Łukasz Krzysztofka: Do 15 stycznia w podziemiach katedry warszawsko-praskiej oglądać możemy czwartą już odsłonę projektu Teologii Politycznej „Namalować katolicyzm od nowa”, poświęconą tajemnicy Bożego Narodzenia. Jakim szlakiem tematycznym podążają uczestnicy projektu?
Dr Dariusz Karłowicz: Kroczymy tropem tajemnic różańcowych. Chcieliśmy dobrze zacząć, zaczęliśmy więc od obrazów Chrystusa Miłosiernego. Od tej pory idziemy szlakiem tajemnic różańcowych i jesteśmy teraz przy trzeciej radosnej, czyli Bożym Narodzeniu. Umówiliśmy się z artystami, że namalują po dwa obrazy. Jeden duży, monumentalny na potrzeby świątyń, a drugi przeznaczony do modlitwy prywatnej, domowej. Tak, żeby można było je kupić i umieścić w domu tam, gdzie się modlimy, gdzie chcemy, żeby nam taki obraz towarzyszył. Cel jest bardzo prosty. Naszym marzeniem jest rozwiązanie dwóch kwestii, które wydają się nam istotne.
Jakie to kwestie?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Po pierwsze – powrót do kościołów współczesnej sztuki o wysokiej jakości artystycznej. I to się już dzieje. Druga kwestia to pytanie o źródła utrzymania artysty, który poświęci się uprawianiu sztuki sakralnej. Tak, to prawda, finanse to nie wszystko, a brak zamówień to tylko jedna z przyczyn kryzysu sztuki sakralnej. Ale zarazem trudno mieć wątpliwości, że jak nie ma zamówień, to sztuka nie powstaje, a jeśli już, to akcydentalnie, na marginesie. Sztuka sakralna to jest poważna, bardzo trudna dziedzina. Żeby zająć się nią serio, trzeba mieć czas, bo każdy obraz – o czym przekonaliśmy się, przygotowując się do kolejnych etapów naszego projektu – wymaga bardzo solidnych studiów.
Czy artystom łatwo było wejść w tematykę Bożego Narodzenia? Jak podeszli do tematu?
Malarze spojrzeli na to bardzo różnie, ale wszyscy z niezwykłą, jak co roku, powagą i z rozmachem, no i z wielkim talentem, bo pracują z nami pierwszorzędni artyści. Tym razem umówiliśmy się, że duży obraz będzie przedstawiał Boże Narodzenie, a mały – temat bardzo ściśle powiązany z Bożym Narodzeniem, czyli adorację Dzieciątka.
Z akcentem na relację Matki Bożej i Nowonarodzonego Zbawiciela?
Tak, to popularny trop w sztuce sakralnej Zachodu. Wielka i piękna tradycja. Maryja jest sam na sam z Dzieciątkiem, czasami pojawia się św. Józef, ale chodzi przede wszystkim o medytację Matki Bożej nad Dzieciątkiem Jezus. Nasi malarze – przynajmniej duża część z nich – zdecydowali się właśnie taki mniejszy obraz namalować.
Jak wyglądały przygotowania?
Jak co roku organizowaliśmy warsztaty, na które zapraszamy wybitnych teologów, biblistów, historyków sztuki, którzy tłumaczą, co o kolejnej tajemnicy mówią Pismo i Tradycja, w tym świetna tradycja malarska. Tego nie uczy się na studiach artystycznych – zresztą nie tylko artystycznych.
Reklama
Ale można też powiedzieć, że do Bożego Narodzenia przygotowywaliśmy się przez 3 lata. Tak prowadzi Różaniec. Zaczęliśmy od Zwiastowania. Od inkarnacji – momentu, w którym, jak określił to św. Jan, Słowo stało się Ciałem. Potem było Nawiedzenie. Niezwykłe, pełne czułości spotkanie dwóch bliskich sobie kobiet, a zarazem pierwsze spotkanie Mesjasza z ostatnim prorokiem Starego Testamentu. Radosna tajemnica zatacza coraz szersze kręgi, ale nie jest jeszcze jawna. Nawiedzenie to spotkanie dwóch kobiet, które widzą rzeczy zakryte dla świata.
Z konsekwencjami, które zmienią diametralnie losy świata...
I to staje się jawne w Betlejem. Scena Narodzenia to chwila, kiedy wcielony Bóg ukazuje się światu. Od razu na swój paradoksalny sposób – bez piorunów, bez grzmotów, bez oznak ziemskiej potęgi. I to nie tylko wybranym, ale całemu światu. Począwszy od tych, których autor pięknej polskiej kolędy nazywa „prostotą”, a więc nas, zwykłych, normalnych ludzi, którzy zostajemy zaproszeni do kolebki Króla królów, aż po wielkich mędrców, wielkich tego świata – wielkich również duchem i przenikliwością. Tych wszystkich zapraszają prorocy i aniołowie, by przyszli pokłonić się Panu.
Ale przychodzi też przecież cały świat zwierzęcy. Co on oznacza?
Reklama
To jest bardzo intrygujące. To ważny sygnał. Nie chodzi tu o naiwny, sentymentalny przekaz, do którego – jak się nam nieraz zarzuca – sprowadzamy Boże Narodzenie. Nie, to są wielkie symbole. To idzie od fragmentu Izajasza (por. 1, 3), w którym mądrość domowych zwierząt, które z łatwością rozpoznają swego pana, ma zawstydzić nierozumnych ludzi. No ale chodzi tu również o uniwersalność. O to, że Bóg przychodzi do całego świata. Bo jak się przyjęło, wół symbolizuje Izrael, a osioł – świat pogański. To po pierwsze. Ale przecież nie tylko o symbole idzie. Narodzonemu kłaniają się zarówno zwierzęta, jak i aniołowie – cały świat. No i wcale nierzadko mamy tu też baranka, który przypomina o ofierze Chrystusa. W tradycji malarskiej tajemnice radosne bardzo często oglądane się w perspektywie paschalnej. Nasi artyści są zresztą temu spojrzeniu wierni.
Mamy do tego gwiazdę. Może być przewodnikiem?
Tak i od pewnego momentu także symbolem Chrystusa. Najpierw przyprowadza do Niego, a potem świeci odblaskiem Jego światła. Cała ta niezwykle złożona i piękna symbolika mówi o tym, że oto stajemy przed Światłem, które ostatecznie rozprasza ciemności, i że naprawdę ma miejsce to, na co Izrael czekał od pokoleń. Zresztą nie tylko Izrael, ale cały świat, a więc i tzw. świat pogański. Jako filozof, który wiele się zajmował starożytną filozofią i starożytną religią, jestem głęboko przekonany, że Betlejem to punkt omega w historii myśli i duchowości przedchrześcijańskiej. To widać w filozofii greckiej – ciągłe marzenie, by myśl, idea, rozum spotkały się z czynem, z ludzkim życiem i cielesnością w sposób, który byłby pozbawiony stałego pęknięcia, niedoskonałości. I to właśnie wydarza się w Betlejem.
Na początku października miał Pan możliwość przedstawić fragment owoców tegorocznej edycji projektu Ojcu Świętemu Leonowi XIV. Jaki obraz wręczył Pan w Watykanie papieżowi?
Reklama
Był to obraz Beaty Stankiewicz, który pokazuje Maryję z niezwykłą czułością pochyloną nad Dzieciątkiem. Uwaga skupiona jest na Maryi. Widać matczyną czułość, ale widać też głębię religijnej medytacji. Bardzo piękny obraz! Wydawało nam się, że doskonale reprezentuje nasze wysiłki odnowienia sztuki sakralnej, o których mogliśmy opowiedzieć Ojcu Świętemu.
Jak papież zareagował na obraz?
Mam wrażenie, że niezwykle życzliwie. Dobrze widać to na zdjęciu, które zrobił papieski fotograf. Papież jakby przytula obraz, kładzie na nim rękę, tak jakby podkreślał swój związek z tym przedstawieniem. Ojciec Święty jest człowiekiem – takie odnoszę wrażenie – ogromnej i nieudawanej uwagi, naprawdę słucha tych, z którymi rozmawia. W kończącym spotkanie podsumowaniu dokładnie sparafrazował to, co opowiedzieliśmy. No i – co najważniejsze – pobłogosławił nam, życząc pomyślności w przemienianiu kultury w duchu chrześcijańskim. To najpiękniejsze życzenia, jakie mogliśmy usłyszeć.
Z jakim odbiorem spotykają się prezentowane obrazy?
Przede wszystkim – żywym! Mam wrażenie, że dominują reakcje bardzo dobre, ale oczywiście, są i krytyczne. Sprawa jest ważna, więc wcale mnie to nie dziwi. Martwiłyby mnie cisza lub obojętność. Nasze początki – bo po czterech krokach można powiedzieć, że już na dobre zaczęliśmy – są bardzo obiecujące. Spotkaliśmy się z dużą życzliwością biskupów Romualda Kamińskiego i Jacka Grzybowskiego, ale także proboszczów wielu parafii. Zainteresowanie projektem jest ogromne. No i co najważniejsze – obrazy trafiają już do kościołów. Najbardziej krzepią mnie informacje, które dowodzą nie tylko intelektualnego czy estetycznego, ale i duchowego oddziaływania tych obrazów. Nie tak dawno do Fundacji św. Mikołaja odezwała się pani, która bardzo prosiła o sprzedanie jej plakatu jednej z poprzednich wystaw. Ten, kto odebrał telefon, powiedział, że to jest właściwie niemożliwe, bo przecież te plakaty nie były na sprzedaż. Pewnie tak by się to skończyło, gdyby ta pani nie zdecydowała się wyjawić powodu, dla którego dzwoni. Okazało się, że obejrzała plakat na przystanku i tak ją poruszył, że po wielu latach poszła do spowiedzi. To są rzeczy, które chrześcijaninowi starczą za dowód, że trzeba i że warto.
Dr Dariusz Karłowicz - filozof, wykładowca, publicysta, wydawca książek. Współzałożyciel i redaktor naczelny „Teologii Politycznej”
