Ostatnie dni lutego uświadomiły nam, że na taki film o II wojnie światowej czekaliśmy od dawna. Nareszcie pojawił się ktoś, kto bez zbędnego patosu, uczciwie i w sposób emocjonujący potrafi opowiedzieć ważny epizod naszej historii. Reżyser Łukasz Palkowski po Bogach i Najlepszym wraca na duży ekran z projektem, który na pierwszy rzut oka brzmi jak klasyczny thriller psychologiczny w historycznych dekoracjach, a w praktyce okazuje się jednym z najbardziej emocjonujących i inteligentnych polskich filmów wojennych ostatnich lat, a może i dekad.
Reklama
Akcja rozgrywa się jesienią 1939 i zimą 1940 r. w dawnym klasztorze zamienionym na sowiecki obóz dla polskich jeńców – oficerów, artystów, naukowców, lekarzy, ludzi, którzy tworzyli polskie elity intelektualne. Postaci wzorowane są na autentycznych osobach, których dramat rozpoczął się po agresji ZSRR. To właśnie od nich rozpoczęła się cyniczna gra prowadzona przez sowiecki aparat terroru, który przybiera rysy twarzy majora NKWD Wasilija Zarubina, kluczowej postaci w organizacji zbrodni katyńskiej i sowieckiego superszpiega, który wykradł Amerykanom tajemnicę bomby atomowej – w tę rolę wciela się Aidan Gillen. Sowieci chcą przekonać jeńców do swojego punktu widzenia i sposobu myślenia. Z perspektywy polskiego oficera przyjęcie tej postawy byłoby zdradą. Rozpoczyna się więc bezwzględna gra o umysły i dusze Polaków. Zarubin na celownik bierze młodego oficera i uznanego pianistę Karola Grabowskiego (Jakub Gierszał), który zyskał uznanie wśród swoich kolegów, dokonując pierwszej próby ucieczki z obozu. Sądzi, że przeciągając Grabowskiego na sowiecką stronę, ostatecznie złamie ducha oporu pozostałych oficerów. Nie docenia jednak polskiego genu sprzeciwu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Największa siła filmu leży w dialogach i aktorstwie. Otrzymujemy emocjonalną i intelektualną grę prowadzoną między cynicznym, wyrafinowanym sowieckim oficerem NKWD a młodym polskim porucznikiem pianistą, w której stawką jest coś znacznie więcej niż indywidualne życie. Tytułowy pojedynek toczy się na słowa, półsłówka, spojrzenia, milczenie.
Pojedynek nie jest efekciarski, co stanowi dużą zaletę. W zalewie filmów, które stawiają na tanie efekty, Pojedynek pokazuje to, co najlepsze w kinie. Widz może się skupić na tym, co w każdym konflikcie zbrojnym umyka w łoskocie wystrzeliwanych pocisków i huku armatnich dział i bomb. Mowa o ludzkiej psychice, godności i prawdzie. Spokojnie prowadzona narracja podkreśla napięcie postaci postawionych w sytuacji bez wyjścia. Gra między głównymi bohaterami toczy się w rytmie muzyki Chopina – czuć tu poetycką subtelność, delikatną lirykę, melancholię i nastrojowość. W takim klimacie utrzymany jest cały film, choć nie brakuje tu też oszczędnie i mądrze wprowadzonych scen akcji.
Reżyser świadomie rezygnuje z patosu rodem z wojennych superprodukcji – jest to zabieg nie tylko potrzebny, by ukazać dramat ludzi, ale wręcz genialny. Dostajemy dramat w rustykalnym stylu: szaro-brązowa paleta barw, zimne światło, dużo cieni, bardzo dobry dźwięk. Film trzyma w napięciu do ostatnich chwil – dosłownie. Ukazanie końcowej sceny ustawia nam perspektywę i czyni z tego obrazu ponadczasową opowieść o ludzkiej godności i prawdzie historycznej. Choć Pojedynek osadzony jest w realiach II wojny światowej, to jego wydźwięk pasuje do czasów nam współczesnych. W ostatniej dekadzie nie otrzymaliśmy tak dobrego i tak aktualnego filmu historycznego.
