Można powiedzieć, że pomysł fundacji narodził się z braku pieniędzy. Na początku XX wieku siostry boromeuszki zbudowały we Wrocławiu szpital, przy którym wkrótce utworzyły także szkołę pielęgniarską. W 1949 r. szpital odebrano zgromadzeniu i upaństwowiono, dopiero w 2002 r. ponownie przyznano siostrom prawo własności.
Powrót do misji
Reklama
– Było to wielkie zaskoczenie dla zgromadzenia, bo co prawda starałyśmy się o jego zwrot, ale zupełnie nie liczyłyśmy, że tak się stanie. Kiedy Komisja Majątkowa zdecydowała, że odda nam część szpitala, zgromadzenie stanęło przed dylematem, co z nim teraz zrobić. Ponieważ nie miałyśmy pieniędzy, a obiekt należało „przywrócić do życia”, pojawiały się różne pomysły. Ówczesna przełożona generalna, która z wykształcenia jest pielęgniarką, pragnęła, by wrócić do pierwotnej działalności i reaktywować szkołę medyczną. Ale wiedziałyśmy też, że taką największą potrzebą jest zaopiekowanie się ludźmi starszymi, schorowanymi, których liczba stale wzrastała, a w Zakładach Opiekuńczo-Leczniczych było coraz mniej miejsc. Budynek, który otrzymałyśmy jest jednak tak duży, że trzeba było w nim zaplanować coś więcej. I ta myśl o szkole medycznej i szpitalu bardzo w nas pracowała. Akurat wróciłam wtedy z Syberii i przełożona zaproponowała mi, bym poza innymi moimi zajęciami zajęła się jeszcze reaktywacją szkoły medycznej – opowiada s. Ewa Jędrzejak, prezes Fundacji Evangelium Vitae.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Fundacyjne początki
Trzeba zaznaczyć, że w procesie likwidacji szpitala obiekt został poważnie zniszczony i wymagał dużych środków finansowych. – A pragnęłyśmy w nim przywrócić pierwotną działalność, by jak dawniej służyć ludziom chorym i potrzebującym. I wtedy pojawiła się pierwsza myśl, by założyć fundację. Jeszcze nie wiedziałyśmy, jak to wszystko zorganizować, ale znaleźli się ludzie, którzy uznali pomysł za dobry i bardzo chcieli nam pomóc – opowiada s. Ewa.
W 2006 r. Kongregacja Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza ustanowiła Fundację Evangelium Vitae, której podstawowym celem jest utworzenie i prowadzenie Wyższej Szkoły Medycznej p.w. Miłosierdzia Bożego oraz utworzenie i prowadzenie Szpitala Położniczo–Ginekologicznego.
– Gdy tworzyłyśmy statut fundacji, nie wiedziałyśmy, czy uda się jej przetrwać, dlatego statut został napisany dość szeroko i cele fundacji w wielu punktach są zbieżne z działalnością zgromadzenia, czyli z posługą charytatywną, działalnością na rzecz chorych, potrzebujących, rodzin, małych dzieci. Jako siostry boromeuszki możemy więc realizować statut Fundacji Evangelium Vitae, który jest zbieżny z charyzmatem zgromadzenia – tłumaczy s. Ewa.
Żywy pomnik
Reklama
Fundacja powstała rok po śmierci papieża Jana Pawła II. – Ta śmierć wszystkich nas wtedy bardzo motywowała do wielu różnych przedsięwzięć, powstawały np. liczne pomniki papieża. I wtedy zrodziła się taka myśl, by to nasze dzieło stało się żywym pomnikiem Jana Pawła II i funkcjonowało w duchu nauczania papieskiego, otaczając opieką życie ludzkie od początku jego istnienia po naturalny kres – podkreśla siostra.
Fundacja przyjęła nazwę od jednej z encyklik papieża, co pokazywało kierunek jej działania. – Zdobywanie pieniędzy to ziemska część naszej działalności, ale te pieniądze są pozyskiwane po to, żeby służyć życiu. Statut fundacji zakłada, że możemy działać szeroko – na polu edukacyjnym, miłosierdzia, charytatywnym. Na początku wiedziałyśmy, że chcemy robić szkołę i szpital, natomiast cała reszta, którą obecnie się zajmujemy, przyszła z czasem od Pana Boga. Do fundacji trafiali ludzie, którzy przynosili różne problemy i to z nich odczytywałyśmy potrzeby dzisiejszego świata i potrzeby mieszkańców Wrocławia. Zaczęłyśmy więc działalność na różnych polach – opowiada s. Ewa i wymienia inicjatywę Okna Życia, która pięknie się wpisuje w ideę Ewangelii życia. – W ciągu 16 lat istnienia okna trafiło do nas 24 dzieci. Wiele z nich przeszło do rodzin adopcyjnych z szansą na nowe życie. Niektóre z tych dzieci znamy, wiemy, że pięknie się rozwijają. A potem przyszły kolejne zadania: hospicjum perinatalne, które współtworzyłyśmy, szkoła rodzenia, poradnictwo rodzinne, leczenie niepłodności, bank niemowlaka, pochówki dzieci martwo urodzonych. To sztandarowe działania naszej fundacji, które wzięły się z odkrywanych potrzeb. Takie perełki, które Pan Bóg dał nam do zagospodarowania – zaznacza boromeuszka.
Gdy życie dostaje szansę
Reklama
Istnieje wiele pięknych historii osób i rodzin, którym fundacja odmieniła życie. To historie niektórych dzieci z okna życia, ale też dorosłych.
– Taką piękną historią może być historia Moniki, która trafiła do nas przed laty. Najpierw zadzwoniła z informacją, że jest w siódmym miesiącu ciąży i zapytała, jak dobrze się przygotować do oddania dziecka do okna życia. Samo pytanie było już sygnałem, że ta kobieta wcale nie chce tego dziecka oddawać. Zaproponowałam jej anonimowe spotkanie w celu poszukania jakiegoś innego rozwiązania. Spotkałyśmy się i udało się wiele rzeczy ustalić i zaplanować. Po rozmowie z nami wróciła do domu uskrzydlona i z decyzją, że może nie trzeba będzie tego dziecka jednak oddawać. Otoczyłyśmy ją wszechstronną pomocą – lekarską, prawną, materialną. Kiedy urodziło się jej dzieciątko, akurat w tym czasie weszło 500+ a partner, z którym miała nadzieję stworzyć rodzinę dla starszych dzieci, zmodyfikował swoje myślenie, wrócił i stwierdził, że stanie na wysokości zadania. Poukładało się wiele innych spraw i ona to nowo narodzone dziecko przy sobie zachowała. Pięknym dla mnie momentem było, kiedy w maju pewnego roku Monika przyjechała do fundacji z kwiatami na Dzień Matki. To był bardzo wzruszający moment. Nie czekamy na te podziękowania, ale to był taki sygnał, że mamy udział w tym uratowanym macierzyństwie – opowiada s. Ewa.
Reklama
Inna historia to historia kobiety, która chciała dokonać aborcji z powodu trudnych warunków mieszkaniowych. Została „podesłana” do fundacji przez koleżankę z pracy. Miała już dwoje dzieci, z którymi mieszkała w zagrzybionym mieszkaniu, bez łazienki, ze wspólną toaletą na korytarzu. – Przysłała ją do nas koleżanka, byśmy ją próbowały odwieść od aborcji. Po długiej rozmowie nie udało się to, kobieta zawsze wracała do tych samych argumentów, że skoro urodzi, to nie będzie w stanie oddać swojego dziecka. Jedyne co może zrobić, to dokonać aborcji. I pamiętam, że w takiej desperacji, kiedy zabrakło mi już argumentów, przyrzekłam jej, że jeśli urodzi to dziecko, jeśli go nie zabije, to będzie mieszkać w nowym mieszkaniu. I pamiętam później swój niepokój: Co ja jej obiecuję? Jak ja jej mogę obiecać mieszkanie, skąd je wezmę? Ta obietnica trochę mnie wtedy przerosła, ale czułam wewnętrzny przymus, że muszę zrobić wszystko, by ratować to dziecko. Było wiele perypetii, ale chodziłyśmy po urzędach i próbowałyśmy załatwić tę zmianę mieszkania. I sprawa skończyła się tak, że w dwa tygodnie po porodzie ona zamieszkała w nowym pięknym mieszkanku z dwoma pokojami, łazienką i balkonem. Towarzyszyłyśmy jej jeszcze jakiś czas. A dziś, choć minęło już kilka lat, jesteśmy w miarę bliskiej relacji ze sobą. Ona często mówi, że najlepsze co mogło ją spotkać, to urodzenie tego dziecka. To pokazuje, że gdy damy szansę Panu Bogu, On nas nigdy nie zawiedzie.
Jubileusz zaangażowania
Jubileusz fundacji rozciąga się w czasie, bo 26 lutego został podpisany akt notarialny o powołaniu do życia, natomiast 21 czerwca mija 20. rocznica wpisania fundacji do KRS-u.
– 20-lecie oznacza, że jesteśmy dorosłe i zdolne do tego, by się angażować i pracować z jeszcze większym wysiłkiem na rzecz życia – uśmiecha się s. Ewa i dodaje: – Tak chcemy przede wszystkim ten nasz jubileusz obchodzić – jako zaangażowanie z jeszcze większą miłością i pasją do życia. Ale te wszystkie działania są możliwe dzięki wielu ludziom obecnym w fundacji: zarówno pracownikom, jak i wolontariuszom oraz darczyńcom. Dziękujemy im wszystkim za zaangażowanie i gotowość pomocy, same bowiem niewiele mogłybyśmy zrobić.
