W Los Angeles po raz 98. odbyła się gala oscarowa. Jak zwykle nie zabrakło kontrowersji (Javier Bardem mówiący ze sceny o wsparciu dla Palestyny) oraz wielkich przegranych (film Wielki Marty z Timothée Chalametem mimo dziewięciu nominacji nie zdobył ani jednej statuetki). Najgłośniej po gali mówiło się jednak o jednej postaci, której na niej zabrakło. Chodzi o Seana Penna. Aktor zasłużenie zdobył Oscara za drugoplanową rolę w filmie Jedna bitwa po drugiej w reżyserii Paula Thomasa Andersona i w swoim stylu na gali się nie pojawił.
Nagrodę w imieniu aktora odebrał jego kolega po fachu Kieran Culkin brat słynnego dziecięcego aktora Macaulaya Culkina, znanego z filmu Kevin sam w domu. Mówi się, że Sean Penn nie pojawił się w Dolby Theatre, gdzie tradycyjnie odbywa się oscarowa gala, z dwóch powodów: po pierwsze, ma być obecnie na terenie Ukrainy, a po drugie, po prostu nie miał ochoty.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Sześćdziesięciopięcioletni aktor, w niedawnym wywiadzie udzielonym amerykańskiemu Newsweekowi powiedział, że nie interesują go nagrody filmowe. „Ta cała szopka ze sztucznym uśmiechaniem się na czerwonym dywanie jest dla mnie po prostu żenująca” – wyznał. Otrzymując Oscara za rolę psychopatycznego rasisty, oficera armii amerykańskiej, Penn dołączył do elitarnego grona aktorów, którzy najważniejszą statuetkę w branży filmowej zdobyli aż trzykrotnie. Pierwszego Oscara dostał w 2004 r. za rolę w filmie Rzeka tajemnic w reżyserii Clinta Eastwooda. Cztery lata później był nominowany za film Obywatel Milk i wtedy również mógł powiedzieć ze sceny: „Thank you, Academy”.
Urodzony w 1960 r. aktor od swoich pierwszych ról zwracał uwagę talentem i ekranową charyzmą. Zadebiutował w 1983 r. w filmie Źli chłopcy, tworząc postać zbuntowanego młodzieńca osadzonego w zakładzie poprawczym. Bunt stał się jego znakiem rozpoznawczym nie tylko na ekranie. W 1985 r. poślubił ówczesną największą na świecie gwiazdę pop, czyli Madonnę. Ich wesele wzbudzało równie duże, a może nawet większe zainteresowanie w mediach niż ślub księżnej Diany z księciem Karolem. Burzliwe małżeństwo, cały czas pod obstrzałem paparazzich, przetrwało zaledwie 4 lata. Potem Penn miewał wiele romansów ze słynnymi aktorkami z Hollywood i był w długim, ponad 14-letnim małżeństwie z Robin Wright – znaną m.in. z serialu House of Cards.
Aktor znany jest w Hollywood nie tylko ze swoich ról i słabości do pięknych kobiet – jest też jednym z najbardziej aktywnych politycznie celebrytów. Otwarcie krytykował prezydenta George’a W. Busha podczas drugiej wojny w Iraku. W 2003 r. odwiedził Bagdad, by pokazać światu wojnę z perspektywy zwykłych mieszkańców tego miasta. Wtedy dla wielu Amerykanów stał się bohaterem i wzorem do naśladowania. Czasami jednak jego wybory polityczne budzą sporo wątpliwości. Tak było chociażby, kiedy otwarcie poparł Hugo Cháveza, kontrowersyjnego prezydenta Wenezueli w latach 1999 – 2013. W 2016 r. przyszła kolejna fala krytyki co do działań Penna. Aktor postanowił spotkać się i przeprowadzić wywiad z najbardziej znanym wtedy narkotykowym bosem z Meksyku – „El Chapo” Guzmánem. Wywiad opublikował magazyn Rolling Stone. „Chciałem opowiedzieć, jak tak naprawdę wygląda handel narkotykami na świecie” – tłumaczył się Penn.
Gwiazdor nie lubi siedzieć w miejscu, czasami można odnieść wrażenie, że bycie aktywistą jest dla niego ważniejsze niż role w filmach. W 2005 r. zaangażował się w pomoc dla ludzi, których dobytek zniszczył huragan Katrina – do tej pory uważany za największą katastrofę naturalną w historii USA. Pięć lat później był jednym z pierwszych celebrytów, którzy zbierali pieniądze dla mieszkańców Haiti dotkniętych trzęsieniem ziemi. Obecnie w centrum jego zainteresowania znajduje się wojna w Ukrainie. Aktor od początku konfliktu kilkukrotnie spotykał się z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim i podczas jednej z wizyt przekazał ukraińskiemu politykowi swoją statuetkę Oscara. „Zełenski nie chciał jej przyjąć, więc powiedziałem mu, że w takim razie Oscara daję mu na wypożyczenie, dopóki wojna się nie skończy”, mówił aktor we wspomnianym wywiadzie dla Newsweeka.

