Ks. Paweł Gabara: Czy Krzysztof Antkowiak odkrył swój „zakazany owoc”?
Krzysztof Antkowiak: Myślę, że tak. Tylko najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest ten „zakazany owoc”. Dla mnie było nim wszystko to, co pozwalało mi uciekać od konfrontacji z trudnymi emocjami. Były to różnego rodzaju nałogi i zniewolenia. A przecież każdy nałóg jest pewną formą ucieczki. Dzisiaj już wiem, czym to było i skąd się brało, ale dojście do tej świadomości zajęło mi sporo czasu.
Jesteś obecny w show-biznesie od wielu lat. Często widzimy, że ludzie z tego środowiska podchodzą do wiary w sposób lekceważący albo wykorzystują temat Boga jedynie dla kontrowersji czy rozgłosu. Ty natomiast mówisz o wierze autentycznie. Jak doszło do Twojego spotkania z Bogiem?
Jako dziecko chodziłem do kościoła, przyjąłem sakramenty i wiara była dla mnie czymś naturalnym. Dziecko po prostu wierzy, bez analizowania i zadawania pytań. Wszystko zmieniło się ok. 16. roku życia. Przestałem wtedy chodzić do kościoła, zerwałem kontakt z Bogiem. Nałożyły się na to dojrzewanie, popularność, różne trudne doświadczenia, zazdrość ludzi i sytuacje, które sprawiły, że zacząłem uciekać w alkohol. To była długa droga. Jeśli jednak pytasz o spotkanie z Bogiem, to mogę powiedzieć, że spotkałem Go na nowo dopiero wtedy, gdy znalazłem się w najgorszym momencie swojego życia. Dzisiaj, po 13 latach życia w relacji z Bogiem, widzę wyraźnie, że On był przy mnie zawsze, nawet wtedy, gdy ja nie byłem przy Nim. Nie modliłem się, nie szukałem Go, ale patrząc z perspektywy czasu, wiem, że wielokrotnie mnie chronił. Robiłem w życiu wiele głupich i ryzykownych rzeczy. Dzisiaj wiem, że mogło mnie już nie być, ale On był przy mnie przez cały czas.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
