Reklama

Historia

Z Bogiem, panowie!

8 lutego 1951 r. z celi więziennej na Rakowieckiej komunistyczni oprawcy wyprowadzili jednego z najdzielniejszych żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” był postrachem dla Niemców, Sowietów i komunistów. Teraz – podstępnie pochwycony i skazany przez czerwony trybunał na osiemnastokrotną (sic!) karę śmierci – prowadzony był na rozstrzelanie, choć właściwsze byłoby określenie: na mord metodą katyńską, czyli strzał w tył głowy. Wychodził z celi z dumnie podniesioną głową, a jego ostatnie pożegnanie z towarzyszami więziennej niedoli brzmiało jak błogosławieństwo do dalszej walki o wolność: „Z Bogiem, panowie!”.

Znienawidzony

Reklama

W trwającym blisko 2 lata śledztwie Szendzielarz oskarżany był o najgorsze zbrodnie. Prokuratorzy i sędziowie nazywali go konsekwentnie „bandytą” i „wykonawcą zbrodniczych dyrektyw zagranicznych ośrodków wywiadu anglosaskiego imperializmu”. Proces majora transmitowało radio i relacjonowała prasa, tak aby z bohatera uczynić w powszechnym odbiorze groźnego kryminalistę i przestępcę. Efekt tych działań trwa w środowiskach postkomunistycznych i lewackich po dziś dzień: w Białymstoku protestowano, gdy jedna z ulic miała otrzymać jego imię, a parlamentarzyści lewicy ostentacyjnie opuścili salę obrad, gdy w 2022 r. Sejm uczcił minutą ciszy pamięć bohatera. „Słucham i czytam, co mówią ideologowie takiego IPN-owskiego myślenia: świętym był Łupaszka, a dopiero potem prezes Kurtyka” – drwił w 2012 r. naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik, notabene przyrodni brat osławionego stalinowskiego sędziego, który miał na rękach krew wielu polskich patriotów. Właściwie nie powinny dziwić niechęć czy wręcz nienawiść tych środowisk do „Łupaszki”. Major był bowiem człowiekiem bezkompromisowym i uważał, że komunizm to zło w najgorszej postaci. „Rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, przywiązań, umiłowań tych najistotniejszych cech człowieczeństwa, i czynią z niego pozbawionego ducha i serca robota” – stwierdził stanowczo, gdy w wyniku ustaleń jałtańskich Polska stawała się sowiecką kolonią. „(...) wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków, domagających się wolności i sprawiedliwości” – napisał w odezwie z 1946 r., uzasadniając, dlaczego trzeba walczyć z czerwonym okupantem, którego traktował tak samo jak okupanta brunatnego. „(...) nie możemy pozwolić na to, by w naszym państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zagończyk z Wileńszczyzny

Żarliwy patriotyzm wyniósł z rodzinnego domu. Jego dwaj starsi bracia ochotniczo walczyli w 1919 r. w obronie Lwowa. Poszedł w ich ślady. Po ukończeniu elitarnego Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu dostał przydział do stacjonującego w Wilnie 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich. W opinii z 1937 r. przełożeni napisali o nim: „Oficer pełen inicjatyw i polotu w służbie, bardzo obowiązkowy, pilny i sumienny, w pracy energiczny, samodzielny i ambitny, doskonały kolega, bardzo przez ogół lubiany. Wzorowy dowódca i instruktor, w szkoleniu osiągnął doskonałe rezultaty”. Za obronę ojczyzny we wrześniu 1939 r. otrzymał Order Virtuti Militari. Próbował przez Węgry przedostać się do Francji, gdzie odtwarzała się armia. Gdy to się nie udało, przystąpił do konspiracji w terenie, który znał najlepiej z przedwojennej służby. Nieprzypadkowo przybrał pseudonim „Łupaszka”: chciał się wzorować na słynnym zagończyku ppłk. Jerzym Dąbrowskim, który pod tym właśnie pseudonimem siał postrach wśród hord bolszewickich w czasie wojny 1919-20 r. W 1943 r. stanął na czele V Brygady Wileńskiej AK, którą nazywano „Brygadą Śmierci”. Niemcy, ale także ich litewscy kolaboranci, bali się go jak ognia, szczególnie po słynnej bitwie pod Worzianami, w której 31 stycznia 1944 r. rozbił doborowe oddziały Wehrmachtu. „Łupaszkę” charakteryzowało jeszcze jedno: nie ufał w żaden sposób Sowietom, których niestety, część dowództwa AK chciała traktować jako „sojusznika naszych sojuszników”. Miał dobrze w pamięci los oddziału Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, który w walkach z Niemcami współpracował z partyzantką sowiecką, a finalnie został zdradziecko wymordowany przez swoich dotychczasowych „towarzyszy broni” z oddziału Fiodora Markowa. Dlatego Szendzielarz nie wziął udziału w operacji Ostra Brama, w której założeniu oddziały AK, współpracując z Armią Czerwoną, miały wyzwolić Wilno. Nie wierzył w takie braterstwo broni. Swoim żołnierzom miał powiedzieć: „Nie zamierzam defilować przed ruskimi w Wilnie. Niech mnie historia osądzi, ale nie chcę, żeby kiedykolwiek nasi żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna”. Jak się okazało, ocena „Łupaszki” była niezwykle trafna. Po wypędzeniu Niemców z Wilna Sowieci podstępnie aresztowali dowództwo wileńskiej AK na czele z płk. Aleksandrem Krzyżanowskim „Wilkiem” i rozpoczęli polowanie na ukrywających się w lasach polskich żołnierzy. Aresztowano ponad 6 tys. osób, które następnie wywieziono w głąb „nieludzkiej ziemi”.

Przeciw sowietyzacji

Przebiwszy się przez Puszczę Grodzieńską, oddziały „Łupaszki” dotarły na Podlasie, gdzie prowadziły już regularne walki z oddziałami NKWD, KBW, UB i MO. Wreszcie we wrześniu 1945 r. „Łupaszka” wraz z częścią swoich żołnierzy dotarł na Pomorze. Polska była już wtedy w komunistycznych kleszczach. Działania jego oddziałów koncentrowały się na walce z postępującą sowietyzacją: rozbrajano posterunki MO i UB, uwalniano aresztowanych patriotów, wykonywano wyroki śmierci na kolaborantach i szczególnie niebezpiecznych funkcjonariuszach bezpieki, chroniono ludność przed grabieżami, których dopuszczały się oddziały sowieckie, podejmowano liczne akcje propagandowe. W 1946 r. oddziały „Łupaszki” przeprowadziły aż 230 akcji wymierzonych w komunistyczny aparat represji. „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród” – napisał „Łupaszka” w kolportowanej w 1946 r. na Pomorzu odezwie. Po sfałszowanych wyborach w 1947 r. i wobec braku reakcji „wolnego świata” na panoszące się w Polsce komunistyczne bezprawie „Łupaszka” uznał, że w tej sytuacji dalsza walka z bronią w ręku skazana jest na porażkę. Zresztą los pojmanych przez komunistów jego żołnierzy był tragiczny, czego najlepszym przykładem był mord sądowy dokonany w sierpniu 1946 r. na młodocianej łączniczce i sanitariuszce z jego oddziału Danucie Siedzikównie „Ince”. Szendzielarz zalecił podkomendnym przejście do głębokiej konspiracji. Sam przedostał się na Śląsk, a potem na Podhale. Ówczesna towarzyszka jego życia i walki Lidia Lwow (żona majora – Anna z d. Swolkień została w 1945 r. zamordowana przez Niemców) wspominała: „W Zakopanem myśmy zmieniali mieszkanie prawie co miesiąc. W sześciu miejscach mieszkaliśmy w ciągu roku. Ja prowadziłam gospodarstwo. A on był zawsze taki poważny, jakby przeczuwał nieszczęście”. Trudno się dziwić – cały czas był na celowniku komunistów. 30 czerwca 1948 r. bezpieka dopadła go w Osielcu pod Jordanowem. Nad ranem otoczono dom, w którym mieszkał, i pojmanego specjalnym samolotem przetransportowano do Warszawy. Brutalne śledztwo trwało prawie 2,5 roku, a potem zaczął się pokazowy proces. Podczas niego „Łupaszka” nie wypierał się swej antykomunistycznej działalności. Nie prosił też o łaskę. Gdy został zamordowany, pamięć o nim miała zginąć na zawsze: komuniści wrzucili jego ciało do bezimiennego dołu śmierci na powązkowskiej kwaterze „Ł”. Dopiero w 2013 r. jego szczątki zostały wydobyte, a 3 lata później z najwyższymi honorami pochowane. I mimo nieustannie podsycanej przez postkomunistów „czarnej legendy” stał się dla środowisk patriotycznych ważnym punktem odniesienia, bo chciał „Polski wolnej i czystej jak łza”.

Autor jest historykiem, doradcą Prezydenta RP, w latach 2016-24 był Szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2026-02-03 11:34

Oceń: +14 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jakub Starszy, apostoł z Composteli

Wśród wielu miejsc kultu Apostołów w Europie szczególne znaczenie ma sanktuarium św. Jakuba w Composteli. „Do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela zdążają ludzie zwłaszcza z najróżniejszych regionów Europy, by odnowić i umocnić swą wiarę” - napisał Benedykt XVI z okazji 119. Jubileuszowego Roku Świętego. „Droga ta, usiana tak licznymi świadectwami gorliwości, pokuty, gościnności, sztuki i kultury, opowiada wymownie o duchowych korzeniach Starego Kontynentu”.

Jakub zwany Większym lub Starszym, syn Zebedeusza i brat Jana, był - podobnie jak jego ojciec - galilejskim rybakiem. Jezus powołał Jakuba i jego brata do grona Dwunastu nad Jeziorem Genezaret (Mt 4, 21-22; Mk 1, 19-20; Łk 5, 10-11). Ewangelie wspominają o Jakubie osiemnaście razy. Tak jak św. Piotr i św. Jan również św. Jakub cieszył się szczególnym zaufaniem Pana Jezusa (Mk 5, 37; 9, 2; 14, 33). W pierwotnym Kościele odgrywał ważną rolę. Za Heroda Agryppy I (41-44), wnuka Heroda Wielkiego, zginął śmiercią męczeńską ścięty mieczem, co odnotowano w Dziejach Apostolskich (Dz 12, 2). Był więc drugim, po Szczepanie, wzmiankowanym męczennikiem Kościoła.
CZYTAJ DALEJ

Dzień Bezpiecznego Kierowcy: pielgrzym jako świadek miłości chrześcijańskiej dla innych użytkowników dróg

2026-07-25 10:23

[ TEMATY ]

kierowcy

Tydzień św. Krzysztofa

pielgrzymi

Julia Czernik

O tym, że pielgrzym swoją postawą - jako użytkownik dróg - również powinien dawać świadectwo miłości chrześcijańskiej podkreślają pątnicy, którzy pieszo i rowerami zmierzają na Jasną Górę. Jak zwracają uwagę organizatorzy pielgrzymek, troska o bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego, którzy spotykają na swojej trasie pielgrzymów, jest nadrzędne. Pierwsze przykazanie tzw. "Dekalogu Kierowców” - „nie będziesz egoistą na drodze” dotyczy również pielgrzymów. Dziś, we wspomnienie św. Krzysztofa, przypada „Dzień Bezpiecznego Kierowcy".

Mieczysław Kaczorowski z Klubu Turystyki Rowerowej „Wrześnianie” z Wrześni od lat organizuje pielgrzymkę rowerową z Biechowa na Jasną Górę. Przypomina, że na pielgrzymce obowiązują ściśle określone zasady. - Jedziemy pojedynczo w grupach maksymalnie 15-osobowych. W pielgrzymce rowerowej -podobnie jak w pieszej ­- muszą być przeszkolone służby porządkowe, czyli prowadzący, zamykający grupę i osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo - wyjaśnia.
CZYTAJ DALEJ

W Głogowie odbędzie się festiwal "Abba Pater"

2026-07-25 16:35

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Głogów

Abba Pater

Materiały organizatora

Abba Pater

Abba Pater

9 sierpnia 2026 w kościele NMP Królowej Polski w Głogowie odbędzie się 15. Festiwal Abba Pater, podczas którego wierni będą oddawać cześć i chwałę Bogu Ojcu.

W programie zaplanowano, począwszy od godz. 17:00: procesję, konferencję, litanię i różaniec do Boga Ojca, Eucharystię (godz. 18:30) oraz koncert uwielbienia (godz. 19:30–21:30). Celem wydarzenia jest oddanie czci Bogu Ojcu, którego kult jest obecny w wierze chrześcijańskiej od początku, ale został mocniej podkreślony dzięki objawieniom otrzymanym w 1932 roku przez włoską zakonnicę Matkę Eugenię Ravasio (1907-1990). Szczegółowy plan poniżej:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję