Wakacje zaczynają się długo przed chwilą, gdy zamykamy za sobą drzwi domu. Zaczynają się wtedy, kiedy pierwszy raz patrzymy na mapę, rezerwujemy bilet, sprawdzamy ważność paszportu albo zastanawiamy się, czy naprawdę potrzebujemy trzeciej pary butów. I tu od razu pierwsza rada: podróż rzadko psuje się od wielkich katastrof. Najczęściej od drobiazgów, które zlekceważyliśmy. Od braku kopii dokumentów, źle dobranego ubezpieczenia, rozładowanego telefonu, za ciasnych butów, zbyt optymistycznego planu dnia albo od przekonania, że „jakoś to będzie”.
„Jakoś to będzie” jest miłe przy grillu, ale w podróży bywa kosztowne. Przez lata nauczyłem się, że najważniejszą częścią bagażu jest nie kurtka, aparat ani scyzoryk. Najważniejszy jest plan. Nie sztywny, wojskowy rozkaz, lecz przemyślany szkic: dokąd jadę, co może pójść nie tak, jak się z tego wycofam i kogo zawiadomię, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli. W mojej Sztuce podróżowania mocno wybrzmiewa myśl, że doświadczenie pomaga przewidywać zagrożenia, a dobra wyprawa zaczyna się od starannego przygotowania, nie od romantycznego zrywu serca.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
