Pewnie każdy zna powiedzenie: „Święty Ambroży miodu dołoży”. Warto, aby powracało do nas nie tylko 7 grudnia, kiedy w kalendarzu liturgicznym wspominamy św. Ambrożego, ale codziennie. Dlaczego? Miód nie bierze się znikąd. Święty Ambroży jest patronem pszczelarstwa, a najbardziej cierpliwą pracę wykonują miliony małych stworzeń, które nie tylko zbierają nektar, ale też przy okazji zapylają kwiaty. Metaforycznie można stwierdzić, że pszczoły pokornie służą stworzeniu, pracując na chwałę Stwórcy. Ich znaczenie jest niebagatelne. Jako owady zapylające rośliny są kluczowe dla wielu ekosystemów i stanowią fundament bioróżnorodności. – Gdyby nie praca pszczół, nastąpiłaby zagłada nie tylko ludzkości, ale i całej przyrody ożywionej – zaznacza Bożena Ronowicz, biolog z wykształcenia, była prezydent Zielonej Góry, a obecnie radna Rady Miasta. – Bardzo cenię sobie pszczoły. Może to paradoksalne, ale muszę stwierdzić, że choć jestem biologiem, to boję się i brzydzę różnych owadów: komarów, much, ciem. Jedynym owadem, którego się nie brzydzę, jest pszczoła – mówi pani Ronowicz. – Pszczoły czy trzmiele od zawsze były mi bliskie. Ta bliskość ma swoje korzenie w dzieciństwie. Mój ojciec pochodził z miejscowości Zmieniniec w rejonie łuckim w dzisiejszej Ukrainie. Jego ojciec, a mój dziadek, miał ok. pięćdziesięciu uli. Praca przy nich była ojcu znana od dziecka. Kiedy zamieszkaliśmy w Zielonej Górze, zawsze miał przynajmniej dwa, trzy ule. Jeden z nich stał pusty: na wypadek, gdyby rój się rozmnożył – wspomina Bożena Ronowicz. Dzięki temu zawsze mieli własny miód wielokwiatowy. Nigdy nie musieli kupować go w sklepie. – Ojciec należał do związku pszczelarskiego, a jego legitymację przechowuję do dziś jako pamiątkę – dodaje.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
