Sprawę szkoły Ojców Bernardynów opisywaliśmy na łamach łódzkiej Niedzieli w sierpniu ubiegłego roku. Rodzice uczęszczających do niej dzieci sprzeciwili się decyzji wójta Piotra Szcześniaka o wypowiedzeniu umowy najmu lokalu, w której mieści się szkoła. Przypomnijmy, że budynek należy do gminy i był użytkowany przez Ojców Bernardynów. Umowa została wypowiedziana, a nieruchomość ma zostać przeznaczona na stworzenie schronu bombowego.
Upolitycznienie sprawy?
Z każdym miesiącem konflikt między rodzicami a władzami gminy przybierał na sile. W końcu protestującym udało się doprowadzić do zorganizowania referendum w sprawie odwołania radnych. Wójt może być na razie pewny swojego stanowiska – głosowanie nie dotyczyło jego. Referendum miało miejsce 12 kwietnia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jeszcze przed głosowaniem temperatura sporu znacznie wzrosła. Pojawiły się zarzuty o upolitycznienie sprawy. Przedstawiciele rodziców wskazują, że są to fałszywe oskarżenia, podkreślając, że w sprawę obrony szkoły zaangażowały się osoby mające różne poglądy polityczne.
Z kolei wójt nie ma wątpliwości, że próba odwołania radnych to działanie „niesprawiedliwe”. – Użyto broni atomowej. Rozumiem, że referendum jest narzędziem demokracji, ale według mnie jest to nieuczciwe i niesprawiedliwe – powiedział w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
Spór o szkołę
Reklama
Budynek, w którym obecnie mieści się szkoła został wzniesiony w latach 60. XX wieku. Po przemianach ustrojowych funkcjonowało tu gimnazjum. Potem szkołę zamknięto. Wtedy Ojcowie Bernardyni postanowili otworzyć w Wiączyniu Dolnym własną szkołę. Co ważne, ma ona charakter publiczny, dlatego też rodzice nie muszą płacić czesnego.
Latem 2025 r. władze gminy podjęły decyzję o nieprzedłużaniu umowy najmu z zakonnikami. Protestujący rodzice wskazują na dziwne zachowanie wójta i radnych, ponieważ, jak wskazują, wcześniej bardzo pochlebnie wypowiadali się na temat szkoły.
Gmina tłumaczy, że zmiana planów dotyczących budynku wynika z wejścia w życie nowej ustawy o obronności. Wójt chce, aby zamiast szkoły w miejscowości funkcjonowało centrum bezpieczeństwa. W jego skład miałyby wchodzić: schron, magazyn obrony cywilnej oraz miejsca, gdzie odbywałyby się szkolenia z zakresu obrony cywilnej.
Będą rozmawiać
Jeśli szkoły Ojców Bernardynów nie uda się uratować, uczęszczające do niej dzieci będą chodziły do pobliskiej szkoły w Lipinach. W linii prostej jest ona oddalona zaledwie o kilka kilometrów. Problem w tym, że na trasie znajduje się rezerwat przyrody. To oznacza, że aby dostać się do placówki, uczniowie musieliby pokonać prawie 10 km. Wójt zapewnia, że władze gminy zorganizują dowóz dla uczniów. Podkreśla również, że w ostatnich latach szkoła w Lipinach przeszła modernizację i jest gotowa na przyjęcie uczniów z Wiączynia Dolnego.
Wiadomo, że Ojcowie Bernardyni złożyli wobec władz gminy pozew do sądu. Jednocześnie nadal trwają rozmowy, które mają przynieść wypracowanie porozumienia.
