Kiedy zapada czerwcowy wieczór, a po procesjach Bożego Ciała miasto zaczyna zwalniać, Park Sybiraków w Rzeszowie zapełnia się ludźmi niosącymi składane krzesła, koce, dzieci na rękach i własne historie oraz prośby do Boga. Jedni w tym celu pokonują kilkanaście kilometrów, inni – kilkaset. Są rodziny, studenci, księża, osoby samotne, ci, którzy od dawna żyją blisko Kościoła, i tacy, którzy przychodzą z ciekawości albo z wewnętrznego niepokoju, którego nie potrafią nazwać. Potem włączają się światła scenicznych reflektorów, słychać pierwsze takty orkiestry, a rozmowy gasną w jednej chwili. Zaczyna się śpiew. I to nie tylko śpiew solistów i chóru na scenie – śpiew wybrzmiewa z każdego gardła. Ktoś stoi z dzieckiem na ramionach, ktoś inny śpiewa z zamkniętymi oczami. Obok siebie stoją młodzi, starsi, rodziny. Nie wszyscy znają się nawzajem, ale przez kilka godzin tworzą jeden głos. Takiej atmosfery nie stworzy się na koncercie nawet największej muzycznej gwiazdy. Taki właśnie jest koncert uwielbienia „Jednego Serca Jednego Ducha”, który od ponad 20 lat gromadzi w Rzeszowie dziesiątki tysięcy osób.
Ewangelizacja śpiewem
Reklama
Pierwsza edycja koncertu odbyła się w 2003 r. z inicjatywy Jana Budziaszka, perkusisty zespołu Skaldowie, oraz środowiska Odnowy w Duchu Świętym. Dziś wydarzenie należy do największych chrześcijańskich koncertów modlitewnych w Polsce. Uczestniczy w nim nawet 50 tys. osób zgromadzonych przy scenie, a dziesiątki tysięcy więcej ogląda koncert dzięki transmisji. Gdy przyglądamy się historii tego koncertu, pojawia się jedno pytanie: po co oni to robią?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jeden z uczestników ostatniej edycji tego muzycznego wydarzenia krótko, acz trafnie je podsumował: „Po koncercie miałem wrażenie, jakbym zakochał się w Bogu” – napisał. Podobnych wiadomości organizatorzy JSJD dostają więcej. Za każdą stoją czyjaś podróż, kryzys, nawrócenie albo zwykłe pragnienie, by przez chwilę nie być samemu. To właśnie jest powód, dla którego dziesiątki muzyków grają każdego roku w Rzeszowie – dla uwielbienia Boga i dla umożliwienia ludziom spotkania z Bogiem.
Więcej niż koncert
„Jednego Serca Jednego Ducha” znów zgromadzi ludzi w Rzeszowie – 4 czerwca. Dla wielu to moment, na który czekali przez cały rok, bo po koncercie coś się zmienia w ich życiu. Jedna z kobiet napisała do organizatorów świadectwo dające do myślenia – jej siostra oglądała koncert przez internet w Anglii razem z osobami innych religii. Według relacji, wspólne oglądanie wywołało pytania o chrześcijaństwo, wiarę i chęć zgłębiania przez muzułmanów katolicyzmu. Czyż nie jest to znakomity środek do ewangelizacji?...
Reklama
Ktoś inny po wysłuchaniu koncertu JSJD wyznał: „Od wczoraj już nic nie będzie takie samo w moim życiu. Będzie czekaniem na kolejne uwielbienie”. Jeszcze bardziej osobista jest wiadomość podpisana przez osobę pod pseudonimem „BORG”: „Po koncercie miałem uczucie, jakbym zakochał się w Bogu. (...) Od tego koncertu szukam tylko tematów mających coś wspólnego z Bogiem. Wszystko inne, co nie jest związane z Bogiem, stało się dla mnie strasznie płytkie. To niesamowite, co się ze mną stało”.
Inni pamiętają długie podróże przez Polskę. Jedna z kobiet opisała uczestnikom swoją wyprawę do Rzeszowa – pokonała 500 km starym samochodem. Jej znajomi nie rozumieli, dlaczego ktoś jedzie tak daleko nie na koncert światowej gwiazdy, lecz na wspólne uwielbienie Boga. Po wszystkim napisała krótko: „Warto było jechać te 500 km”.
Takie słowa łatwo uznać za emocję chwili. A jednak organizatorzy od lat obserwują, że wokół koncertu tworzy się wspólnota. Ludzie wracają. Spotykają się także poza czerwcowym wydarzeniem – podczas kolędowania czy innych inicjatyw.
Franciszek, Matka Teresa i pytanie o sens
W opowieściach związanych z koncertem JSJD regularnie wracają dwie postaci – św. Franciszek z Asyżu oraz św. Matka Teresa z Kalkuty. Poldek Twardowski, jeden z muzyków związanych z przedsięwzięciem, mówi o Franciszku jako o człowieku, który pozwolił „ukochać się Miłości” i całe życie zamienił w uwielbienie Boga. – Wołał na ulicach Asyżu: „Miłość nie jest kochana!”. Poszedł za Chrystusem drogą uniżenia, a z nim jego bracia. Na ścieżkach jego ewangelicznego nawoływania Miłość odnalazła Joasię i mnie. Jego realna obecność w sakramencie małżeństwa prowadzi naszą rodzinę drogą wielbienia i nieustannie gramy pieśń wielbienia naszemu Bogu w miłości, z wdzięcznością i z radością – wyznaje muzyk.
Podobnie Jan Budziaszek od lat powtarza, że człowiek pozostaje biedny nie wtedy, gdy ma mało, ale wtedy, gdy ciągle czegoś potrzebuje. To myśl, którą – jak przyznaje artysta – odkrył dzięki duchowości św. Franciszka z Asyżu. – Chociażbyś miał górę złota i pałace, ale ciągle czuł niedosyt, będziesz biedny. Bogaty jest ten, kto ma serce gotowe do rozdawania – przekonuje artysta i tym właśnie motywuje swój udział w koncercie JSJD. Dla Budziaszka ważne są także słowa św. Teresy z Kalkuty: „Nieważne, jakie zawody wykonujemy. Ważne jest tylko, co pozostanie po nas dla następnych pokoleń”. – Jeżeli będę dbał tylko o to, aby ludzie zapamiętali jedynie mnie, zawsze będzie mi za mało braw, za mało wynagrodzenia i za mało kontraktów. Jeżeli natomiast po spotkaniu ze mną ludzie odkryją Tego, który doprowadził do naszego spotkania, nigdy mi chleba nie zabraknie, i rybek też (uśmiecha się muzyk). Biada mi, aby ktokolwiek po spotkaniu ze mną nie odczuł żywej miłości, tzn. obecności samego Boga – mówi artysta. To właśnie te dwie postaci – św. Franciszek z Asyżu i św. Matka Teresa z Kalkuty są inspiracją dla twórców koncertu, którzy dają siebie na scenie dla chwały Pana, nie oczekując niczego w zamian.
Zaproszenie z serca
Z zewnątrz wygląda to jak koncert. Dla wielu uczestników jednak jest to coś więcej: miejsce zatrzymania po miesiącach pośpiechu, pracy i codziennych napięć. – Dopóki sam nie staniesz w środku rozmodlonego tłumu młodzieży, niczego nie zrozumiesz. Możesz się o tym przekonać już w czwartek 4 czerwca 2026 r. o godz. 19 w Parku Sybiraków w Rzeszowie – tymi słowami Jan Budziaszek zaprasza na koncert. Warto z tego zaproszenia skorzystać, by osobiście doświadczyć fenomenu rzeszowskiego koncertu uwielbieniowego i poczuć, że tworzy się wspólnotę jednego serca i jednego ducha.
