Nowy Jork w książce o. Michała Czyżewskiego, paulina, nie jest pocztówką z wakacji przesłaną do Polski. Nie błyszczy jak w filmach. Nie kusi neonami i legendą wielkiego świata. Jest raczej miejscem nieustannego ruchu, samotności i poszukiwania sensu. Dlatego Zakonnik w Nowym Jorku zaskakuje już od pierwszych stron. To nie opowieść o egzotycznym życiu polskiego zakonnika za oceanem. To bardzo osobiste świadectwo człowieka, który próbuje ocalić ciszę pośród huku Manhattanu.
Ojciec Czyżewski nie buduje wokół siebie legendy. Pisze o własnej niepewności, o lęku przed wejściem do nowojorskiego McDonalda, o zderzeniu chłopaka z niewielkiej Drzewicy z „miastem, które nigdy nie śpi”. W tych fragmentach zakonnik przestaje być figurą z religijnego obrazka. Staje się człowiekiem – trochę zagubionym, trochę przestraszonym, ale uparcie szukającym Boga.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
I chyba właśnie o szukanie tutaj chodzi. Autor nie próbuje udowadniać, że w Nowym Jorku łatwo znaleźć wiarę w Boga. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że wiara rodzi się często w zmęczeniu, pośpiechu i zwyczajnej codzienności. W metrze. W rozmowie. W spotkaniu z drugim człowiekiem. Bardzo mocno wybrzmiewają tu słowa św. Jana Pawła II: „Drogą Kościoła jest człowiek”. Cała książka jest właściwie rozwinięciem tego zdania.
Szczególne miejsce zajmują w tej publikacji zarówno duchowość paulińska, jak i obecność Maryi. Jasnogórski obraz w sercu Manhattanu wybrzmiewa niemal symbolicznie – jak próba ocalenia czegoś trwałego w świecie, który nieustannie się rozpędza. Autor pisze o tym spokojnie, bez egzaltacji.
