Świder k. Otwocka. Wąska uliczka wzdłuż ściany sosnowego lasu prowadzi na małą przydrożną polankę, gdzie można zostawić samochód. Po drugiej stronie drogi – skromne, jednorodzinne domy. Tutaj, w gościnnym mieszkaniu Teresy i Zdzisława, spotykamy się od 2 lat każdego miesiąca. Wpadaliśmy tu wcześniej na wieczorną herbatę i rozmowy w małym gronie zaprzyjaźnionych osób. Świat wokół nas pędził w niesamowitym tempie, przytłaczał ilością nowych informacji i wydarzeń budzących niepokój i niepewność przyszłości. Próbowaliśmy wspólnie poszukiwać źródeł i następstw przemian dotykających coraz wyraźniej naszą codzienność rodzinną i zawodową. Trudno ukryć, że w naszych rozważaniach często dochodziliśmy do momentu, w którym zaczynało brakować wytłumaczenia i odpowiedzi na pytania; „skąd to wszystko?”, „co będzie dalej?”, „co robić?”.
Reklama
I wtedy na zaproszenie gospodarzy domu zjawił się wśród nas ks. Mirosław Mikulski, organizator corocznych letnich obozów dla młodzieży i rodzin „Tygrysy”, parafialnych klubów sportowych, duszpasterz sportowców i Instytutu „Chocholanum” w Hucie Mińskiej. Nasze spotkania nabrały rozmachu, przy długim, nakrytym obrusem stole zasiadali kolejni goście, głównie lekarze (Teresa jest lekarzem), pielęgniarki, nauczyciele z różnych pokoleń. Obecnie stale spotykamy się w kilkanaście osób. Wspólnie ustaliliśmy kolejne tematy z dziedziny życia religijnego, w które wprowadza nas ks. Mirosław, a które potem rozwijane są w swobodnej rozmowie. W poprzednim roku były to sprawy ostateczne, w roku bieżącym mówimy o sakramentach św.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Tak powstało „Theresianum” (nazwa naszych spotkań zaproponowana przez księdza to ukłon w stronę pani domu i jej patronki – św. Teresy od Dzieciątka Jezus). „Theresianum” – wieczory domowe poświęcone pogłębianiu naszej wiary i wiedzy religijnej, a przez to rewizji naszego życia w tych niełatwych, niepewnych czasach. A jednocześnie regularne studia z Katechizmu Kościoła Katolickiego; dziesięć spotkań rocznie, każde trwające ok. 4 godz.
Czasem sądzimy, że mamy już głębokie wykształcenie religijne, tymczasem w dyskusjach przy stole wypływają wątpliwości. W rozmowach dotyczących naszej codzienności, doświadczeń każdego z nas, rozumienia spraw Bożych ujawniają się braki naszej wiedzy, a czasem błędne rozumienie nauki Kościoła. Przytoczę niektóre tematy: Czy katolik powinien bać się śmierci?; Niebo – piekło – czyściec; Istota odpustów – jak została zagubiona wśród kolorowych straganów i „imprezowania”; Zaniedbania w przygotowaniu do pierwszej spowiedzi św. i skutki tego w dalszym życiu penitentów; Sakramenty święte.
Wszystkie te i tuziny innych wątpliwości rozstrzyga i wyjaśnia z anielską cierpliwością ks. Mirosław, służąc nie tylko wiedzą, ale też licznymi przykładami z bogactwa swej pracy duszpasterskiej.
Druga część wieczoru upływa przy kolacji przygotowanej wspólnie przez uczestników spotkań, której stałym akcentem jest niepowtarzalny smak chleba pieczonego przez pana domu. To czas na rozmowy i informacje. Ich tematy dotyczą zazwyczaj aktualnych wydarzeń w Kościele, wydarzeń w Polsce i na świecie, ciekawych publikacji, opinii znanych osób pojawiających się w mediach i ich wpływu na naszą codzienność. Rozmowy o współczesności i bieżące informacje nierzadko bywają inspiracją do aktywnego włączenia się w życie społeczne, reagowania na zło wylewające się z mediów czy wprowadzane na drodze prawnej i administracyjnej. Jest też okazja do wymiany poglądów, wysłuchania głosu młodszego i starszego pokolenia. I spojrzenia na życie przez pryzmat tego, co najważniejsze.
Spotkania przeciągają się do późnego wieczora, zwlekamy z opuszczeniem gościnnego domu, który staje się dla nas jakby drugim domem rodzinnym. Przy furtce, w niewielkim ogródku, wśród kwiatów wypielęgnowanych przez Zdzisława, żegna nas drewniana kapliczka Świętej Rodziny, przy której w maju śpiewamy Litanię Loretańską. To już slogan, że dzisiejsze tempo życia i mnóstwo zewnętrznych uwarunkowań sprawiają, iż ciągle brak nam czasu. A jednak... Może, jak w dawnej pielgrzymkowej piosence, wbrew wszystkiemu trzeba „zatrzymać się na chwilę”. Naprawdę warto wrócić do starego obyczaju „wieczorów domowych”, chociaż jeden raz w miesiącu... Niekoniecznie po to, żeby doznać jakichś miłych, oryginalnych wzruszeń, nastroju czy usłyszeć porywające słowa. Warto pochylić się nad trudnymi, nieraz zawiłymi stronami naszej egzystencji i zaprosić na taki wieczór kapłana, który wyprostuje nasze ścieżki, przypomni, gdzie szukać źródła siły i pierwszej pomocy na każdy dzień uczciwego życia. /pe
