W wyniku ubeckiej operacji o kryptonimie „Lawina” śmierć poniosło około stu partyzantów. Zginęli oni w 1946 r. na Opolszczyźnie. Ich duże groby odnaleziono w kilku lokalizacjach dzięki staraniom Instytutu Pamięci Narodowej. Do ekshumacji doszło w 2016 r. w rejonie miejscowości Dworzysko, Stary Grodków, Barut, Malerzowice Wielkie. Natrafiono tam na szczątki ludzi, którzy zginęli w wyniku eksplozji i strzału w potylicę. Gdy w 2019 r. w Starym Grodkowie stanął pomnik upamiętniający partyzantów „Bartka”, córka ich dowódcy Alicja Reinhard-Flame mówiła: – Ta mała garstka bohaterskiego żołnierzy nie miała najmniejszych szans przy komunistycznym, bestialskim reżimie i wiodącym prym Urzędzie Bezpieczeństwa, jaki i ja doskonale pamiętam. Mimo tragicznych wspomnień jestem szczęśliwa, że dobry Bóg pozwolił mi dożyć, aż ci żołnierze z moim ojcem Bartkiem zostali zrehabilitowani. Że doczekałam czasów, kiedy przyznano im honor, godność i cześć należne od zawsze. Te słowa doskonale wpisują się kolejny rozdział historii Żołnierzy Wyklętych, który został zapisany za sprawą otwarcia cmentarza w Kamesznicy.
Szczęśliwy finał
Reklama
– Do pochówku przygotowano szczątki 57 osób. Liczba ta w każdej chwili mogła się zmienić, m.in. z powodu zakończonego śledztwa prokuratorskiego. Nie we wszystkich przypadkach udało się ustalić personalia żołnierzy, co spowodowało, że część mogił jest bezimienna. Tych kwater na cmentarzu nie jest też dokładnie tyle, ile ofiar ubeckiego mordu z terenu Opolszczyzny. Zresztą, jaka była rzeczywista liczba zamordowanych, tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo komuniści skrupulatnie zacierali ślady swej zbrodni – mówi dr Rafał Kościański, rzecznik prasowy IPN. – Uroczystość 7 maja to przede wszystkim prawdziwy pogrzeb. Ci żołnierze byli wrzuceni do zbiorowej mogiły i czekali na godny pochówek od dekad. Zginęli podobnie jak oficerowie w Katyniu od strzału w potylicę. Teraz przywracana jest im godność i szacunek – stwierdza ks. Stanisław Joneczko, proboszcz Parafii Imienia NMP w Kamesznicy. Szczątki partyzantów zanim trafiły na cmentarz przeszły długą drogę. Po ekshumacji przywieziono je do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Tam poddano je skrupulatnym badaniom lekarskim mającym na celu weryfikację m.in. przyczyny śmierci. Do tego pobrano materiał genetyczny (DNA), aby móc zidentyfikować personalia. W jednych przypadkach to się udało, w innych nie. Kolejnym etapem było przechowywanie ciał aż do dnia, w którym z najwyższymi honorami złożono je w grobach.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Pomnik moralnego triumfu
Reklama
– To pierwsza tego typu nekropolia w Polsce w całości poświęcona Żołnierzom Niezłomnym i to wywodzącym się z jednego oddziału. Większość podopiecznych „Bartka” właśnie tutaj spocznie na wieczność. Ich dowódca i kilku jego podkomendnych są pochowani w grobach rodzinnych. W Kamesznicy ma on jednak swoją symboliczną mogiłę. W sprawie tego, kto i gdzie będzie pogrzebany, ostateczna decyzja zawsze należy do rodziny. Warto jednak pamiętać, że podkomendni kpt. Henryka Flamego tak jak ramię w ramię walczyli, tak razem ginęli. To dobry powód, aby ich nie rozdzielać i pochować obok siebie – mówi dr R. Kościański. W tej kwestii zgadza się z nim Marek Snaczke ze Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych VII Okręgu Śląskiego. – Ten pochówek dotyczy nie tylko ofiar operacji „Lawina”, ale także tych, co zginęli w Beskidach. Z tej ostatniej grupy wywodzi się m.in. Mieczysław Inglot, który pierwotnie spoczywał przy kapliczce w Rycerce Górnej. Wolą najbliższych niektórzy podkomendni „Bartka” byli chowani na cmentarzach parafialnych. Po prostu rodziny straciły nadzieję, że może powstać takie miejsce jak to w Kamesznicy. Na szczęście to już przeszłość. Ten cmentarz to wyraz naszej wdzięczności za ich bohaterstwo. Czym zresztą możemy im się odwdzięczyć? Jedynie modlitwą i upamiętnieniem. Naszym obowiązkiem jest również realizacja duchowego testamentu, jaki nam pozostawili. On zawiera się w trzech słowach: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Lepszych ideałów dla rozwoju młodzieży i społeczeństwa późno szukać na całym świecie.
Nie pozwolił im zginąć
Reklama
Gdy o Żołnierzach Niezłomnych mówiło się cicho lub wcale, ks. Władysław Nowobilski, proboszcz w Cięcinie, zmienił ten stan rzeczy. Odprawiał dedykowane ich pamięci liturgie oraz organizował wyjazdy do miejsc, gdzie zostali straceni. – Byłem wychowany w bardzo pobożnej, patriotycznej rodzinie, z której wyszło trzech księży. Najstarszy mój brat, który później został kapłanem, był u Józefa Kurasia „Ognia”, dowódcy podziemia niepodległościowego na Podhalu. To wszystko mnie odpowiednio nastrajało do promowania treści patriotycznych. Takim elementem przeważającym szalę było spotkanie z Antonim Biegunem ps. Sztubak, który jak wyszedł z więzienia, poprosił mnie o odprawienie Mszy św. za jego towarzyszy broni. Dał mi również do przeczytania maszynopis książki „Mój los, moje życie”, która czekała na druk. To sprawiło, że bardzo mocno zaangażowałem się w odkłamywanie historii o Żołnierzach Wyklętych. Zacząłem brać udział w uroczystościach w Barucie, bo dostałem wiadomość, że nikt z Żywiecczyzny tam nie dociera. Byłem więc tym, który rozpropagował te obchody. Potem, jak w Grodkowie odkryto szczątki żołnierzy „Bartka”, Krzysztof Szwagrzyk z IPN zaprosił mnie, żebym odprawił liturgię za poległych. Od początku angażowałem się w oddanie honoru tym, którzy z komunistami walczyli o wolną Ojczyznę. Propagowałem ich zasługi, zaangażowanie, honor, po to aby pamięć o nich nie zagasła – podkreśla ks. W. Nowobilski.
Na wieczną rzeczy pamiątkę
We Wszystkich Świętych parafianie z Kamesznicy procesyjnie idą na cmentarz z modlitwą za dusze zmarłych krewnych. Jak zapowiedział ks. Stanisław Joneczko, od tego roku trasa procesji zostanie wydłużona o powstańczą nekropolię. Podobnie będzie w trakcie wrześniowych misji parafialnych.
Jednocześnie Marek Snaczke podkreśla, że Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy NSZ VII Okręgu Śląskiego przy okazji różnych terenowych inicjatyw uczyni cmentarz w Kamesznicy jednym z punktów programowych tego typu akcji. W końcu mogę się tutaj zatrzymać uczestnicy cyklicznego Rajdu Górskiego „Śladami Bartka” czy Zimowej Watry Wędrowniczej. Pod Baranią Górą znów więc snuć będą pieśni i opowiadania o niezłomnych partyzantach oraz odmawiać w ich intencjach modlitwę. Na to w końcu zasłużyli.
