W warszawskim seminarium od ponad pół wieku kształcą się lektorzy, dla których czytanie Słowa Bożego to zobowiązanie na całe życie. Jak Kurs Lektorski kształtuje serce i odkrywa powołanie – specjalnie dla „Niedzieli” pisze były kursant, a dzisiaj kleryk Dawid Frączak.
Jestem klerykiem VI roku Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, ale w tym artykule chciałbym podzielić się z Czytelnikami, czym był dla mnie i moich młodszych kolegów kurs lektorski prowadzony przy Krakowskim Przedmieściu 52/54.
Życie Słowem
„Verba docent, exempla trahunt”, czyli słowa uczą, przykłady pociągają. Sentencja, przywołana na zajęciach przez ks. prał. Wiesława Kądzielę, stała się dla mnie i wielu innych kluczem do zrozumienia, czym naprawdę jest posługa przy ołtarzu Pana. Chodzi w niej o to, aby codzienne życie było realizacją Słowa Bożego czytanego z ambony.
Dla większości uczestników kurs jest pierwszym poważnym bodźcem do większego zaangażowania się w życie Kościoła. Choć do dzisiaj doceniam praktyczny aspekt zajęć polegający na doskonaleniu techniki artykulacji, to jednak dla mnie były to swego rodzaju rozłożone w czasie rekolekcje. W ich trakcie, przez odkrywanie piękna liturgii, pogłębiłem swoją relację z Chrystusem, szczególnie w Eucharystii.
Pisząc o kursie, nie można pominąć charyzmatycznego kapłana – ks. prał. Kądzieli. Prowadzone przez niego zajęcia są czasem nakierowania zmysłów na Słowo Boże. Warto też wyjść przed ołtarz i podzielić się swoimi umiejętnościami oraz poddać się rzetelnej ocenie.
Reklama
Po części praktycznej przychodzi czas na pogłębienie teorii. Wykłady prowadzą klerycy. Zajęcia z biblistyki pomagają uczestnikom kursu zrozumieć przesłanie tekstu Pisma Świętego. Z kolei lekcje liturgiki odsłaniają głębię gestów, symboli i historii obrzędów.
Szczególną częścią kursu są wakacyjne rekolekcje, co potwierdzają również moi młodsi koledzy.
– Wtedy po raz pierwszy miałem możliwość bliższego poznania kleryków. Mogło to mieć niebagatelne znaczenie w rozeznaniu powołania do seminarium – powiedział mi kl. Marceli Korytek, uczestnik 50. edycji kursu. Z kolei dla Jędrzeja Moczadłowskiego, lektora z Milanówka promowanego w listopadzie, wakacyjne rekolekcje były „czasem wzmożonej modlitwy, doświadczeniem spotkania osób podobnie myślących o życiu i o wierze, a także wielu inspiracji duchowych”.
Dać świadectwo
Wielu może pomyśleć, że kurs w seminarium jest rodzajem rekolekcji dla rozeznających powołanie. Takie stwierdzenie jest uprawnione o tyle, o ile przez powołanie rozumie się w pierwszej kolejności powołanie do świętości. A przecież kształtować ją w sobie i dążyć do niej to zadanie nie tylko lektorów i ministrantów, ale wszystkich chrześcijan. Kurs Lektorski jest tutaj niezawodną pomocą. Obecna edycja kursu już trwa, zapisać się można dopiero na kolejną. Jest więc czas, aby dobrze przemyśleć swoją decyzję.
Ja Kurs Lektorski polecam wszystkim, którzy szukają autentyczności, chcą głosić Słowo Boże oraz własnym życiem dawać mu świadectwo.
Historycy Polski i Ukrainy oraz przedstawiciele Kościołów z obydwu państw uczestniczyli 27 czerwca w konferencji naukowej „Zbrodnia wołyńska. Historia-pamięć-edukacja. W przededniu 70. rocznicy”, jaką zorganizowano w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Fundamentalną przeszkodą w zbliżaniu Polaków i Ukraińców obu narodów do wyjaśnienia zbrodni wołyńskiej są bardzo głęboko utrwalone stereotypy – mówił były minister spraw zagranicznych prof. Adam Rotfeld.
Otwierając obrady szef kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski stwierdził, że do obrachunku przeszłości powinni włączyć się nie tylko historycy, ale także niezbędni są kapłani z ich misją wyznania, wybaczenia win i pojednania.
Dziś rozpoczęliśmy piesze pielgrzymowanie od miejsca stygmatów św. Franciszka w La Vernie do miejsca śmierci w Asyżu. Rozpoczął się trud pielgrzymowania pod różnym względem, ale w tym czasie umocnieniem jest słowo Boże i świadomość tego, że tymi drogami, którymi podążamy i miejsca, które odwiedzamy - ponad 800 lat temu mógł przemierzać św. Franciszek wraz ze swoimi uczniami.
Idąc do franciszkańskiego sanktuarium w La Vernie należy przemierzać wysoko w górę. Niby z miejscowości wydaje się, że to jest blisko, bo w linii prostej 700 metrów, a drogą samochodową dobrych 15 minut. Rozpoczęcie pielgrzymki było dobrą okazją do poszerzenia wiedzy o Biedaczynie z Asyżu. Postać znana, lubiana, a jednak historia jego życia i momenty, w których nie miał łatwo, zawsze kruszą serce. Gdy wejdzie się na plac przykościelny, oczom pielgrzyma ukazuje się piękny widok gór. Idąc jednak blisko sanktuarium można odnaleźć malowidła ukazujące życie św. Franciszka, na różnych etapach życia, zaczynając od dnia narodzin, przez rozpoczęcie drogi wierności Chrystusowi, spotkanie z sułtanem, czy właśnie na końcu, przy ostatnim malowidle wchodzi się do kaplicy stygmatów. W trakcie poznawania lub przypominania sobie życia tego świętego, można wejść przez niewielki portal - ale jakby do nowej rzeczywistości. Przejście z budynku do miejsca, gdzie widzi się surowe skały, a które św. Franciszek porównał do rozdartej na dwie części zasłony przybytku, gdy Chrystus umierał na krzyżu. Surowe rozdarte skały, drzewa, chłód powietrza i wejście do groty, gdzie Franciszek został dotknięty przez Boga. W czasie, kiedy jego wspólnota była w kryzysie, bo przecież, jak podają historia, został odsunięty od wspólnoty, był już u kresu swojego życia, czy też zaczyna doskwierać mu ślepota - po ludzku był w mocnym kryzysie, a mimo to otrzymuje od Pana Boga stygmaty. W kaplicy stygmatów modliliśmy się o dobre owoce naszego pielgrzymowania, a po błogosławieństwie ruszyliśmy w drogę. Szlak szybko zweryfikował siły pielgrzymów. Jedno z pierwszych podejść zza Chiusi Della Verna były mocną próbą. Ten moment można porównać do pierwszego czytania od proroka Ozeasza, w którym Bóg pragnie przeorać serce człowieka i chce, aby zburzył ołtarz nie jemu wybudowany. Takie momenty są świetna okazją do wyjścia ze strefy komfortu i zmierzenia się w nową rzeczywistością, przed którą stawia człowieka Opatrzność Boża. I pomyśleć że tego typu drogami przechadzali się tacy wielcy święci jak Franciszek z Asyżu i jego bracia.
Sąd Rejonowy w Litomierzycach rozpatrzy wniosek o sądową rehabilitację kard. Štěpána Trochty, byłego biskupa tamtejszej diecezji, w związku z jego bezprawnym internowaniem przez komunistyczne władze Czechosłowacji w latach 1950-1953.
Chodzi o okres od 19 lipca 1950 r. do 16 stycznia 1953 r., gdy hierarcha został zmuszony do przebywania w izolacji w swojej rezydencji biskupiej, mimo że nie toczyło się przeciwko niemu postępowanie karne. Dopiero później został formalnie aresztowany i skazany w sfabrykowanym procesie politycznym za rzekomą „zdradę stanu i spisek”.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.