Reklama

Niedziela w Warszawie

Na Bożych skrzydłach

O mocy Słowa Bożego, sytuacjach, gdy po ludzku nie widać wyjścia i Bożej łasce, która działa dzisiaj, z Magdaleną Nowicką rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Niedziela warszawska 1/2026, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

Stefan Różycki

Magdalena i Paweł Nowiccy

Magdalena i Paweł Nowiccy

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Łukasz Krzysztofka: W Orszaku Trzech Króli, który wyruszy 6 stycznia spod pomnika Kopernika na Krakowskim Przedmieściu, wcieli się Pani razem z mężem Pawłem i synkiem Lesiem w rolę Świętej Rodziny. Czym będzie dla Pani odegranie roli Matki Bożej i udział w tych największych ulicznych jasełkach?

Magdalena Nowicka: Wielką przygodą i wyzwaniem, bo nieustannie poznaję Maryję. Przez całą swoją młodość i wczesne dorosłe życie, a nawet do dzisiaj nie jest to postać, którą bym się zajmowała często. Oczywiście modlę się do Maryi, ale nie zagłębiam się szczegółowo w Jej historię, Jej gotowość oraz obecność. Jednak już w zeszłym roku zaczęłam odkrywać coraz głębiej postać Maryi i tegoroczny orszak to jest właśnie przygoda i możliwość poznania Jej bliżej.

Jak cała rodzina to przeżywa? Czy da się wyczuć szczególną atmosferę w domu przed orszakiem?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Entuzjazm jest ogromny i pozostała czwórka naszych dzieci bardzo się cieszy. Wszyscy są bardzo szczęśliwi. To też jest dla nich duża atrakcja i przygoda zobaczyć potem rodziców w szczególnej roli i mieć pamiątkę naszego udziału.

Czy we wcześniejszych latach braliście udział w orszaku?

Reklama

Braliśmy udział rok temu, zaproszeni do roli Świętej Rodziny Brzemiennej, ja byłam wtedy na początku dziewiątego miesiąca ciąży, szliśmy Traktem Królewskim z osiołkiem. W tym roku już w lecie było pierwsze zapytanie, czy byśmy nie przemyśleli naszego udziału. A we wrześniu pytanie, czy tego samego Lesia, którego wtedy niosłam pod sercem i kiedy warszawiacy pytali, czy ten brzuch jest prawdziwy, gdy szłam Krakowskim Przedmieściem z moim mężem, teraz będzie można zobaczyć. Dla nas jest to uzupełnienie tamtej historii.

Od 12 lat należycie do Drogi Neokatechumenalnej przy klasztorze paulinów w Warszawie. Dlaczego właśnie neokatechumenat?

To był mój pomysł. Szukałam w Kościele formacji, która jest bardzo głęboka, na poważnie i angażuje. Pochodzę z rodziny, w której moi rodzice przez wiele lat również należeli do neokatechumenatu. Przez moje całe dzieciństwo to zapamiętałam. Dzisiaj jesteśmy na Drodze dlatego, że sami doświadczyliśmy, iż to jest nasza droga i że Bóg działa w naszym życiu. Kryzys, przez który nas Bóg przeprowadził zwycięską ręką, kolejne dzieci, to, że się uczymy wspólnej modlitwy, że sobie możemy przebaczać i dbać o siebie. Każde nasze dziecko było wielką radością, było poczynane i urodziło się w ważnym dla nas momencie. Bo każde z nich jest lustrem naszej historii.

Były chwile, kiedy Bóg pozwalał odczuć, że jest i troszczy się o was?

Reklama

Było co najmniej kilka takich spektakularnych momentów. Dwa lata temu, kiedy wisiały już na włosku nasze finanse, różne rzeczy się działy i wiedzieliśmy, że jeszcze miesiąc, dwa... Pamiętam, jak wołaliśmy do Boga, że tylko On nas może uratować. Okazało się niebawem, że przyszły duże pieniądze, których się nie spodziewaliśmy. Przyszło też zlecenie pracy dla męża. Dosłownie tydzień czy dwa wcześniej oddawaliśmy ostatnie pieniądze, pozbywając się wszystkiego i wiedzieliśmy, że teraz to już tylko przed nami przepaść i może nas jedynie Bóg na swoich skrzydłach przeprowadzić.

I przeprowadził...

Tak. To pokazało mi, że Bóg zawsze o nas dba niezależnie od tego, co się dzieje. Mieliśmy też bardzo duży kryzys małżeński po dwóch czy trzech latach małżeństwa, który mógł się zakończyć rozwodem. Mieliśmy wtedy jedno dziecko. Oboje dużo pracowaliśmy. Prowadziliśmy bardzo bujne, rozrywkowe życie. Nasze drogi zaczęły się rozchodzić już tak na dobre. To jest chyba najmocniejsza historia, w której widzimy działanie Boga, bo wtedy też oddaliśmy Mu wszystko. Byliśmy w zupełnej ciemności, doszczętnie na gruzach. Nasza rodzina też nie wierzyła już, że uda nam się pozbierać. A w Kościele i na Drodze Neokatechumenalnej od braci ze wspólnoty dostawaliśmy bardzo duże wsparcie i modlitwę, Słowo od Boga, liturgię, a przede wszystkim przebaczenie sobie i wzajemną miłość. Każde nasze dziecko poczynało się w takim okresie, kiedy widzieliśmy, że nam Bóg błogosławi. Ale nie tak po ludzku, że daje samochód, dom, pracę, pieniądze, tylko błogosławi, że jesteśmy szczęśliwi tu, gdzie jesteśmy.

U Boga nie ma przypadków.

Reklama

Jestem o tym przekonana. Dla mnie to też jest znak, że nasza historia nie jest przypadkowa. Jestem osobą, w której jest dużo niecierpliwości, łatwo wpadam w gniew na dzieci, potem za to biję się w sumieniu, że nie jestem dobrą mamą. Zaczęłam to oddawać Bogu, wołać do Niego w chwili, kiedy przychodzi fala złości na dziecko, bo nie słucha, nie jest takie, jak nam się wydaje, że powinno być. Wołam modlitwą Jezusową: „Jezusie, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną, bo jestem grzesznikiem”. Wołam w zupełnym oddaniu, że tylko to mnie może uratować, już nic innego, na pewno nie moje mądre poradniki albo dobra wola – i przychodzi wielki pokój. Mam doświadczenie, że to w macierzyństwie ratuje moją relację, a 10 lat macierzyństwa walczyłam z takimi porywami.

Co jest dla Pani największym umocnieniem w trudnych chwilach?

Słowo Boże, zwłaszcza z dnia. Bóg przecież do nas mówi w różnych wydarzeniach, drugim człowieku, ale mówi też w Słowie. Na każdy dzień Kościół przygotował liturgię Słowa, także Brewiarz z psalmami, więc to jest miejsce, gdzie ja, kiedy już jestem w zupełnej ciemności, szukam ratunku. Od tego staramy się z mężem zaczynać dzień, żeby zrobić Jutrznię, przeczytać Słowo z dnia, na papierze, nie w telefonie. Chcemy przed oczami mieć to Słowo, usłyszeć co dzisiaj Bóg do mnie mówi, jakie jest to natchnienie, co mnie będzie popychało do działania, co mi pomoże przetrwać, jeżeli to jest jakiś trudny okres.

Łatwiej przeżyć później dzień ze Słowem Bożym?

Łatwiej, chociaż myślę, że nie dlatego jesteśmy w Kościele i nie dlatego chcemy żyć z Bogiem, żeby nam było łatwiej, albo żeby mieć pocieszenie, tylko żeby naprawdę być szczęśliwym i spełnionym w miłości Chrystusa. Żeby czuć spełnienie, zadowolenie z każdego dnia, wiedzieć, że królestwo Boże już nadeszło. Chodzi o to, aby żyć dniem dzisiejszym, chwilą obecną, a nie ciągle myśleć, że będzie lepiej, jak się coś poprawi, jak dzieci się będą słuchać, mąż się zmieni, zarobimy dużo kasy, ktoś wyzdrowieje, czyli, że coś Bogu nie wyszło i powinno być inaczej, według mojego planu. Staram się przestawić swoje myślenie na to i każdy dzień zaczynać od wołania do Boga, żebym w tym dniu była zadowolona i szczęśliwa w tym miejsca, gdzie dziś jestem.

2025-12-30 11:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Vaticanum II - proroczy sobór

ZENIT: - Eminencjo, poczynając od tego wywiadu, Zenit pragnie włączyć się w obchody Roku Wiary, koncentrując uwagę na Soborze Watykańskim II w związku z 50. rocznicą jego zwołania. Dlaczego, zdaniem Księdza Kardynała, tyle dyskusji na temat tegoż wydarzenia kościelnego?
CZYTAJ DALEJ

Polityka przychodzi po swoje

2026-09-02 07:36

[ TEMATY ]

polityka

wybory

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Polityka ma jedną paskudną cechę. Można się nią nie interesować. Można przewijać wiadomości, wyciszać polityczne profile, mówić: „wszyscy są tacy sami”, „mam to gdzieś”, „niech się kłócą między sobą”. Można nawet uważać, że polityka jest nudna i nie ma nic wspólnego z naszym życiem.

A potem przychodzi rachunek. Czasem ma postać czynszu, którego nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Czasem kredytu, na który nas nie stać. Czasem ceny wynajmu kawalerki wielkości większej łazienki. Czasem braku akademika, mimo że kilka lat wcześniej ktoś obiecywał go za symboliczną złotówkę. I wtedy nagle okazuje się, że polityka jednak jest bardzo osobista.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego podczas Mszy św. stoimy, klęczymy i siedzimy? Znaczenie postaw liturgicznych

2026-09-02 20:40

[ TEMATY ]

liturgia

Karol Porwich/Niedziela

„Jednakowa postawa ciała, którą powinni zachowywać wszyscy uczestnicy Liturgii, jest znakiem wspólnoty i jedności zgromadzenia, wyraża bowiem, a zarazem wywiera wpływ na myśli i uczucia uczestników” (Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego nr 20).

Postawa stojąca jest wyrazem uszanowania. Wszędzie na widok osoby wyżej postawionej przybiera się postawę stojącą. Podczas liturgii postawa stojąca jest zewnętrznym znakiem głębokiego uszanowania dla Boga jako najwyższego Pana (Mt 6,5; Mk 11,25; Łk 18,11; 22,46).
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję