Słyszałem taką sarkastyczną uwagę, że dziś jest więcej piszących niż czytających. Jest to taki sam opis rzeczywistości jak spatynowany już dowcip z okresu PRL-u: „Aby stać się członkiem Związku Literatów Polskich, należy wydać książkę i... kilku kolegów”. Obie refleksje zawierają gorzkie prawdy, ale przecież nie są dogłębnym opisem rzeczywistości.
Fakt – gdy książki w Polsce kosztują ponad 50 zł, wiele osób staje przed bolesnym dylematem: albo książka, albo obiad! Ubożeją zaś przede wszystkim ci, którzy mają rozbudowane potrzeby intelektualne. Cięcie wydatków na kulturę, w tym przede wszystkim na książkę, jest bolesną zapowiedzią wielkiego kryzysu ekonomicznego, który coraz bardziej odczuwamy. Nic na to nie poradzą kolejne kłamliwe kampanie nagłaśniające rzekome sukcesy obecnego rządu. Ludzie biednieją i nie mają już środków na czytanie. Oczywiście, można byłoby zapytać, ilu spośród tych, którzy twierdzą, że nie stać ich już na książki, wydaje setki złotych na Netflixa czy też inne platformy streamingowe, na których oferowana jest coraz bardziej zideologizowana papka filmowa, a trafienie tam na dobry serial lub film graniczy niemal z cudem. To zresztą niepojęte, ile zideologizowanego chłamu jest obecnie produkowane, aby stać się uzależniającą gumą do żucia dla mózgów. Seriale z kobietami jako herosami, podmianka bohaterów w klasycznych opowieściach, z których – przecierając oczy ze zdumienia – dowiadujemy się, że np. król Artur był czarnoskóry i miał homoseksualne ciągoty – brednia leje się z ekranów, a propagandyści mają świadomość jednego faktu: kto ogląda, staje się bezwolnym niewolnikiem łatwych treści, kto zaś czyta, ten wyrywa się z klatki na wolność.
Czytanie niesie wolność, ponieważ uruchamia niepowtarzalny mechanizm tworzenia literackiego świata we własnej wyobraźni, przeżywania go w sobie tylko właściwy sposób. Prawdą niestety jest, że dziś byle celebryta czy gwiazdeczka nie wiadomo z czego znana czują się niemal w obowiązku, aby wydusić z siebie jakąś książczynę, w której liczne zdjęcia i obrazki mają przysłonić katastrofę sztampy i nudy. Mnożą się więc debilne poradniki serwowane przez jakieś tam persony i chłam wydawany tylko po to, aby dostarczyć komuś gotówki i jakże porządnego fejmu (starszym wyjaśniam, że teraz młodzież tak określa sławę). Puste książczyny zastępują to, co kiedyś było najcenniejsze – nowe powieści poruszające problemy naszego czasu. Do tego dochodzi niestrawny koktajl serwowany przez tworzycieli tzw. kryminałów, którzy nie potrafią porządnie opisać prostej historii, sadzą się na wyszukane fabuły nieposiadające najmniejszego sensu, a do tego mieszają się – nachalnie reklamowani – byli esbecy, którzy teraz piszą „thrillery szpiegowskie” – nudne, bez polotu, ale sadzące się na to, aby były przedstawiane od razu jako bestsellery. Każdy były esbek czuje się dziś polskim Johnem le Carré, a żaden nie potrafi poprawnie napisać prostej rozprawki. Cóż, takie czasy, gdy rzedniejąca społeczność czytających zwodzona jest podróbkami, chłamem i propagandową pustotą przedstawianymi jako literackie odkrycia. Do tego dołącza cała masa rozparzonych panienek przenoszących na papier swoje seksualne fantazje i nerwice. Jednym słowem – nie jest dobrze! Gdy braknie dobrej opowieści, zaniknie kultura i nie uratują jej istnienia pisane przez narcyzów erzace prawdziwej literatury. Kultura polska została porządnie zachwaszczona przez nachalnie promowanych grafomanów i osoby nagradzane różnymi premiami, których utwory odstraszają i tak nieliczną grupę czytelników. Jeśli jednak stracimy słuch literacki, autorów prawdziwie obdarzonych talentem i siłą wyrazu, zaniknie magiczne przyciąganie polskiej kultury. Jeśli nie obronimy kultury prawdziwej, utracimy niepodległość! To nie jest zdanie na wyrost, to jest groźny fakt. Dziś liczy się każdy dobry pisarz, który potrafi tworzyć zajmujące dzieła... jednym z ostatnich takich jest Waldemar Łysiak, ale jemu poświęcę odrębny tekst. Czytajcie, ile możecie, wspierajcie polskich autorów, to naprawdę naszej Polsce się opłaci.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
