Najsmutniejszą chyba bajką, jaką znamy, jest opowieść o dziewczynce z zapałkami.
Szła więc ta dziewczynka, w środku zimy, z gołą głową i boso, bo zgubiła gdzieś po drodze zbyt duże, rozdeptane buty. Stąpała nóżkami poczerwieniałymi i zsiniałymi z zimna, a w starym fartuchu niosła zapałki, których nikt nie chciał od niej kupić tego dnia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Był to dzień wigilii Nowego Roku i wszystkie okna naokoło połyskiwały światłem, a zapach pieczonych gęsi dolatywał aż na ulicę. A ona była taka głodna i zziębnięta!
W domu rodzice czekali na pieniądze, które miała zarobić i przynieść, a gdy tego nie zrobi, to ojciec z pewnością ją zbije. Ot, typowy syndrom wykorzystywanego i maltretowanego dziecka.
Jak więc dawać, by skutecznie pomagać potrzebującemu? I czy taka pomoc jest skuteczna? Czy załatwia choć jedną bolesną sprawę związaną z bytowaniem tych nieszczęśników? Należy się obawiać, że podobna dobroczynność niczego nie załatwia... Co więc robić?
Oczywiście, nie można w sobie tak do końca stłumić wielce naturalnego odruchu litości i współczucia i z tego powodu każdy niejeden raz też wcisnął pieniążek do ręki żebraka. Niektórzy czynią to całkiem świadomie, dla spokoju swojego sumienia czy aby usprawiedliwić własną rozrzutność.
Jeśli zaś chodzi o samo dawanie, to czasem od dawania trudniejsze jest branie. Bo dawać trzeba tak, by nie poniżać obdarowanych, co też nie jest łatwe. Ale zacznie trudniej jest brać w taki sposób, by nie pogardzać dającym.
Wracając do naszej tytułowej dziewczynki z zapałkami i pomijając fakt nieodpowiedzialności rodziców co do jej małoletniości – trzeba zauważyć, że ona jednak nie żebrała, ale pracowała. Bo w dawnych czasach dzieci też musiały pracować, i to czasem bardzo ciężko. Pracowały w polu, w fabrykach, robiły domowe porządki, nie mówiąc już o innym wykorzystywaniu. Przy tym wszystkim sprzedawanie zapałek nie było przecież aż tak ciężką pracą, nieprawdaż? A w ogóle dziś to by było u nas prawnie zabronione i zupełnie nie do pomyślenia!
