Temat spowiedzi jest w naszym domu na nowo aktualny. Młodsza córka, która w ostatnim czasie przystąpiła do sakramentu po raz pierwszy, zadaje na ten temat wiele pytań, powodowanych głównie ciekawością i chęcią pojęcia nieznanego. Starsza również stawia pytania – dalece inne, dla mnie trudniejsze. Czy muszę? Dlaczego? Co zyskam?
Młodzi ludzie – jak się przekonuję w czasie pracy i licznych rozmów z nimi – rzadko dziś reagują pozytywnie na argumenty typu „tak trzeba” czy „taka jest tradycja”. Pokolenie, które naturalnie podważa zastany porządek, potrzebuje czegoś więcej niż schematów – łaknie szczerości, sensu i bezpiecznej przestrzeni. Jeśli tego nie znajduje, w zamian otrzymując gotowe formułki, moralizowanie czy wzbudzanie poczucia winy i strachu, odpada i niechętnie powraca.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Żeby zachęcić sceptyków, warto może w tym kontekście użyć współczesnych kategorii: spowiedź i poprzedzający ją rachunek sumienia to nie tylko religijny rytuał, lecz także wspaniałe narzędzia pracy nad sobą. Pozwalają zatrzymać się w biegu, skłaniają do autorefleksji, pomagają uporządkować chaos, wskazują drogę w momentach zagubienia. Systematyczna spowiedź motywuje do stałego rozwoju moralnego i duchowego.
Po pierwsze: miejsce i czas
Aby spowiedź mogła przynieść owoce, trzeba dać sobie wzajemnie czas. Nie ma go za wiele, kiedy „odhaczamy” spowiedź podczas Mszy św., w której równolegle uczestniczymy.
Reklama
Od prawie 20 lat przystępuję do spowiedzi zawsze w ten sam sposób, u tego samego kapłana, nigdy podczas Mszy św. W podziemiach kościoła zaaranżowana jest przestrzeń Kaplicy Miłosierdzia – miejsce, w którym dyżur spowiednika trwa (w weekendy) kilka godzin. Na ogół nie ma tu kolejki wiernych, więc sprawy duchowe zyskują należną im uwagę i interpretację. Nastrój budują cisza, inspirujące cytaty biblijne i teksty psalmów, wizerunek miłosiernego Ojca na obrazie Rembrandta.
Jest konfesjonał, jeśli ktoś potrzebuje intymności w tradycyjnych ramach sakramentu. Jest jednak także klęcznik, przy którym można podjąć z kapłanem dialog twarzą w twarz. Choć z początku może to onieśmielać, z czasem okazuje się, że to nader przyjazny, sprzyjający kontekst.
Po drugie: relacja
Młodzi – ale chyba nie tylko oni – nie chcą mieć nad sobą sędziego ani urzędnika, którym jawi im się często kapłan w konfesjonale; chcą towarzysza drogi. Bywa, że zanim otworzymy się przed Bogiem, musimy najpierw zaufać drugiemu człowiekowi – księdzu lub osobie świeckiej, która stanie się dla nas autorytetem. Rozmowa o wierze musi mieć przełożenie na realne życie, a nie być jedynie zbiorem abstrakcyjnych pojęć.
Niejeden z nas unika spowiedzi, ponieważ kojarzy się ona z sądem, stresem i mechanicznym recytowaniem wyuczonych regułek. Jeśliby jednak przyjęła formę spokojnej, luźniejszej, ale wciąż głębokiej rozmowy o życiu i Bogu, pozwoliłoby to oswoić lęk przed oceną i zachęciłoby do otwartości.
Nie bez znaczenia wydaje się to, że w spowiedzi mamy bezpieczną przestrzeń tajemnicy, co pozwala bez strachu zdjąć maskę idealnego wizerunku.
Po trzecie: rachunek sumienia
Reklama
Kiedy do swojej pierwszej spowiedzi przygotowywała się moja córka, z początku wpadła w panikę, że nie pamięta należycie Dekalogu, którym chciała się wesprzeć. Sięgnęła więc do książeczki, ale i tu co rusz się zacinała, bo napotykane słowa i sformułowania były dla niej trudne i abstrakcyjne.
Doświadczenia dydaktyczne uświadamiają mi, że dziś nie tylko 10-latki borykają się z tego rodzaju wyzwaniami. Okazuje się, że w pędzie współczesności nie mamy zasobów do tego, aby efektywnie zanurzyć się w hermetyczny tekst, nie zawsze przystający do realiów życia w XXI wieku. Może następnym razem, kiedy będziemy przygotowywać się do spowiedzi, warto sięgnąć np. do internetu? Poszukajmy rachunku sumienia, który ma bardziej przystępny język lub który powstał na potrzeby naszej grupy zawodowej (np. urzędnicy, lekarze) albo wiekowej (np. dorośli, osoby starsze). Przed Pierwszą Komunią św. mojej starszej córki napisałam rachunek sumienia dla dzieci – dopasowany językowo i poznawczo do możliwości młodych główek.
I jeszcze jedno: bardzo mi zawsze zależało, aby córki widziały mnie przystępującą do spowiedzi. Często zabierałam je z sobą: żeby poczuły wagę chwili, a w przyszłości również szły tą drogą. Dzisiaj się przekonuję, że przykład, choć ważny, przestaje wystarczać. Trzeba jeszcze autentyczności, otwartości na rozmowę, bezpiecznej przestrzeni do stawiania pytań i gotowości na to, że nie zawsze znajdziemy na nie odpowiedzi.
