Historie wielu ludzi przypominają nam, że Bóg nie jest odległym obserwatorem ludzkiego losu, ale jest Tym, który wchodzi w sam środek cierpienia, bezradności i nadziei, często już niemal wygasłej. Takie właśnie świadectwa płyną z Chile i z Polski – z dwóch bardzo różnych miejsc, a jednak połączonych tym samym źródłem: zaufaniem Bożemu Miłosierdziu.
Lekarstwo
Reklama
Kult Bożego Miłosierdzia rozlał się na cały świat, również w Chile, i w sposób przedziwny splótł się z życiem Karima Nacrura. Mężczyzna pracował w tamtejszej Dolinie Miłosierdzia. Uległ on ciężkiemu wypadkowi, który spowodował rozległy uraz głowy. Ksiądz Juan Ignacio Schramm, rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Santiago de Chile, zaświadcza: „Lekarze w szpitalu wielokrotnie informowali nas, że uszkodzenie neurologiczne, którego doznał, jest nieodwracalne. Faktycznie, kiedy go odwiedzaliśmy, był jakby we śnie. Czasami, gdy się budził, mówił coś chaotycznie”. Medycy nie mieli wątpliwości: Karim nigdy nie odzyska świadomości, nie będzie mógł nawet kontrolować czynności fizjologicznych. W takim stanie mężczyzna znajdował się już od miesiąca, gdy 28 marca 2023 r. na lotnisku w Santiago de Chile wylądował ksiądz z Polski z relikwiami bł. Michała Sopoćki przeznaczonymi dla tamtejszego sanktuarium. Ksiądz Schramm zabrał relikwie do szpitala, położył je na głowie chorego; modlił się do miłosiernego Boga. Karim, dotąd będący niczym warzywo, nagle zareagował i zapytał, co to jest. Usłyszał z ust ks. Schramma jedno słowo: „lekarstwo”. I wtedy stało się coś niewytłumaczalnego: mężczyzna, z którym nie było logicznego kontaktu, zaczął płakać i całować relikwie. Potem przyszła poprawa, tak szybka, że po upływie 1,5 tygodnia został wypisany ze szpitala niemal bez oznak urazu. Dziś jest zdrowy i nadal pracuje w Dolinie Miłosierdzia. Jest on żywym przykładem tego, jak wielkie i niepojęte jest Boże Miłosierdzie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rozpaczliwe wołanie o ratunek
Mieszkający w Polsce Hubert miał 14 lat, kiedy usłyszał diagnozę: chłoniak Hodgkina w zaawansowanym stadium z przerzutami. Jego świat, który powinien być związany ze szkolnymi planami, młodzieńczymi marzeniami i nastoletnimi miłostkami, nagle zamienił się w szpitalną salę, chemioterapię, strach i niepewność. A jakby tego było mało, rodzina niosła już ciężar straty – starszy brat Huberta zmarł kilka lat wcześniej na tę samą chorobę. Trudno o bardziej przejmujący obraz rodzinnego bólu. Rodzice robili dosłownie wszystko, by uratować syna. Dzięki pomocy ludzi dobrej woli uzbierali pieniądze na bardzo kosztowne leczenie. Równocześnie nieustannie się modlili o łaskę zdrowia dla chłopca. Każda Godzina Miłosierdzia stawała się dla nich i dla ich przyjaciół rozpaczliwym wołaniem o ratunek. Wszystko to razem tworzy obraz cierpienia, które nie zostało zostawione samo sobie. Choroba się cofnęła, chłopiec wrócił do szkoły, do marzeń. To nie jest szczęśliwy zbieg okoliczności – to czytelna interwencja miłosiernego Boga.
Ostatnie słowo
W Santiago de Chile relikwie bł. Michała Sopoćki dotknęły głowy człowieka, który miał do końca swojego życia być niczym warzywo. W Polsce modlitwa wielu osób otoczyła chłopca, którego życie zdawało się wisieć na włosku. W obu przypadkach przyszło ocalenie. Bóg nie zawsze odpowiada głośno. Czasem działa w szpitalnej ciszy. We łzach chorego chłopca i jego rodziców. W dłoni kapłana. Wtedy właśnie człowiek rozumie, że ostatnie słowo nie należy do choroby ani do rozpaczy. Ostatnie słowo należy do Bożego Miłosierdzia.
Przytoczone historie zostały opisane na podstawie książki Cuda Bożego Miłosierdzia. Świadectwa Małgorzaty Pabis, Katarzyny Stokłosy, wyd. WAM.
