Tak naprawdę do końca nie wiadomo, co było pierwsze: taniec czy muzyka. Rytmiczne uderzanie o cokolwiek mogło skłaniać człowieka pierwotnego do podrygiwania, ale mogło też być odwrotnie. Elementy przypominające taniec widać już w rysunkach naskalnych jaskiniowców, co świadczy o dużej wadze, jaką do tej czynności przywiązywali. Ale też taniec stał się wkrótce czymś o wiele ważniejszym, niż tylko formą wyrażania radości. W kulturze pierwotnej został związany z życiem i pracą, był sposobem magicznego nacisku na przyrodę, żeby wydała obfite plony, zapewniła sukces na polowaniu czy w walce z sąsiednim plemieniem.
Taniec stał się więc ważnym elementem kultu religijnego, a zatem poważną sprawą. Widzimy jego przedstawienia w egipskich grobowcach, na greckich wazach, w rzymskich malowidłach w Pompejach. Także w Starym Testamencie. Po przejściu przez Morze Czerwone naród wybrany wyraził radość przez taniec. Mężczyźni i kobiety osobno: „Miriam prorokini, siostra Aarona, wzięła bębenek do ręki, a wszystkie kobiety szły za nią w pląsach i uderzały w bębenki”. Król Dawid tańczył z zapałem przed Arką Przymierza sprowadzoną do Jerozolimy, a Księga Psalmów wręcz zachęca: „Chwalcie Go bębnem i tańcem, chwalcie Go na strunach i flecie”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Lepiej orać w niedzielę
Reklama
Pierwsi chrześcijanie taniec kojarzyli jednak głównie jako oddawanie czci obcym bóstwom. W dodatku ciążyła nad nim historia Salome z Nowego Testamentu, która zmysłowym tańcem skłoniła króla Heroda Antypasa do ścięcia głowy Jana Chrzciciela. Nic więc dziwnego, że taniec był potępiany przez Ojców Kościoła. Święty Hieronim żyjący w IV wieku napisał: „Cóż powiem o owych tańcach ognistych, o symfoniach miękkich i zwodniczych? Czyliż nie sam szatan przychodzi osobiście brać udział w tych zabawach, i tańczy przy tej muzyce?”. A św. Augustyn z Hippony dodawał: „Lepiej jest orać w niedzielę, niźli spędzić ją na tańcach”. Być może echem tych surowych zakazów były tzw. obłędy taneczne, które pojawiły się w związku z epidemią dżumy; miały one przeciwdziałać chorobie. Tańce śmierci, wykonywane w korowodzie, ukazywały zrównanie wszystkich ludzi w obliczu śmierci. Pisano: „Śmierć nie wybiera. Do tanecznego korowodu zaprasza zarówno starca, jak i dziecko, księdza, Żyda, szlachcica, magnata, damę, cesarza czy kupca”.
Patrzeć, czy niemota
Ale poza tymi ekstremalnymi przypadkami już we wczesnym średniowieczu taniec tracił swoje religijne i mistyczne znaczenie. Wymieszanie się tradycji greckich, rzymskich z celtyckimi czy słowiańskimi zaowocowało pojawieniem się tańca służącego wyłącznie wyrażaniu radości i uczuć. Nowością był taniec w parach męsko-damskich, potępiany przez gorliwych kaznodziejów, szczególnie protestanckich.
Reklama
Wszystkie tańce stwarzające możliwość dotyku cielesnego tancerki były uważane za niemoralne. Niewiele sobie z tego robiono na wsi, gdzie wytworzył się specyficzny rodzaj tańca ludowego. Dwór rządził się jednak swoimi prawami. Mimo że przejmowano wiele elementów tańców ludowych, to jednak modyfikowano je dla większej elegancji i przyzwoitości. Modne były tańce grupowe z wieloma skomplikowanymi figurami i przejściami. W średniowieczu jednym z najbardziej popularnych tego typu tańców był ten zwany kolędą, tańczony w zamkniętym kręgu, na przemian mężczyźni i kobiety trzymający się za ręce. Renesans i barok zaowocowały mnóstwem tańców o różnych dziwnych nazwach (basse danse, galliard, sarabanda), pochodzenia głównie francuskiego i hiszpańskiego. Niezwykle popularne były menuet, gawot i kadryl, a szczególnie – dynamiczna wolta, w czasie której czterokrotnie podrzucano partnerkę. Polacy, nienawykli do takich tańców, ze zgrozą i oburzeniem obserwowali bale urządzane na Wawelu przez młodego króla Henryka Walezego. Kronikarz zapisał: „Król (...) oddawał się namiętnie tańcom, i to najwięcej wszetecznym, z których jeden po francuzku zwał się Volta. Pewnego razu nawet nie wstydził się puścić w ten nieprzyzwoity taniec w pięknym ogrodzie swoim Zwierzynieckim nad Wisłą, w przytomności Infantki Anny Jagiellonki”.
Ale też nie ma co ukrywać, że grupowe tańce dworskie miały swój praktyczny wymiar. Dzięki nim panny mogły poznawać kawalerów do wzięcia, a ci mogli ocenić ich walory. W dziele Złote Jarzmo małżeńskie z XVII wieku radzono, jak poznawać kobiety: „na to tańce różne, abyście się im słusznie przypatrzyli: Na to świecznikowy, żeby jeśli który nie dojrzy, lepiej ją widział przy świecy, którą przed sobą nosi. Na to mieniony, żeby z boku obaczył; na to goniony, aby widział, jeśli nie kaleka albo dychawiczna; na to śpiewany kowal, żeby słyszał, jeśli niemota”.
Polonez i inne tańce
Podróżujący po Polsce w XVI wieku Heinrich Wolf z Zurychu napisał, że w przeciwieństwie do „zwyczaju nieobyczajnego okręcania dziewcząt w kółko, jak u Niemców”, taniec Polaków był porządny, stateczny oraz „przystojny”. Wolf miał na myśli prawdopodobnie poloneza, który zrobił wielką karierę. W XVIII wieku tańczono go powszechnie, pisano, że jest to „ulubiony w Europie taniec”. Jego popularność spadła dopiero w drugiej połowie XIX wieku, ustępując miejsca walcom i polkom.
Reklama
Fryderyk Schulz, niemiecki profesor z Mitawy, też zachwycał się polskimi tańcami w XVIII wieku: „Taniec, dusza polskich zabaw, nigdzie może w świecie z większym wdziękiem, lekkością, z większą namiętnością i przejęciem nie był wykonywanym. Szczególniej piękne dwa narodowe tańce, polski i mazur, oba zupełnie od siebie charakterem różne, ale mogące być do najwyższej doskonałości sztuką i wdziękiem postaci doprowadzone (...). Lekki, wesoły charakter mazura, który ciało zmusza do żywych, ciągle zmieniających się ruchów swobodnych, który od oczów wymaga ognia i życia, w twarzy wyrazu czułości i rozkoszy, głowom nadaje ruchy stosowne: to dumnie podniesione, to omdlałe i na ramiona opadające – taniec ten też wymaga stroju lekkiego, posłusznie malującego ruchy ciała”.
W Polsce ceniło się dobrych tancerzy. Ksiądz Jędrzej Kitowicz, żyjący w czasach saskich, napisał: „Gdy który umiał gładko tańcować kozaka, mazura lub krakowiaka, rozkazywano takowym popisować się z umiejętnością swoją dla uciechy kompanii. Jakoż było się czemu przypatrzeć, osobliwie gdy młodzian i panna dobrali się oboje, gładko takie sztuki tańczący”.
W dzisiejszych czasach niektóre tańce bardziej przypominają te z czasów pierwotnych, brak jest w nich kunsztu, gracji i elegancji. Warto się jednak uczyć tych trudniejszych, wymagających więcej wysiłku. W końcu we wczesnośredniowiecznej pieśni, błędnie przypisywanej św. Augustynowi, czytamy: „Istoto ludzka, ucz się śpiewać i tańczyć, bo inaczej aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z tobą zrobić”.
