Reklama

Kościół

Irlandia ostrzega

W końcu września 1979 r. Jan Paweł II odwiedził Irlandię, kraj uważany za ostoję katolicyzmu. Dziś, po 45 latach, legalne są w tym kraju aborcja i związki jednopłciowe. O to, co się stało ze Szmaragdową Wyspą, pytamy Tomasza Kaplana, członka Domowego Kościoła, który 20 lat temu wyemigrował do Irlandii.

Niedziela Ogólnopolska 39/2024, str. 26-28

[ TEMATY ]

Irlandia

Z archiwum rodzinnego

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tomasz Strużanowski: Kiedy przybyliście na Szmaragdową Wyspę?

Tomasz Kaplan: Przyjechaliśmy do Irlandii 6 maja 2004 r., tuż po ukończeniu studiów. Pięć dni wcześniej Polska stała się członkiem Unii Europejskiej i całe nasze pokolenie, korzystając z otwarcia granic, ruszało właśnie na podbój Wysp Brytyjskich w poszukiwaniu lepszego życia. Trafiliśmy do niewielkiego miasteczka na południu kraju, podjęliśmy pracę w fabryce produkującej rozruszniki serca, podszlifowaliśmy język i po roku przeprowadziliśmy się do Dublina. Tu podjąłem dalsze studia, po jakimś czasie udało mi się wrócić do zawodu wykonywanego w Polsce (jestem księgowym), aż wreszcie wraz z żoną założyliśmy własne biuro rachunkowe i zrezygnowaliśmy z pracy na etacie. Urodziły nam się dzieci (troje)...

Reklama

Kiedy wyjeżdżaliście z Polski, byliście ludźmi wierzącymi?

W Polsce byliśmy takimi zwykłymi, „szeregowymi” katolikami, chodzącymi regularnie na niedzielną Eucharystię, więc zaraz po przyjeździe do Irlandii szukaliśmy dla siebie kościoła. I podobnie jak tysiące innych przybyszów z Polski znaleźliśmy to miejsce w parafii w Dublinie, gdzie była sprawowana Msza św. w języku polskim. Pamiętam, że świątynia była co niedzielę tak nabita, że nie dało się palca wcisnąć. Dla wielu nie starczało miejsca i stali na zewnątrz. Ludzie byli spragnieni zarówno przeżyć duchowych, jak i zwykłego kontaktu z rodakami. Przy okazji była to prawdziwa giełda informacji o tym, gdzie można znaleźć pracę, zakwaterowanie... W 2016 r. nasz duchowy rozwój nabrał tempa, gdy znajomi zaproponowali nam formację w Domowym Kościele. Trwamy w niej do dzisiaj.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jak z Twojej perspektywy, na podstawie pobytu w Irlandii, przedstawia się kondycja Kościoła w tym kraju?

Tutejszy Kościół przeżywa głęboki kryzys. Historyczne uwarunkowania (wielowiekowa okupacja Irlandii przez Anglików) spowodowały niezwykle mocne sprzężenie poczucia tożsamości narodowej z przynależnością wyznaniową. Powstała silna zbitka: „Irlandczyk równa się katolik”, która poszła zdecydowanie za daleko, ze szkodą dla wiary.

Po uzyskaniu przez Irlandię niepodległości (1921 r.) przez wiele dekad Kościół irlandzki miał w swoich rękach ogromny, wręcz decydujący wpływ na władzę, na kształt stanowionego prawa, na edukację, na sposób myślenia Irlandczyków, słowem – sprawował „rząd dusz”. Niestety, sprzyjało to wielu nadużyciom. Księża, jako niekwestionowani liderzy swoich społeczności, decydowali o wszystkim. Przykładowo: konsekwencją prawnego zakazu rozwodów było to, że w szkołach pod naciskiem księży zwalniano z pracy matki nieślubnych dzieci lub kobiety, które odeszły od swoich mężów, ponieważ ich sytuacja życiowa była zgorszeniem dla społeczności.

Reklama

W latach 80. i 90. ub. wieku zaczęły wychodzić na jaw bulwersujące przypadki z przeszłości. Opinia publiczna dowiadywała się o udokumentowanych przypadkach odbierania dzieci samotnym matkom (np. w szpitalach) i przekazywania ich do adopcji, niekiedy zagranicznej. Robiły to siostry zakonne! Światło dzienne ujrzała prawda o konkubinatach i nieślubnych dzieciach kapłanów, w tym postaci, których opinia do tej pory uchodziła za nieposzlakowaną. Gwoździem do trumny okazały się przypadki udowodnionych nadużyć seksualnych ze strony osób duchownych.

Najgorsze w tym wszystkim było jednak nagminne zamiatanie tych spraw pod dywan. Skandale wywołane przez osoby duchowne były ukrywane, przemilczane. Często jedyną karą dla sprawcy było przeniesienie do innej parafii czy diecezji, ofiary tych czynów były natomiast pozostawiane samym sobie.

Po 2000 r. zaczęły się ukazywać raporty obrazujące dużą skalę tych nadużyć, które – jak łatwo się domyślić – przyczyniły się do masowego odwracania się Irlandczyków, zwłaszcza młodszych, od Kościoła.

Czy w Waszym odbiorze te wstrząsające raporty były wiarygodne?

Tak. Zostały przygotowane przez komisje kościelne i państwowe, opierały się na zeznaniach licznych świadków.

Czy te raporty były jedyną przyczyną ochłodzenia się irlandzkiej religijności?

Nie. Ujawnienie kościelnych skandali zbiegło się w czasie z ogromnym wzrostem zamożności irlandzkiego społeczeństwa; aspiracje ludzi skierowały się w stronę dobrobytu materialnego, otwarcie na świat poskutkowało wdarciem się zachodnich wzorców życia i postępowania, dalekich od chrześcijaństwa. Masowa migracja do stolicy kraju, Dublina (dziś co czwarty Irlandczyk mieszka w tamtejszym obszarze metropolitalnym), oznaczała oderwanie od korzeni, od tradycji.

Reklama

Jaką rolę w procesach sekularyzacyjnych odegrały media?

Obrazowo można powiedzieć, że media „poczuły krew”, zwietrzyły swoją szansę i ochoczo rzuciły się na Kościół, ujawniły kolejne afery. Niestety, trzeba dodać, że zazwyczaj nie musiały kłamać – wystarczało ze szczegółami opisać prawdę...

Jaka była skala zmian?

Kościoły błyskawicznie – w ciągu kilku lat – opustoszały. Spadła liczba księży, do seminariów przestali napływać nowi kandydaci. Z kraju, który dzielił się kapłanami z całym światem, Irlandia stała się krajem misyjnym, postkatolickim. Od samego początku naszego pobytu w tym kraju uderzało nas jedno: oprócz Polaków prawie nikt się tu nie spowiadał! Zresztą spowiedź naszego dziecka przed przyjęciem Pierwszej Komunii św. też była przedziwna: z przodu, na widoku podest, aby nie było podejrzeń o nic niecnego, a sama spowiedź nie trwała nawet minuty...

Reklama

Jak w tej sytuacji odnajdują się tamtejsi księża?

Starsi księża pracują resztkami sił. Bywa, że w pojedynkę mają pod opieką po kilka parafii. Znajomy irlandzki kapłan opowiadał nam, że w niektórych tygodniach ma po kilkanaście pogrzebów, bo z tej ostatniej posługi Kościoła ludzie nadal chętnie korzystają, podczas gdy na niedzielnej Mszy św. kościoły świecą pustkami. Minimalną frekwencję ratują głównie imigranci. Msze św. są krótkie, recytowane. W niektórych świątyniach koczują bezdomni, kilka innych zamieniono na puby, restauracje, dyskoteki, magazyny, centra turystyczne. Kapłani wydają się pogodzeni z tą sytuacją. Widać ogromną bezsilność. Księża sami się cenzurują; w homiliach ważą słowa, unikają radykalizmu, ewangelicznej mowy „tak, tak; nie, nie”. Podczas parad społeczności LGBT, gdy całe miasto opanowują tęczowe flagi, powiewają one również na masztach parafialnych...

Jak ludzie patrzą na kapłanów?

Księża są źle postrzegani w społeczeństwie. Jest to wielka tragedia dla tych uczciwych, gorliwych kapłanów, bo to oni płacą największą i niezasłużoną cenę za skandaliczną wieloletnią postawę innych duchownych, w tym czołowych hierarchów. Równie trudna jest sytuacja sióstr zakonnych. Pewną zakonnicę, która krótko wcześniej przyjechała z Polski, w jednym ze sklepów spotkała agresja fizyczna: popychano ją, szarpano i obrzucano wyzwiskami tylko dlatego, że pojawiła się w miejscu publicznym w habicie. Irlandzkie zakonnice już dawno zrezygnowały z noszenia publicznie strojów zakonnych, zresztą – powiedzmy sobie szczerze – po ujawnieniu dawnych skandali ze szkół, szpitali i innych instytucji nie mają one dobrej reputacji w społeczeństwie. Ich liczba gwałtownie spada, a średnia wieku równie gwałtownie wzrasta...

Reklama

A jak Irlandczycy reagują na tych, którzy nadal pielęgnują swą wiarę w Kościele?

Zaobserwowaliśmy silną polaryzację: albo jesteś głęboko wierzący, trwasz przy Chrystusie i nadal chodzisz do kościoła, nie oglądając się na doniesienia o skandalach, albo jesteś letni i odpuszczasz sobie praktykowanie wiary we wspólnocie Kościoła. Jeśli trwasz w praktykowaniu wiary, to spotykasz się ze zdziwieniem otoczenia. Publiczne wyrażanie wiary nie jest, że tak powiem, ani trendy, ani cool... Mówiąc wprost, w oczach młodych Irlandczyków jest to „megaobciach”.

Czy w związku z tym Kościół w Irlandii jest biedny pod względem materialnym?

Nie. Drastyczny spadek liczby wiernych nie skutkuje zubożeniem Kościoła w Irlandii, gdyż posiada on dużo nieruchomości, które przynoszą niemałe profity. Tu dodam, że w odróżnieniu od polskiego Kościoła w parafiach aktywnie działają rady parafialne – świeccy (z reguły są to ludzie w zaawansowanym wieku) coraz bardziej przejmują odpowiedzialność za sprawy materialne parafii, kierują np. bieżącymi remontami, kapłani zaś koncentrują się na duszpasterstwie.

Wasze dzieci uczęszczały do irlandzkich szkół katolickich. Czy one są naprawdę katolickie?

Szkoła nie wpoi wiary, jeśli nie zadbają o to rodzice. Owszem, w szkole, do której uczęszczał nasz syn, było trochę religijnych elementów: modlitwa przed lekcjami, jasełka, jakieś elementy wystroju: krzyż, święte obrazy, ale raczej nie można było liczyć na coś więcej.

Reklama

Czy, Twoim zdaniem, wiara i Kościół w Irlandii przetrwają?

Nie moją rolą jest snuć tak śmiałe przypuszczenia. Proponowałbym jednak dokonać pewnego rozgraniczenia między wiarą w Boga a więzią z Kościołem. Wiara w Boga nadal jest silnie zakorzeniona u większości Irlandczyków. Gdy się z nimi rozmawia, łatwo stwierdzić, że nie są to ateiści, mocno natomiast zachwiało się ich zaufanie i chęć przynależności do Kościoła. Mówiąc wprost i brutalnie: nie chcą mieć z Kościołem nic wspólnego.

Oznacza to, że winni afer i skandali zaciągnęli ogromną odpowiedzialność, bo nie mają racji ci, którzy mówią: „kto ma wierzyć, ten będzie wierzył i nic mu nie zaszkodzi”. A co z tymi, którzy nie wytrzymali spiętrzenia tych nadużyć i zła popełnionego przez ludzi Kościoła i pogubili się w życiu? Stracili poczucie sensu, tego, co dobre, przestali pragnąć obecności Boga w swoim życiu, wybrali grzech jako styl życia? Z drugiej zaś strony – co z tymi prawymi, przyzwoitymi, którzy doszli do wniosku, że nie potrzebują Kościoła i Chrystusa, aby żyć godziwie?

Światełkiem w tunelu są wspólnoty. Jak już wspomniałem, 8 lat temu wstąpiliśmy do Domowego Kościoła, w którym przechodzimy formację osobistą, małżeńską i rodzinną. To pomaga nam trwać, nie zrażać się, nie przejmować się kiepskimi statystykami kościelnymi. W Irlandii istnieje obecnie kilkadziesiąt kręgów DK, już nie tylko polskich, bo zdarza się, że do wspólnoty wstępują też miejscowi, tworzone są kręgi anglojęzyczne. Oczywiście, w skali całego społeczeństwa Domowy Kościół to skala mikro. Zresztą... cały irlandzki Kościół coraz bardziej przypomina enklawy rozsiane po całym kraju, takie wyspy na wyspie...

Reklama

A czy uważasz, że polski Kościół czeka ten sam los, co irlandzki?

Nie jestem wizjonerem i trudno mi odpowiedzieć na takie pytanie. Na pewno Kościół w Irlandii był o wiele bardziej sprzężony z władzą państwową i miał wszechpotężny wpływ na wszystkie aspekty życia. Nadużył tego wpływu, więc w odpowiedzi nastąpił efekt wahadła. W Polsce po upadku komunizmu relacje Kościoła z władzą nie zaszły aż tak daleko, choć i tak wielokrotnie stały się zbyt bliskie. Źle będzie, jeśli polski Kościół podąży ścieżką ukrywania niewygodnych faktów, wyciszania afer. To droga donikąd. Afery i tak wyjdą na jaw. Jeśli okaże się, że takich spraw jest znacznie więcej, że pudrowano rzeczywistość przy pomocy kłamstw i przemilczeń, to może nastąpić taki efekt jak w Irlandii: niemal całkowite odwrócenie się ludzi od Kościoła czy gorzej – od Chrystusa. Czasem odnoszę wrażenie, że niektórzy nasi duchowni ciągle żyją w bańce nieświadomości. Bo tu ciągle JESZCZE ludzie wierzą, JESZCZE przychodzą do Kościoła.

To jest ten sposób myślenia: „Dla nas jeszcze wiary wystarczy”. A co będzie potem? Zostawiamy jakieś światełko w tunelu?

Oczywiście! W 1969 r. pewien niemiecki kapłan wygłosił cykl katechez na antenie rozgłośni radiowej Hessian Rundfunk. Podzielił się w nich swoimi przewidywaniami, w którą stronę zmierza Kościół, zwłaszcza w Europie. Ów ksiądz to Joseph Ratzinger.

No tak... Tak zwane proroctwo Ratzingera. „(...) Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra – Kościół, który stracił wiele. Będzie niewielki i będzie musiał zacząć od nowa, mniej więcej od początku. (...) Kościół będzie wspólnotą bardziej uduchowioną, niewykorzystującą mandatu politycznego, nieflirtującą ani z lewicą, ani z prawicą. To będzie trudne dla Kościoła, bo ów proces krystalizacji i oczyszczenia będzie kosztować go wiele cennej energii. To sprawi, że będzie ubogi i stanie się Kościołem cichych (...)”.

„(...) Ale kiedy minie już proces tego odsiewania, wielka moc popłynie z bardziej uduchowionego i uproszczonego Kościoła. W totalnie zaplanowanym świecie ludzie będą strasznie samotni. Jeśli całkowicie stracą z oczu Boga, odczują całą grozę swojej nędzy. Następnie odkryją małą trzódkę wyznawców jako coś całkowicie nowego. Odkryją ją jako nadzieję, która jest im przeznaczona, odpowiedź, której zawsze potajemnie szukali”.

2024-09-24 14:12

Oceń: +40 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Episkopat Irlandii ogłasza zwołanie synodu

[ TEMATY ]

episkopat

synod

Irlandia

Na zakończenie wiosennej sesji episkopatu Irlandii ogłoszono zwołanie narodowego synodu dla Kościoła w tym kraju. Odbędzie się on w ciągu najbliższych pięciu lat i będzie odpowiedzią wiary na sytuację, w jakiej obecnie jest irlandzkie społeczeństwo i Kościół.

Inspiracja do zwołania synodu pojawiła się w roku 2018 podczas rzymskiego synodu o młodzieży. Przygotowanie do wydarzenia podzielono, w przeciągu pięciu nadchodzących lat, na dwa etapy. Pierwszy, trwający 2 lata, będzie obejmował fazę modlitwy, słuchania, konsultacji i rozeznawania. Zbiegnie się on w czasie z zakończeniem w Rzymie zgromadzenia ogólnego synodu biskupów w roku 2022 i wydaniem adhortacji opublikowanej po tym wydarzeniu. Wówczas nastąpi moment bezpośredniego przygotowywania synodu na każdym szczeblu struktury Kościoła w Irlandii.
CZYTAJ DALEJ

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Prezydent RP nadał odznaczenia za pielęgnowanie pamięci o męczeństwie duchowieństwa

2026-04-29 19:48

[ TEMATY ]

Kalisz

odznaczenie Prezydenta RP

Narodowe Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu/facebook.com

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki nadał odznaczenia państwowe osobom zasłużonym w pielęgnowaniu pamięci o męczeństwa duchowieństwa polskiego w okresie II wojny światowej.

za zasługi w działalności na rzecz kształtowania postaw patriotycznych
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję