Księża biskupi zawsze mają rację. No, proszę powiedzieć: mają czy nie mają?” – usłyszeliśmy niegdyś wraz z żoną od jednego z polskich hierarchów. Dzieląca nas różnica zdań nie miała nic wspólnego z prawdami wiary – dotyczyła kwestii jak najbardziej doczesnej: zakresu odpowiedzialności świeckich w życiu pewnej wspólnoty. Ksiądz biskup oczekiwał pełnego posłuchu wobec kapłanów, my natomiast broniliśmy wizji założyciela wspólnoty, który przyznawał świeckim katolikom decydującą rolę w sprawach organizacyjnych i duchowych, przy jednoczesnym poddaniu się doktrynalnej kontroli ze strony księży moderatorów.
Minęło kilkanaście lat i powyższa kwestia wydaje się raz na zawsze rozstrzygnięta: oczekiwanie przez księży bezwzględnego, bezrefleksyjnego posłuszeństwa ze strony świeckich to jedno z imion klerykalizmu. W uszach polskiego katolika sprzed dekady mogłoby to brzmieć niemal jak bluźnierstwo, ale dziś, po ujawnieniu licznych skandali sprzed lat (i nie czarujmy się – przed ujawnieniem kolejnych), trzeba to powiedzieć wprost: „nie – księża biskupi nie zawsze mają rację. Czasem się mylą”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Dowodzi tego opublikowany przed kilkoma tygodniami wstępny raport o nadużyciach seksualnych wobec małoletnich w diecezji sosnowieckiej. Proceder trwający latami; co najmniej – tyle wynika z ustaleń – 50 skrzywdzonych (w ogromnej większości poniżej 15. roku życia – horrendum!), co najmniej 29 krzywdzicieli (w tym 25 księży), lekceważenie skarg ofiar, podważanie ich zeznań, posądzanie o kłamliwe oskarżenia, ulgowe traktowanie sprawców (z reguły stosowano wobec nich tzw. środki duszpasterskiej troski, czyli w ramach kary... przenoszono ich do innej parafii), bałagan w kurialnej dokumentacji (przykładowo – brak paginacji stron umożliwiał usuwanie niewygodnych dokumentów bez zostawiania śladów)... Długo można byłoby wymieniać przejawy zła, zaniedbań, obojętności i krętactwa.
A przecież to dopiero początek. Powołana przez bp. Artura Ważnego komisja „Wyjaśnienie i naprawa” skoncentrowała się przede wszystkim na skrzywdzonych. Jeśli chodzi o „wyjaśnienie” i „naprawę” (o ile da się tu jeszcze cokolwiek naprawić), to oni mają bezwzględne pierwszeństwo w kwestii przeprosin i zadośćuczynienia. Na wyjaśnienie i nazwanie po imieniu innych spraw, chociażby przyczyn zamknięcia sosnowieckiego seminarium i ewentualnych zaniedbań poprzedniego ordynariusza, przyjdzie jeszcze czas.
Działania sosnowieckiej komisji: jej całkowita niezależność, dostęp do wszystkich dokumentów, starania, by dotrzeć do skrzywdzonych – to ożywczy łyk nadziei, że Kościół może być przezroczysty. To zarazem wyłom w twierdzy przemilczeń i udawania, że nic złego się nie dzieje, że to tylko ataki wrogich mediów. Biskup Ważny, przystępując do czyszczenia diecezjalnej stajni Augiasza, niechcący wytyczył drogę dla pozostałych 40 polskich diecezji. Skoro powołana przez episkopat komisja ogólnopolska od kilku lat nie może ruszyć z kopyta, to może trzeba podjąć zdecydowane i niepozorowane działania lokalne?
Reklama
Dostaliśmy też pierwszą orientacyjną liczbę na temat skali zjawiska: 3,2% sprawców w sutannach spośród ogółu duchowieństwa diecezji sosnowieckiej. Z jednej strony to o 3,2% za dużo. Z drugiej – pozwala to bronić pozostałych 96,8% kapłanów przed tak częstą dziś łatką: ksiądz pedofil.
U progu Wielkiego Postu od bp. Artura Ważnego otrzymaliśmy mocny rekolekcyjny przekaz: „(...) nie ma innej drogi do zmartwychwstania niż przez krzyż prawdy. Stawanie nawet w najtrudniejszej prawdzie, głoszonej z miłością, jest obroną naszej wiary, a nie jej niszczeniem. Kościół, który boi się prawdy o sobie, przestaje być Kościołem Chrystusa, ponieważ Chrystus jest Prawdą. Dokument ten jest przede wszystkim próbą obrony godności człowieka i czystości wiary, nie obroną instytucji. (...) Jeśli nie obronimy człowieka, nie będziemy mieli czego głosić!”.
Amen, Księże Biskupie! Niech tak się stanie!
