Reklama
Na wykład o historii kościoła w Wapienicy oraz na prezentację odnowionej tablicy pamiątkowej 21 listopada zaprosił Wiesław Dziubek, autor kultowych albumów o Bielsku-Białej. Na jego prelekcję do Domu Kultury przyszło ponad 70 osób, w tym ks. Jerzy Matoga, proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu. Podejmując temat budowy kaplicy, W. Dziubek przypomniał, że na przełomie XIX i XX w. obszar Wapienicy zdominowany był przez ludność pochodzenia niemieckiego (90 proc. populacji), która deklarowała przynależność do Kościoła ewangelickiego. Statystyki z lat 30. XX wieku mówią, że na 923 mieszkańców 284 to byli katolicy. Administracyjnie podlegali oni parafii św. Mikołaja w Bielsku. Idea powstania kaplicy na terenie Wapienicy, jak wspomniał W. Dziubek, zrodziła się w 1916 r. Jeden z mieszkańców Józef Bulowski miał wizjonerski sen, w którym objawił mu się krzyż opuszczający się na pole naprzeciw stacji kolejowej. Na tyle swoją wizją zaraził mieszkańców, że w 1925 r. powołano do istnienia stowarzyszenie budowy kaplicy. Imprimatur na działalność uzyskało ono od katowickiej kurii biskupiej. Dwa lata później stowarzyszenie nabyło rzeczoną działkę oraz podpisało umowę z firmą Karola Korna na projekt i budowę. Była to dość ryzykowna decyzja, bo mimo uzyskania subwencji z Urzędu Wojewódzkiego brakowało środków własnych na sfinalizowanie przedsięwzięcia. Wbrew problemom prace nad postawieniem kaplicy ruszyły w 1930 r., a rok później oddano ją do użytku. W czasie okupacji Niemcy zabronili odprawiania Mszy św. w języku polskim, jak też ograniczyli ich liczbę do jednej w tygodniu. Z jej wnętrza miały również zniknąć wszystkie polskie treści. Zamalowano wówczas słowa: „Chwalcie Pana wszystkie narody”, które zimą przebijały przez warstwę farby, na złość nazistom. W. Dziubek przypomniał również o Janie Walczaku, który w ostatnich miesiącach wojny zginął przypadkowo w wyniku wymiany ognia między sowietami a Niemcami. Był on pierwszą osobą pochowaną na terenie cmentarza w Wapienicy, który wtedy jeszcze nie pełnił takiej roli.
Hojność wybita gwoździem
Wykład, który ubarwiły fotografie z okresu międzywojennego, był preludium do prezentacji odnowionej tablicy z 1930 r. Jej renowacji dokonała pracownia konserwatorska Piskorskich z Katowic. Na ten cel pozyskano dotację z Urzędu Miasta w Bielsku-Białej w wysokości 12 tys. zł. Zabezpieczono również 3 tys. zł ze środków własnych. – Chodząc na wywiady w różne miejsca, trafiłem na państwa Hanzlów. To Franciszek Hanzel junior, którego ojciec Franciszek senior był inicjatorem budowy kaplicy, pokazał mi tablicę, którą dziś oglądamy. Znajdowała się ona w kapliczce przy ul. Bożka. Młodociani chuligani systematycznie wybijali w niej szyby, co zmieniało dość drastycznie warunki panujące w jej wnętrzu. To z kolei przyczyniało się do degradacji tablicy. Tak było 9 lat temu. Przez ten czas udało się pozyskać pieniądze na jej renowację i przywrócić jej pierwotny wygląd – mówił W. Dziubek. Omawiając artefakt, podkreślił, że jest on niemym świadkiem bezinteresownej ofiarności lokalnej społeczności. Jak się okazało, do naszych czasów nie przetrwał jednak bez uszkodzeń. Brakuje na nim 18 gwózdków, na których były nazwiska i profesje donatorów. Z tych, które się zachowały wynika, że najwięcej widnieje na nich rzeźników. Są też maszyniści, posterunkowi, strażacy. Na jednym z zabytkowych gwózdków można odczytać nazwisko Ryszka, którego potomkami są Piotr Ryszka, były prezes bielskiego oddziału TP im. Brata Alberta, i śp. ks. Krzysztof Ryszka, proboszcz w bielskiej parafii NSPJ. Widnieją też na niej nazwy organizacji religijnych: Trzeciego Zakonu św. Franciszka czy Kongregacji Mariańskiej. Listę ofiarodawców uzupełnia gwózdek z personaliami marszałka Józefa Piłsudskiego, który jak się okazuje miał swój wkład w budowę kościoła w Wapienicy.
Na widok publiczny
W ręce ks. Jerzego Matogi tablica pamiątkowa trafiła 25 listopada. Będzie ona ozdobą tworzącej się w parafialnych salkach Izby pamięci. Specjalnie dla niej powstaje przeszklona gablota. Innym złożonym tam artefaktem będzie ważący około 200 kg kamień węgielny. – Trafiliśmy na niego kompletnym przypadkiem podczas przeprowadzenia prac modernizacyjnych. Po zdjęciu posadzki i wywiezieniu półmetrowej warstwy ziemi pod izolację i zabezpieczenie fundamentów, naszym oczom ukazał się olbrzymi kamień z datą 1930. Do niego była przytwierdzona tuba z dokumentem, w którym zawarto szereg informacji o Wapienicy, m.in. o liczbie katolików. Chciałbym, żeby też był on tam wyeksponowany. Liczę na to, że dzięki parafianom powstanie fotograficzny kolaż, dokumentujący różne momenty w życiu naszej wspólnoty – mówi proboszcz.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
