Wybór był zaskoczeniem, Mościcki bowiem nie był czynnym politykiem, choć nie oznacza to, że był człowiekiem znikąd. Znany był z innej aktywności: jego osiągnięcia w dziedzinie chemii i opatentowane wynalazki plasowały go w czołówce światowej sławy naukowców.
Pomajowe układanki
Rok 1926 zapisał się w dziejach Polski jako czas dramatycznego przesilenia politycznego. Na fali wypadków majowych do władzy powrócił Józef Piłsudski, który zapowiedział sanację, czyli uzdrowienie życia publicznego nękanego – jak to określał – „sejmokracją”, w którym „partyjniactwo” destabilizuje życie wewnętrzne kraju. Środowiska polityczne, które poparły przewrót majowy, chciały, aby Piłsudski został dyktatorem, ale ten zdecydowanie odmówił. Na spotkaniu z przedstawicielami kół sejmowych przyznał: „Czynię próbę, czy można w Polsce rządzić jeszcze bez bata”. I stała się rzecz, która de facto legitymizowała zamach majowy. Oto połączone izby parlamentu wybrały 31 maja 1926 r. na urząd prezydenta właśnie Piłsudskiego. Głosowały za nim nawet te stronnictwa, które jeszcze kilkanaście dni wcześniej popierały obalony przez Marszałka rząd Wincentego Witosa. Piłsudski jednak wyboru nie przyjął. „Nie mogę wywalczyć w sobie zapomnienia, nie mogę wydobyć z siebie aktu zaufania i do siebie w tej pracy, którą już raz czyniłem, ani też do innych, co mnie na ten urząd powołują” – oświadczył zdumionym posłom. Wielu uznało, że gestem tym Piłsudski chciał jedynie upokorzyć stronnictwa polityczne. Intencji takiej wykluczyć nie można, ale nie bez znaczenia był fakt, że nikłe uprawnienia, jakie głowie państwa dawała konstytucja marcowa z 1921 r., były, w opinii Marszałka, jednym z powodów kryzysu państwa. A on chciał ten stan rzeczy realnie zmieniać. W nocy odbył naradę z nowym premierem prof. Kazimierzem Bartlem i konsultacje z marszałkiem Sejmu Maciejem Ratajem. Padały nazwiska ludzi, których autorytet predestynowałby do objęcia urzędu głowy państwa: Zdzisława Lubomirskiego, Mariana Zdziechowskiego, Artura Śliwińskiego. W końcu prof. Bartel zaproponował kandydaturę swego kolegi z Politechniki Lwowskiej – prof. Ignacego Mościckiego. „Ignaś? A to bardzo dobra myśl!” – miał zareagować Marszałek.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
