Wyobraźmy sobie siebie w upalny dzień, kiedy po długim marszu w słońcu, nie mając butelki z napojem, skrajnie wyczerpani i spragnieni, dochodzimy do celu, gdzie czeka na nas chłodna woda w dowolnej ilości. To jeden z najwymowniejszych obrazów nie tylko przyjemności, ale wręcz szczęścia. Pragnienie, ukojenie i nasycenie. Po 20 latach braku kontaktu spowodowanego najpierw kłótnią, a potem poważnym sporem dwaj bracia, gdy usłyszeli kazanie pogrzebowe o konieczności i radości przebaczenia, decydują się do siebie zadzwonić, aby umówić spotkanie, zakończyć konflikt i się pogodzić. Tu jest podobne odczucie, jak przy wypiciu wody, tylko w wymiarze duchowym. Kobieta po śmierci męża, którego wcześniej opuściła, natychmiast zawiera sakrament małżeństwa z partnerem, z którym żyła ponad 30 lat. Mówi: „Nawet sobie ksiądz nie wyobraża, jakie jest po tylu latach pragnienie przyjęcia Komunii św.”. Finał coniedzielnej Eucharystii, podczas której wierni podchodzą do kapłana po święty Chleb, był dla niej udręką. Skrzętnie skrywała łzy i łkała niejako „do wewnątrz”. Tęsknota połączona ze wstydem, łaknienie i wreszcie radość spełnienia. „Nie byłem u spowiedzi 40 lat” – wyznaje mężczyzna. Po godzinnym wyznawaniu grzechów płakali i penitent, i spowiednik. Jeden – gdy wylał się na niego „ocean Bożego miłosierdzia” (św. Faustyna), drugi – rozpromieniony namacalną świadomością tego, po co jest kapłanem i jaką ma moc w imieniu Chrystusa. Na koniec padli sobie w ramiona, szczęśliwi obydwaj. Pustynia, pragnienie i ból, duchowe spełnienie i ulga. Sądzę, że podobne przeżycia towarzyszyły Samarytance przy źródle Jakuba. Była spragniona. Jezus, inicjując rozmowę, łamiąc przy okazji kilka kulturowych konwenansów (w Ewangelii nie tylko o religijny savoir-vivre chodzi!), uświadamia jej pragnienie ukryte bardzo głęboko w jej własnym wnętrzu. Samarytanka, mając obolałe serce po stracie pięciu mężów, tęskniąc za miłością, łaknie poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Dlatego wiąże się z mężczyzną w grzesznym układzie. Chyba nie przeczuwa do końca, że jest spragniona innej relacji. Jezus podprowadza ją do poznania siebie samej. Pod powłoką naturalnych pragnień kryją się głębsze potrzeby człowieka. To nie tylko filozofia, sztuka, bliżej nieokreślona duchowość i wysublimowane doznania. Doczesne wartości, które możemy zdobyć własnym wysiłkiem czy sprytem, też nie mają mocy uszczęśliwiania, nawet w przypadku posiadania ich w nadmiarze. Dopiero Jezus może sprawić, że nie będziemy łaknąć. Papież Benedykt XVI napisał: „Co takiego dał nam Chrystus? Boga jako oczywiste dobro człowieka”. Jezus daje nam życie, dlatego że daje nam Boga, prawdę naszego „dokąd” i „skąd”. „Teraz znamy Jego Oblicze, teraz możemy Go wzywać. Jeśli uważamy, że to mało, to tylko z powodu zatwardziałości naszego serca”. Życie człowieka „jest dobre tylko wtedy, gdy żyje w relacji do Boga. Nic nie jest dobre, jeśli nie jest dobra nasza relacja do Boga” (por. Jezus z Nazaretu, t. 1). Spragnieni Boga, jak Samarytanka, szukajmy Go intensywnie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
