Reklama

Felietony

Houston, mamy problem

Nigdy nie dotarliśmy do czerwonej linii, poza którą już nic więcej nie dałoby się zrobić, takiej chwili, w której uznalibyśmy, że wszystko dobiegło końca.

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Stając do rywalizacji, nie dopuszczam, że mógłbym przegrać, bo jak się czegoś podejmuję, to dążę do celu z pasją, determinacją, a przede wszystkim z niezachwianą wiarą w sukces. Nie tak, jak bywa u wielu polskich sportowców, którzy komentując mecz, przyznają się do defensywnej strategii: „udało się” wygrać, wejść do finału czy „powiodło mi się” na finiszu. Żona mojego przyjaciela chełpiła się, że dzięki Bogu udał się jej bigos dla gości. W życiu wszystko wynika z czegoś i rzadko jest dziełem szczęśliwego trafu. Niefortunny termin „udało się” to nic innego jak złodziej naszych sukcesów. Nigdy nie przepłynąłbym samotnie Atlantyku, tak po prostu, przez przypadek, bez wiary w siebie, bez psychiki nie do zdarcia.

Ja sam nigdy nie uciekałem się do bezosobowego i biernego „udało się”. W głowie utknęło mi zdanie, które 55 lat temu nadeszło z kosmosu: „Houston, mamy problem”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Ale po kolei. 13 kwietnia 1970 r., po 55 godzinach i 46 minutach lotu, załoga Apollo 13 podczas misji na Księżyc kończyła właśnie blisko godzinną łączność z telewizją. Dziewięć minut później, 320 tys. km od Ziemi, uszkodzony przewód wywołał zwarcie i eksplozję zbiornika z tlenem, która wstrząsnęła kapsułą. Główny moduł statku został pozbawiony normalnych dostaw elektryczności i wody. Chwilę później Jack Swigert wypowiedział w kierunku centrum kontroli lotów na Ziemi znamienne słowa: „OK, Houston, mamy problem”. „Mówi Houston: powtórz, proszę”. Ten zwrot stanowił nie tylko prośbę o potwierdzenie zrozumienia sytuacji, ale także afirmację ludzkiej woli stawiania czoła przeciwnościom losu z determinacją i kreatywnością. Aż trudno sobie wyobrazić położenie gorsze niż to, w którym znaleźli się Jim Lovell, Fred Haise i Jack Swigert. W czasach gdy technologia zawodziła, a łączność z Ziemią została przerwana, zdobywcy kosmosu byli zmuszeni polegać na własnej ocenie sytuacji i umiejętności rozwiązywania problemów.

W chwilach niepewności, gdy zdawało się, że los wisi na włosku, jeszcze Lovell powtórzył tę samą kwestię, która przeszła do historii: „Houston, mamy tu problem”. To słynne powiedzenie, które na stałe weszło do popkultury, używane jest w momencie odnotowania nieprzewidzianego problemu, oznacza nagłe i ciężkie położenie wymagające natychmiastowej uwagi. Załoga nieoczekiwanie stanęła w obliczu serii wyzwań pozornie nie do pokonania. Zdana jedynie na własne siły oraz pomysłowość i uszkodzony statek, którym nie da się sterować, zmuszona była spędzić w zimnie, ciemności i bez wody nieprzewidywalny okres czasu. Plany lądowania na Księżycu zostały porzucone i rozpoczęła się śledzona z zapartym tchem na całym świecie walka o życie trzech astronautów.

W świecie, który często wydaje się, że wymyka się spod kontroli, gdzie wyzwania robią wrażenie, iż są nie do pokonania, a technologia zawodzi, lekcja z Apollo 13 jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek. Przypomina, że nawet gdy obiektywnie wszystko jest stracone, zawsze pozostaje jeszcze nadzieja. To, co miało być celebracją ludzkiej inwencji i wytrwałości, szybko przerodziło się w walkę o przetrwanie w kosmosie. Mając ograniczone zasoby i bezprecedensową presję, team Apollo 13 niestrudzenie pracował nad rozwiązaniem problemów technicznych, które zagrażały ich życiu. W końcu sobie poradził.

Wydarzenie to stało się symbolem nadziei i niezłomności, ucieleśnieniem ludzkiej zdolności do pokonywania największych wyzwań. Haise powie wiele lat później, że pośród tego ogromnego wyzwania nadszedł moment, który uchwycił istotę ludzkiego ducha adaptacji i odporności. Nigdy nie dotarliśmy do czerwonej linii, poza którą już nic więcej nie dałoby się zrobić, takiej chwili, w której uznalibyśmy, że wszystko dobiegło końca. Lekcja z Apollo 13 przeszła do historii jako jeden z największych triumfów ludzkiej mądrości – krzepiąca historia o tym, że można wyjść nawet z beznadziejnej sytuacji.

2026-01-05 15:51

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oceń: 0 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pasja odkrywania świata

Jako dziennikarz przez pół wieku poszukiwałem osobliwości ginących cywilizacji. Przecierałem szlaki na Borneo i w Nowej Gwinei, spenetrowałem Saharę i najdalsze kresy Syberii. Przemierzyłem bezlik dróg...

Wrodzona dociekliwość, wzmocniona wytrwałą ambicją, siłą i determinacją, pozwoliła mi rzutem na taśmę doświadczyć tego, co przeżywali śmiałkowie epoki wiktoriańskiej, gdy stawiali po raz pierwszy stopę na nowym terenie. W moich peregrynacjach nie musiałem już korzystać z drogowskazów starożytnych żeglarzy – Gwiazdy Polarnej czy Krzyża Południa, które były symbolem snów mojej młodości, kiedy atlas geograficzny stanowił moją biblię, a globus służył do wędrówki palcem po śladach książkowych bohaterów Roberta Stevensona, Daniela Defoe, Jacka Londona, Hermana Melville’a i wielu innych, którzy zastępowali mi ewangelię. Tego, co wyniosłem z ich pasjonujących dzieł, lata później mogłem dotknąć własną ręką; zweryfikować prawdziwość epizodów wyrosłych nieraz z fantazji niektórych autorów. Trafiałem nawet tam, dokąd nie dotarli podziwiani przeze mnie bohaterowie ich opowieści. Kiedyś w Wenezueli wspiąłem się na zagadkowe góry stołowe (tepui), opisane przez Arthura Conan Doyle’a w Zaginionym świecie. Było to niezwykłe przeżycie, bo na miejsce stanowiące temat wielu legend, które autor znał jedynie ze słyszenia, ja mogłem patrzeć z zachwytem.
CZYTAJ DALEJ

To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pexels.com

Kończymy lekturę Listu do Filipian jego najbardziej osobistymi stronicami, podziękowaniem za dar. Czytaliśmy ten fragment w niedzielę (zob. glossę na 11 X). W ciągłej lekturze słychać w nim więcej szczegółu i więcej delikatności. Paweł dziękuje tak, żeby nie uzależnić się od darczyńców i nie urazić ich zarazem: „nie mówię tego bynajmniej z powodu niedostatku: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem”. Autarkēs, słowo stoików, ale ze zmienionym silnikiem: „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Wdzięczność Pawła ma pamięć konkretu: „wy, Filipianie, wiecie przecież, że na początku głoszenia Ewangelii, gdy opuściłem Macedonię, żaden z Kościołów poza wami jednymi nie prowadził ze mną otwartego rachunku przychodów i rozchodów”. Eis logon doseōs kai lēmpseōs, rachunek „winien i ma”. Apostoł prowadzi z Filipianami księgowość przyjaźni. Już w Tesalonice „raz i drugi” posłali mu na potrzeby. A jednak nie o wpłaty chodzi: „nie żebym pragnął daru, lecz pragnę owocu, który wzrasta na wasze dobro”. Dar zapisuje się na koncie dających. Jałmużna jest lokatą dobroczyńcy (zob. glossę na 13 X o jałmużnie oczyszczającej). Język robi się wręcz liturgiczny. Dar przyniesiony przez Epafrodyta to „woń przyjemna, ofiara miła, którą Bóg przyjmuje”. Wsparcie misjonarza zostaje opisane słownictwem kultu ofiarniczego. Caritas jest liturgią (zob. glossę na 26 X). Stąd czek końcowy, wystawiony nie przez Pawła: „a Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę”. Apostoł nie ma czym oddać. Przekazuje zobowiązanie Temu, którego wypłacalność zna z doświadczenia. Tak wygląda zdrowa wdzięczność ubogiego. Bez zażenowania przyjąć, bez zadłużenia serca, z przekierowaniem długu na Boga.
CZYTAJ DALEJ

Unikatowy przykład polskiego organmistrzostwa z początku XX wieku. Organy z kalwaryjskiego sanktuarium w remoncie

2026-11-07 09:43

[ TEMATY ]

Kalwaria Zebrzydowska

Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej

Gruntownemu remontowi poddane zostały zabytkowe organy z bazyliki w sanktuarium pasyjno-maryjnym w Kalwarii Zebrzydowskiej. Rzecznik sankturium ojciec Tarsycjusz Bukowski poinformował PAP, że prace potrwają do końca tego roku, a instrument zabrzmi ponownie na początku 2027 roku.

- Prace nad organami zostaną ukończone do końca roku. Obecnie trwają one jeszcze w pracowni organmistrzowskiej, ale niedługo rozpocznie się montaż w bazylice. Organy zostaną uroczyście wybudzone i zabrzmią na nowo z początkiem roku – oznajmił ojciec Tarsycjusz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję