Krzyż, na którym ukrzyżowano Jezusa Chrystusa, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach już w dniu Jego śmierci. Choć pierwsze wspólnoty chrześcijańskie w Jerozolimie przechowywały wiele cennych pamiątek po Męce Pańskiej – takich jak korona cierniowa, tunika Jezusa czy kielich z Ostatniej Wieczerzy – los samego krzyża przez długi czas pozostawał zagadką. Z czasem zapomniano nawet o dokładnym położeniu Golgoty i Grobu Pańskiego.
Tajemnica odnalezienia Krzyża Chrystusa
Przełom nastąpił dopiero w IV w. za panowania cesarza Konstantyna Wielkiego. Szczególną rolę odegrała jego matka, cesarzowa Helena. Kierując się wizją uznaną za znak Bożej woli, w podeszłym wieku wyruszyła do Jerozolimy, aby odnaleźć relikwie Męki Pańskiej. W roku 326 rozpoczęto tam poszukiwania. Wraz z biskupem Jerozolimy Makarym poleciła oczyścić wzgórze, na którym były ruiny pogańskich świątyń, wzniesionych przez Rzymian. Decyzja ta okazała się przełomowa. Podczas prac odkryto skalną szczelinę, w której znajdowały się trzy drewniane krzyże, gwoździe oraz tablica z napisem w trzech językach: hebrajskim, greckim i łacińskim – Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum („Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”).
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Jak rozpoznać, który z krzyży należał do Chrystusa? Źródła podają różne wyjaśnienia. Niektórzy wskazywali na odnalezioną tablicę z napisem. Jednak według najbardziej rozpowszechnionej tradycji decydujący był cud: ciężko chora kobieta została uzdrowiona po dotknięciu jednego z krzyży. To właśnie ten uznano za prawdziwy Krzyż Pański.
Relikwia została następnie podzielona na trzy części. Jedna pozostała w Jerozolimie, druga trafiła do Rzymu, a trzecia do Konstantynopola. Potem mniejsze fragmenty – zwane „Świętymi Drzazgami” – zaczęły trafiać do wielu kościołów świata chrześcijańskiego, gdzie otaczano je wielką czcią. Mamy je też w kilkunastu kościołach diecezji drohiczyńskiej. Najwcześniej, bo już na przełomie XVI i XVII w., relikwie Krzyża Świętego otrzymała parafia Narodzenia NMP w Bielsku Podlaskim. Potwierdzenie autentyczności posiadają też cząstki w Liwie, Kamionnie, Kosowie Lackim, Łubinie Kościelnym, Narwi, Rozbitym Kamieniu i Wyrozębach. Takie relikwie, chociaż bez zachowanych dokumentów są jeszcze w kościele poklasztornym w Węgrowie, w Drohiczynie (w kaplicy seminaryjnej i w Muzeum Diecezjalnym) oraz w Boćkach, Kleszczelach, Knychówku, Ostrożanach i Ruskowie.
Korona Cierniowa – relikwia, która przetrwała wieki
Według tradycji chrześcijańskiej po zdjęciu Jezusa z krzyża Koronę Cierniową zabrał jeden ze świadków ukrzyżowania i przez długi czas przechowywano ją w ukryciu. Dopiero po ustaniu prześladowań chrześcijan w cesarstwie Rzymskim w 313 r. relikwie mogły zostać otoczone publiczną czcią.
Reklama
Najstarsze pisane świadectwo dotyczące Korony Cierniowej pochodzi z 409 r. Wspomina o niej św. Paulin z Noli, a w następnych dziesięcioleciach także pielgrzymi odwiedzający Ziemię Świętą. Z ich relacji wynika, że pierwotnie miała ona formę czepca obejmującego całą głowę Jezusa, ale z czasem poszczególne ciernie i gałązki uległy rozproszeniu. Dlatego w sztuce chrześcijańskiej utrwaliło się później przedstawianie jej w formie prostego wieńca cierniowego.
Dalsze dzieje relikwii prowadzą przez najważniejsze ośrodki chrześcijaństwa. Z polecenia cesarza bizantyjskiego Konstantyna X w 1063 r. Koronę przeniesiono z Jerozolimy do Konstantynopola i umieszczono w kaplicy cesarskiego pałacu Bukoleon. Po zdobyciu miasta przez krzyżowców w 1204 r. relikwia ostatecznie trafiła do Francji. Król – św. Ludwik IX sprowadził ją do Paryża i polecił wznieść dla niej niezwykłą kaplicę Sainte-Chapelle. Część kolców przekazał również innym kościołom w Europie, kontynuując ich dalsze rozpowszechnianie.
Relikwia znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie podczas rewolucji francuskiej. Rewolucjoniści splądrowali kaplicę, a wiele świętych przedmiotów zniszczono. Koronę Cierniową, cząstkę Krzyża i jeden z gwoździ Męki Pańskiej zdołano jednak ocalić. Na początku XIX w. przeniesiono je do skarbca katedry Notre Dame w Paryżu, a Napoleon Bonaparte polecił wykonać dla Korony ozdobny złoty relikwiarz, traktując ją jednak jak talizman.
Reklama
Współczesne badania botaniczne wskazują, że zachowana obręcz o średnicy około 21 centymetrów jest wykonana z sitowia (Juncus balticus), rośliny występującej we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Szacuje się, że pierwotna Korona mogła zawierać około 50-60 kolców. Dziś relikwie uznawane za jej fragmenty znajdują się w wielu kościołach Europy – kilka także w Polsce, w tym w diecezji drohiczyńskiej jeden duży cierń w Boćkach, gdzie specjalnie dla jego godnego przechowywania została ufundowana obecna świątynia.
Całun Turyński – zagadkowa relikwia chrześcijaństwa
Całun Turyński od wieków fascynuje zarówno wierzących, jak i naukowców. Dla wielu chrześcijan jest niezwykłym świadectwem męki i śmierci Jezusa Chrystusa, a zarazem znakiem Jego zmartwychwstania. Tradycja utożsamia go z płótnem pogrzebowym, w które po zdjęciu z krzyża owinięto ciało Jezusa. Na lnianej tkaninie o długości blisko 5 metrów widoczny jest wizerunek mężczyzny o wzroście około 180 cm, noszącego wyraźne ślady biczowania i ukrzyżowania.
Początki historii Całunu giną w mrokach pierwszych wieków chrześcijaństwa, a jego droga do dzisiejszego miejsca przechowywania była długa i burzliwa. Relikwia była wielokrotnie przenoszona – znajdowała się m.in. w Jerozolimie, Edessie, Mediolanie czy Nicei. Przez długi czas przechowywano ją w kaplicy zamkowej w Chambéry. Tam w nocy z 3 na 4 grudnia 1532 r. wybuchł pożar, który niemal doprowadził do jej zniszczenia. Całun ocalał tylko dlatego, że był przechowywany w srebrnej skrzyni. Do wnętrza przedostało się jedynie kilka kropli stopionego metalu, które nadpaliły fragment tkaniny. Relikwię uratowało czterech mężczyzn, w tym dwóch franciszkanów, którzy wynieśli ją z płonącej kaplicy. W 1578 r. została przeniesiona do Turynu, gdzie znajduje się do dziś.
Reklama
Prawdziwy przełom w badaniach nad Całunem nastąpił w 1898 r., gdy włoski fotograf Secondo Pia wykonał jego pierwsze zdjęcia. Okazało się wówczas, że obraz na płótnie zachowuje się jak negatyw fotograficzny. Kolejne analizy wykazały niezwykłą dokładność anatomiczną wizerunku oraz brak śladów farb czy pigmentów.
Badania medyczne potwierdziły liczne rany odpowiadające opisowi męki Chrystusa: ślady biczowania, rany głowy, przebite nadgarstki oraz obrażenia twarzy. Na płótnie odkryto także ludzką krew grupy AB oraz podwyższony poziom bilirubiny, wskazujący na agonię i śmierć w wyniku skrajnego wyczerpania. Analizy pyłków roślin wykazały natomiast obecność gatunków endemicznych dla obszaru Palestyny, tzn. występujących jedynie tam. Mimo ponad stu lat intensywnych badań naukowcy wciąż nie potrafią wyjaśnić, w jaki sposób powstał tajemniczy wizerunek na płótnie.
W diecezji drohiczyńskiej nie ma ani jednej cząsteczki Całunu, natomiast w tzw. Relikwiarzu kalendarzowym w formie miniaturowego ołtarzyka wśród dziesięciu relikwii, związanych z Męką Chrystusa jest maleńki skrawek chusty z Oviedo lub z Manopello.
