich odczuciach problem numer jeden polskiego kaznodziejstwa i - szerzej - programu duszpasterskiego.
Do sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie przybyło w 2025 r. ponad 6,5 mln pielgrzymów, przekazała w piątek administracja jednego z najpopularniejszych na świecie miejsc kultu maryjnego.
Liczba ta jest zbliżona do rekordu, jaki zanotowano w 2023 r., kiedy w Portugalii organizowane były Światowe Dni Młodzieży z udziałem papieża Franciszka. Wówczas w Fatimie łącznie w ciągu całego roku odnotowano 6,8 mln wiernych, poinformowała PAP rzeczniczka prasowa sanktuarium fatimskiego Patricia Duarte. Dodała, że w ostatnich kilku latach liczba pątników przekraczała 6 mln, co oznacza, że wróciła do poziomu sprzed pandemii koronawirusa.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.