Adam Szewczyk: Koszalińska katedra po II wojnie światowej odzyskała katolicki charakter. Wskutek realizacji wielu zadań konserwatorsko-remontowych wzrósł jej splendor religijny oraz turystyczny. Jak przekłada się to na codzienność życia parafii?
Reklama
Ks. Henryk Romanik: Obok posługi proboszcza pełnię też funkcję diecezjalnego konserwatora zabytków i w związku z tym mam także obowiązki koordynacyjne, które wiążą się z pomocą dla proboszczów w rozległej diecezji. To m.in. przeprowadzanie procedur pozyskiwania środków publicznych, które w ostatnich latach były bardzo obfite, do wykorzystania ich dla poratowania czy odnowienia zabytkowych świątyń, co wymaga dużej dyscypliny i współpracy z administracją świecką, szczególnie samorządową. Także nasza katedra oraz należący do nas kościół św. Józefa, aktualnie remontowany, korzystają z tych środków pomocowych, co wymaga współpracy z profesjonalistami, od strony zarówno konserwatorskiej, jak i administracyjnej, prawnej, by nie wpaść w pułapkę i nie narobić sobie oraz parafii kłopotów. Należy wygospodarować czas na modlitwę, pracę duszpasterską, spotkania z ludźmi, ze wspólnotami, a także czas dla zdrowia. Katedralne kalendarium wydarzeń, również tych kulturalnych, jest przebogate. Najważniejszym jest Letni Międzynarodowy Festiwal Organowy organizowany we współpracy z Filharmonią Koszalińską im. Stanisława Moniuszki. Dbamy, aby zespoły śpiewacze i instrumentalne w katedrze czuły się dobrze, czuły się zaproszone, co wiąże się z potrzebą wyważenia pewnych proporcji tego, co i jak dzieje się w świątyni. Jako gospodarz tego miejsca zabiegam, by repertuar był przynajmniej w części religijny, by nie było muzyki nie na temat, np. filmowej, rozrywkowej.
Oczywiście, nie brakuje również pielgrzymów oraz turystów odwiedzających katedrę. Często odwiedzają nas osoby, którym katolicyzm jest obcy, np. mieszkańcy Niemiec Wschodnich (dawnego NRD), którzy w takim kościele są być może pierwszy raz w życiu, w większości nieochrzczeni; takie kategorie, jak np. miejsce modlitwy czy sama modlitwa, są im obce. Jako proboszcz i gospodarz tego świętego miejsca staram się wówczas przekazać im pewne treści, wyjaśnić, co to jest katedra i co tu się dzieje. Tak trzeba. Mimo wszystko nie akcentowałbym nadmiernie turystycznej roli koszalińskiej katedry, nie takie bowiem jest jej przeznaczenie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jak radzi sobie Ksiądz z wyważeniem proporcji między działaniami duszpasterskimi i... menedżerskimi?
Według mnie, lepsze będą tu określenia „zarządca” lub „administrator”, bo administracja dotycząca spraw materialnych, opieki nad wszystkimi należącymi do parafii obiektami, jak również administracja dotycząca parafian – to jest obowiązek każdego kapłana przyjmującego zadanie proboszczowania. Nadrzędną sprawą jest troska o środowiska tworzące parafialną społeczność.
Reklama
Katedra jest również kościołem, z którego biskup naucza wiernych – symbolizuje jego władzę i autorytet. W Koszalinie, z uwagi na bliskość Kurii diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, unaocznia się to szczególnie wyraziście. Czy zatem biskupi miejsca są w niej częstymi gośćmi?
Katedra jako kościół biskupi przede wszystkim jednoczy duchowieństwo i wiernych całej diecezji. Są takie dni w ciągu roku, gdy wokół biskupa gromadzi się liczna grupa duchownych, np. w Wielki Czwartek. Obecnie mamy w diecezji biskupa administratora i seniora. Czekamy na nominację nowego biskupa. Obowiązki biskupa naszej diecezji oznaczają jego obecność w przestrzeni od Ustki do Krzyża Wielkopolskiego, co generuje potrzebę ciągłego podróżowania. W kalendarzu liturgicznym i świąt katedralnych nie brakuje jednak okazji do celebracji pod przewodnictwem biskupa. To np. święto Poświęcenia katedry czy spotkanie Kapituły Katedralnej, ale także uroczystości związane ze świętami kościelnymi i państwowymi.
Przy katedrze działa wiele stowarzyszeń, ruchów, wspólnot, które obrazują zaangażowanie laikatu w życie Kościoła, ale z drugiej strony – generuje to potrzebę sprawowania nad nimi duchowej opieki. Jak to wygląda u Was?
Reklama
Jeśli mówimy o grupach modlitewnych i wspólnotach w parafii, warto posłużyć się dwoma ważnymi w Kościele pojęciami: tradycja i ewangelizacja. Do środowiska tradycyjnego należą dwie wspólnoty: Żywy Różaniec i Kręgi Pielgrzymujące Matki Bożej. Sprawuję nad nimi opiekę. Mamy też wspólnotę liturgii łacińskiej, której przewodzi nasz wikariusz senior – liturgista, ceremoniarz katedralny. Żywa i dynamicznie działająca jest wspólnota Odnowy w Duchu Świętym. Występują też mniejsze liczebnie wspólnoty, jak choćby Rycerze św. Michała Archanioła czy Straż Honorowa Najświętszego Serca Pana Jezusa. W naszej parafii posługują również siostry ze Zgromadzenia Misjonarek Apostolstwa Katolickiego, czyli pallotynki. Nie sposób pominąć grupy Mały Apostoł, tworzonej przez rodziny z małymi i okołokomunijnymi dziećmi, która daje swym życiem i działaniami niezwykle barwny obraz funkcjonowania cennego wycinka naszej parafii. Zauważanym i docenianym przez nas środowiskiem są Harcerze i Skauci Europy, dzięki którym organizacja wielu wydarzeń o charakterze religijnym i patriotycznym staje się o wiele łatwiejsza.
Co dziś spędza Księdzu sen z oczu?
To sprawa, która dotyczy podstawowego zadania każdego księdza, każdego proboszcza – czyli troska o zbawienie dusz. Bardziej konkretnie, to zmierzenie się ze statystykami dotyczącymi parafii, słowem – jak dotrzeć do tych, których tu nie ma i których może nie być i czy w ogóle da się do nich dotrzeć.
Trzeba powiedzieć, że przechodzimy pewien etap ewolucji życia społeczno-religijnego, w którym kolejne pokolenie rodzi się bez modlitwy. Obserwujemy radosny i pogodny tłumek dzieci i rodzin podczas Pierwszej Komunii św., ale dzieci te w wielu przypadkach nie potrafiły wcześniej uczynić znaku krzyża, pomodlić się, w rodzinie bowiem nikt nigdy z nimi tego nie robił. Jak pomóc dzieciom, które pozostają bez opieki religijnej w rodzinie, w domu? – to spędza sen z powiek nie tylko mnie, ale i wszystkim duszpasterzom, i myślę, że nie tylko w Koszalinie. Nie rezygnuję z zabierania głosu tam, gdzie mogę to czynić, w różnych środowiskach i przy różnych okazjach staram się z otwartym sercem zwracać do ludzi. Uważam, że tak trzeba, że trzeba być obecnym, nie schodzić z ringu, trwać, zapraszać, otwierać drzwi... Trzeba cieszyć się każdą osobą, każdą rodziną, każdym dzieckiem i z nimi pracować, doceniać ich. Można nawet przygotowywać ich do samodzielnej, indywidualnej misji wśród rodzin, innych dzieci, co nie jest takie proste.
Nie sposób nie odnieść się do pewnej ciekawostki związanej z katedrą w Koszalinie – witraży z podobizną Marcina Lutra i Filipa Melanchtona...
Decyzja, najpierw franciszkanów, którzy przez pierwsze 30 lat po wojnie byli tu duszpasterzami, a potem – od początku diecezji – kolejnych biskupów, by zostawić te witraże z liderami reformacji luterańskiej, owocuje tymi pytaniami przez cały czas. Według mnie, są trzy perspektywy, które mogą tę sytuację rozwiązać. Pierwsza to zachować je w duchu trwałości tradycji historycznej, z szacunku dla 450 lat obecności ewangelików w tej świątyni, przy czym nie chodzi o podzielanie poglądów Lutra czy Melanchtona. Druga możliwość to oddanie ich do muzeum, np. w wieży katedry kołobrzeskiej, i umieszczenie w tym kontekście, w tym stylu neogotyckim, innych wizerunków świętych – chociażby patronów diecezji. Trzecią możliwość stanowiłoby, w porozumieniu ze strukturą Kościoła ewangelickiego w Polsce, przekazanie owych witraży któremuś z kościołów tego wyznania. Jak na razie prób rozwiązania tej sprawy nie było.
Koszalińska parafia katedralna Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny obejmuje rozległy obszar centrum miasta. Zamieszkuje ją ok. 17,2 tys. osób, a posługuje w niej siedmiu księży: proboszcz, trzej wikarzy, dwaj pomocnicy duszpasterscy oraz rezydujący duchowny – wykładowca akademicki.
