Reklama

Historia

Polskie Termopile

17 sierpnia 1920 r. pod Zadwórzem 330 polskich ochotników odpierało ataki liczącej prawie 6 tys. żołdaków bolszewickiej kawalerii. Nierówny bój trwał ponad 11 godzin.

Niedziela Ogólnopolska 33/2025, str. 38-39

[ TEMATY ]

historia

histoiria

pl.wikipedia.org

Stanisław Kaczor-Batowski, "Bój pod Zadwórzem"

Stanisław Kaczor-Batowski, Bój pod Zadwórzem

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ginęli z okrzykami: „Niech żyje Polska. Niech żyje Lwów!”. Bitwa zakończyła się masakrą zgotowaną polskim obrońcom przez krasnoarmiejców. Ich ofiara pozwoliła jednak ocalić ich ukochane miasto.

Nieliczni wobec siły złego

Reklama

Wiosną 1920 r. na front przeciwko Polsce rzucona została 1. Armia Konna dowodzona przez byłego wachmistrza armii carskiej Siemiona Budionnego, którego rewolucja bolszewicka uczyniła jednym z najzacieklejszych jej obrońców. Armia ta była potężnym związkiem manewrowym dysponującym nie tylko 20-tysięczną kawalerią, ale także kilkoma pociągami pancernymi, trzema eskadrami lotniczymi i potężną artylerią. Co ciekawe, „Konarmia” praktycznie nie posiadała taborów zaopatrzeniowych, bo stosowała taktykę spalonej ziemi i działała błyskawicznie jak szarańcza. Krasnoarmiejcy żyli z tego, co złupili i zagrabili. Nie brali jeńców, bo tych, którzy wpadli w ich ręce, okrutnie mordowali. Szli jak burza, siejąc postrach i przerażenie. Ich główną siłą rażenia był stosowany skutecznie efekt psychologiczny. „Ta masa dzikich jeźdźców, wzniecając na nieboskłonie olbrzymie tumany kurzu, przesłaniające wszystko dookoła, robiła wrażenie wielkiej, ruchliwej, niesamowitej siły, wlewającej się w każdą wolną szczelinę, co u przeciwnika wywoływało uczucie bezsiły” – wspominał gen. Tadeusz Machalski, wówczas oficer sztabowy z dowództwa grupy „Wołyń”. Ta dzicz miała wraz z całym frontem południowym wesprzeć wojska Michaiła Tuchaczewskiego idące wprost na Warszawę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

My się nie poddamy

Budionny miał jeszcze jedną ambicję. Chciał „z marszu” zająć Lwów, co odpowiadało też marzeniom komisarza politycznego tego odcinka frontu – Józefa Stalina. Obaj chcieli odebrać w zdobytym błyskawicznie Lwowie wielką defiladę zwycięstwa, a potem dopiero ruszyć na Warszawę, Berlin, Wiedeń i wreszcie – jak napisali dowódcy bolszewiccy – „przemknąć ze stukotem kopyt ulicami Paryża”. Opór Budionnemu stawiały oddziały polskie, w tym oddział eskadry lotniczej mjr. Romana Abrahama. Jej częścią był batalion ochotników dowodzony przez lwowskiego notariusza kpt. Bolesława Zajączkowskiego, który starł się z bolszewikami przy linii kolejowej zaledwie 30 km od centrum Lwowa.

Reklama

Na polskich obrońców bolszewicy rzucili sześć kolejnych szarży swej konnicy, wspieranej przez ogień artylerii i pociski zrzucane przez sowieckie samoloty. Gdy po całodziennym boju polskim obrońcom zaczęło brakować amunicji, walka toczyła się już tylko na bagnety i kolby karabinów. „Nie poddawać się! Żeby nas potem prali w niewoli po pyskach?! Nie poddawać się! Do ostatniego ładunku!”. Takie okrzyki – według relacji kilku cudownie ocalonych, w tym późniejszego kapłana Bronisława Mireckiego – słychać było do późnego wieczora, gdy na polu bitwy pozostało zaledwie trzydziestu Polaków. Rozwścieczeni bolszewicy siekali ciała rannych i zabitych pałaszami, odrąbywali im głowy i ręce. Z 330-osobowego oddziału zginęło 318 walczących, a gdy na pobojowisko dotarły w kolejnych dniach polskie oddziały, zidentyfikowano jedynie niewiele ponad stu żołnierzy.

Wściekłość bolszewików spotęgowana była świadomością, że ta garstka młodocianych obrońców związała ich walką na tyle długo, że w tym czasie wzmocniono załogę broniącą w kolejnych dniach Lwowa oraz uzyskano czas, aby na front dotarły polskie dywizje pościgowe. Po klęsce pod Lwowem Budionny próbował jeszcze bezskutecznie zdobyć Zamość, a wreszcie 31 sierpnia 1920 r. jego „niezwyciężona Konarmia” została rozbita w proch i pył w największej bitwie kawaleryjskiej XX wieku pod Komarowem.

Matka nieznanego żołnierza

Siedmiu obrońców Zadwórza na czele z ich dowódcą pochowano z najwyższymi honorami na cmentarzu Obrońców Lwowa, pozostałych – na miejscu bitwy, nad którym wzniesiono kurhan z napisem: „Orlętom poległym w dniu 17 sierpnia 1920 roku w walkach o całość ziem kresowych”. Polskie Termopile związały się też na zawsze z dziejami Grobu Nieznanego Żołnierza, który powstał przed 100 laty w arkadach Pałacu Saskiego w Warszawie. Oto jednym z obrońców Zadwórza był 19-letni polski Ormianin Konstanty Zarugiewicz. Gdy bolszewicy szli na jego ukochane miasto, przerwał studia na politechnice, a że miał już doświadczenie bojowe, bo bronił Lwowa w 1918 r. w walkach z Ukraińcami, zaciągnął się do oddziału kpt. Zajączkowskiego. Jego ciało zostało po bitwie tak zmasakrowane, że nie sposób było je rozpoznać. Gdy Zadwórze znalazło się znów w polskich rękach, matka Konstantego szukała go w takiej rozpaczy, że w ciągu kilku godzin, krążąc po pobojowisku, z kruczowłosej, pełnej temperamentu 40-letniej kobiety stała się pokrytą siwizną staruszką. Do końca swych dni przeżywała śmierć syna. Zmarła w zapomnieniu w szpitalu psychiatrycznym w Suwałkach w 1968 r. Dopiero w 2016 r. staraniem rządu polskiego jej doczesne szczątki sprowadzone zostały na cmentarz Powązkowski, gdzie spoczęła w grobowcu ozdobionym ormiańskim chaczkarem w kwaterze kolegów jej syna z wojny polsko-bolszewickiej.

Pięć lat po bitwie pod Zadwórzem Jadwiga Zarugiewiczowa zgodziła się zostać przybraną matką nieznanego obrońcy Polski. Gdy 29 października 1925 r. na Cmentarzu Orląt Lwowskich wydobyto uroczyście z ziemi trzy trumny, w których spoczywali niezidentyfikowani żołnierze, wskazała na jedną z nich. Kryła ona szczątki 14-letniego chłopca trzymającego w dłoniach maciejówkę z orzełkiem. Miał przestrzeloną głowę i nogę. W żaden sposób nie udało się ustalić ani jego nazwiska, ani jego losów. Był jednym z setek młodych bohaterów, którzy ochotniczo poszli walczyć o polski Lwów w listopadzie 1918 r., i prawdopodobnie zginął w czasie walk z Ukraińcami na Łyczakowie. Nazajutrz, 30 października, w bazylice katedralnej Lwowa bya sprawowana Msza św. pogrzebowa i egzekwie w obrządkach: rzymsko- i greckokatolickim oraz ormiańskim. Zawyły syreny fabryczne i rozdzwoniły się dzwony we wszystkich kościołach miasta. W Dzień Zaduszny 2 listopada 1925 r. pociąg wiozący na lawecie trumnę Nieznanego Żołnierza dotarł do stolicy. Jego ciało spoczęło w arkadach pałacu Saskiego pod znamienną inskrypcją: „Tu leży Żołnierz Polski poległy za Ojczyznę”. Tak historia polskich Termopil splotła się z miejscem, przy którym Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział w czasie pielgrzymki w 1979 r. słowa: „Na iluż to miejscach żołnierz polski przemawiał swą śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”.

Autor jest historykiem, doradcą Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2025-08-12 14:35

Oceń: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pamięć wykuta w granicie

Niedziela Ogólnopolska 35/2024, str. 38-39

[ TEMATY ]

histoiria

Mateusz Wyrwich

Jedna z ostatnio wmurowanych tablic

Jedna z ostatnio wmurowanych tablic

Spośród blisko 50 tys. żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego niemal 20 tys. zginęło na ulicach stolicy. W podziemiach budynków i kanałów.

Setki, a może tysiące z nich do dziś nie ma grobów. Rozstrzelani bądź spaleni żywcem przez Niemców pozostają już tylko w Bożej i ludzkiej pamięci. Czasem ich nazwiska utrwalają memoratywne tablice ledwie mówiące cokolwiek o bohaterach. Przechodzimy obok ich minionego życia bez emocji, a przecież dzięki nim jesteśmy Polakami.
CZYTAJ DALEJ

Lekarz z powołania

Cmentarz w Zagórzu należy do największych i najstarszych nekropolii w Sosnowcu. Spoczywa na nim wiele pokoleń mieszkańców zasłużonych dla rozwoju miasta oraz Zagłębia. Wśród wielu grobów sosnowieckich intelektualistów są groby znanych lekarzy. Wymienić tu należy grób rodziny Wrzosków, w którym spoczywa znany w całym kraju i na świecie prof. med. Adam Wrzosek. Niedaleko od podupadającej kapliczki - grobowca rodziny Wrzosków, przy tej samej alejce znajduje się grób innego lekarza - Aleksandra Widery.

Dziś postać ta nie byłaby znana, gdyby nie powieść Stefana Żeromskiego rozgrywająca się w Zagłębiu Dąbrowskim, a zatytułowana Ludzie bezdomni. Powieść ukazała się drukiem na rok przed śmiercią Widery, a losy głównego bohatera dr. Tomasza Judyma zbiegają się z działalnością i sytuacją życiową Aleksandra. Stąd powszechne mniemanie, iż dr Widera był pierwowzorem Judyma. Aleksander Widera znany był z tego, iż z wielkim oddaniem i gorącym sercem spieszył z pomocą chorym robotnikom i górnikom Sosnowca oraz biedakom z Zagórza. Zmarł w wieku 35 lat. Nie założył rodziny. Nie pozostawił po sobie najbliższych. Dlatego też grobowiec na zagórskim cmentarzu wybudowany został kilka lat po jego śmierci staraniem dyrekcji sosnowieckiego oddziału Towarzystwa Lekarskiego. Wydaje się, że wybudowanie grobowca było wynikiem ukazania się w roku 1900 powieści Stefana Żeromskiego Ludzie bezdomni. "Zmieniające się czasy, rewolucyjne utarczki z początku XX w., I wojna światowa, II wojna światowa, później odbudowa kraju sprawiły, że o doktorze Widerze i jego grobie prawie zapomniano. Wprawdzie starzy mieszkańcy Zagórza opowiadali, że na cmentarzu jest pochowany słynny doktor, to jednak po upływie prawie całego wieku nikt tym grobem się nie opiekował" - wyjaśnia dr Emilian Kocot. Przełom nastąpił w roku 1996, kiedy w prasie ukazał się artykuł o tym, że wandale przewrócili okazały krzyż z czarnego marmuru na grobie doktora Aleksandra Widery. Wówczas Zarząd Sosnowieckiego Koła Polskiego Towarzystwa Lekarskiego z proboszczem parafii św. Joachima, ks. Stanisławem Kocotem, i Zarządem Cmentarza postanowili odrestaurować zniszczony działaniami atmosferycznymi i rękami wandali grobowiec. W aktach parafialnych odnaleziono akt zgonu doktora Aleksandra Widery. Odbudowano rozsypujące się fundamenty grobowca, na nowo ustawiono na wysokim cokole przewrócony, lecz na szczęście nieuszkodzony krzyż. Na płycie nagrobkowej umieszczono granitową tablicę z napisem: "Dobro człowieka najwyższym prawem. Doktorowi Judymowi i ku pamięci potomnym Sosnowieckie Koło Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w 90. rocznicę powstania Towarzystwa Lekarskiego Zagłębia Dąbrowskiego 1997 r.". 20 listopada 1997 r. biskup sosnowiecki Adam Śmigielski SDB poświęcił odnowiony grobowiec. Uroczystość zgromadziła liczne grono lekarzy z całego Zagłębia oraz władze miasta. Grobowiec doktora Widery znajduje się przy tej samej alei, co zbiorowa mogiła robotników poległych w 1905 r. podczas strajku w Hucie Katarzyna w Sosnowcu. Nieco dalej, w kierunku wschodnim, po prawej stronie z daleka widać wysoki, z czarnego marmuru krzyż spoczywający na granitowym bloku. Widnieje tam napis: "Śp. Aleksander Widera - lekarz zakładów Towarzystwa Sosnowieckiego. Zm. D. 29 maja 1901 r. w wieku lat 35. Śp. Janina Widera. Zm. D. 18 października 1897 r. przeżywszy lat 18". Dawniej na płycie nagrobnej znajdowały się w narożach cztery graniaste, wysokie cokoły z piaskowca połączone grubym, stalowym, ozdobnym łańcuchem. Dzisiaj grobowiec ten jest jednym z pomników kultury i przypomina o szczytnych hasłach zawodu lekarskiego. Oby znalazło się jak najwięcej naśladowców doktora Widery.
CZYTAJ DALEJ

Asteroida nazwana imieniem papieża Leona XIII

2026-04-29 20:38

[ TEMATY ]

asteroida

Leon XIV

pixabay.com

Po raz pierwszy ciało niebieskie zostało nazwane imieniem papieża Leona XIII (1878-1903). Niedawno odkryta asteroida została zarejestrowana przez Międzynarodową Unię Astronomiczną (IAU) pod nazwą „Gioacchinopecci”, poinformowało 29 kwietnia Obserwatorium Watykańskie. Nosi ona numer rejestracyjny 858334 i została odkryta za pomocą teleskopu watykańskiego znajdującego się na Górze Graham w Arizonie.

Gioacchino Pecci to imię chrzcielne urodzonego w 1810 roku późniejszego papieża Leona XIII, który odegrał znaczącą rolę w historii astronomii watykańskiej. Podczas jego pontyfikatu zostało na nowo utworzone w 1891 roku papieskie obserwatorium. Decyzję tę podjął na mocy motu proprio zatytułowanego „Ut mysticam”. W dokumencie papież zlecił przedstawicielom Kościoła promowanie nauk przyrodniczych w miarę ich możliwości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję